niedziela, 23 lutego 2020

ŻYCIE


Pamiętacie ODIGO? Komunikator, bardzo popularny kilka lat
temu. Określałeś klienta z którym chcesz porozmawiać (wiek, płeć,
miejsce zamieszkania, zainteresowania) i jazda. Klikałeś w ikonkę,
nawiązywałeś rozmowę i udawałeś mądrego. Jak szło dobrze, gadałeś
długo. Jeżeli szło cienko, wybierałeś następną ikonkę, i tak do
skutku. Cieszyły mnie rozmowy z rodakami mieszkającymi poza
krajem. Australia, Kanada, Stany… Większość rozmów wspominam
miło. Jedną zapamiętam szczególnie.
Z kim by tu dzisiaj pogaworzyć… Ooooo, jest ikonka o blond
włosach. W Stanach mieszka. Klikam. Czekam kilka sekund (sprawdzała
kto) i… jest. Nawet szybko nawiązaliśmy kontakt. Była bezpośrednia,
wesoła, sympatyczna. Zapytałem od kiedy tam jest, jak się
jej powodzi, skąd pochodzi. Pytałem o wszystko co mnie interesowało.
Na wszystkie pytania odpowiadała. Okazało się, że mieszkała
70 km od mojego miejsca zamieszkania. Sprawdzała czy mówię
prawdę pytając o konkretne ulice. Uwierzyła, gdy zacząłem ją po
Z „oprowadzać”. Pisałem co od jej wyjazdu się zmieniło, wymieniałem
nazwy ulic, podawałem co się tam znajduje itp. Znałem
i znam Z bardzo dobrze więc nie miałem z tym problemów. Mieszkała
tam moja siostra, która podobnie jak moja rozmówczyni, wyemigrowała
za kałużę. Myślę, że nabrała do mnie zaufania. Rozmawialiśmy
około dwóch — trzech godzin, gdy zapytałem o okoliczności
jej wyjazdu. Po kilku sekundowej ciszy oświadczyła, że dzisiaj
na ten temat nie będzie nic mówić. -Może następnym razem? —
odpowiedziała i wyszła z netu. Po kilku dniach otworzyłem odigo.
Była w sieci. Zapukałem do drzwi. Odezwała się szybko. Z nikim nie
rozmawiała. Po godzinie klikana mówię, że jest mi coś winna. -Co
chcesz wiedzieć? -pyta. Mieszkałam w Z teraz mieszkam w MN. Ot
i cała opowieść. -Przecież wiesz, że nie o to pytam”- mówię -Interesuje
mnie jak się tam dostałaś. Przecież nie wykupiłaś, ot tak, biletu
lotniczego i poleciałaś. Nie tak się to odbywało. Zgoda naszych,
wiza ich. To droga przez mękę. Wiem coś o tym bo siostra z synem
5 lat czekała na wyjazd. Dopiero potem nasi wyrazili zgodę
Ja też czekałam 5 lat. — powiedziała. Pierwszy wyjechał mąż.
Zostałam z córkami, 2 i 4 letnią dziewczynką. Mąż wyjechał do
Niemiec Zachodnich. Uzgodniliśmy wcześniej, że odmówi powrotu
i tam zacznie szukać szczęścia. Po kilku miesięcznym pobycie
w obozie przejściowym zdecydował się na wyjazd do USA. Mieliśmy
ze sobą kontakt. Wiedziałam o jego decyzjach i godziłam się na nie.
Natychmiast po zagospodarowaniu się męża w Stanach zaczęliśmy
starania o wyjazd do niego. Wiedziałam, że nie jest to proste, ale
przez myśl mi nie przeszło, że jest to droga przez mękę. Nagle
okazało się, że jestem dla kraju bardzo potrzebna, że ojczyzna
beze mnie ani rusz… Trzeba było mieć żelazne nerwy aby przez
to wszystko przejść. Byłam zrezygnowana. Gdyby nie mąż, który
podtrzymywał mnie na duchu, zrezygnowałabym z emigracji. Były
jeszcze córki, tęskniące za ojcem. Nie mogłam myśleć wyłącznie
o sobie. Kłopoty jakie za nami, jakie przed nami, złączyły nas
wszystkich. Byliśmy dla siebie bliscy jak nigdy. Codzienne telefony,
zapewnienia o miłości...To było coś niesamowitego, to była bajka.
W normalnym życiu tego nie ma. W końcu jest zgoda. Byliśmy
najszczęśliwsi na świecie. Pamiętam powitanie, kwiaty, łzy szczęścia,
tulenie się córek do męża. Ponad 5 lat starań aby połączyć
się mogła rodzina. Teraz nie było to ważne. Byliśmy razem i tylko
to się liczyło. Po przyjeździe do domu mąż powiedział abyśmy się
rozgościły, on wyskoczy zrobić zakupy. Mieszkał w małym, skromnym,
przytulnym domku. Rozglądamy się z zaciekawieniem. Czekamy
na męża, ojca… Czekamy godzinę, dwie, trzy… Czekamy do rana.
Potem do południa. Otwieram lodówką, pełna. Zjadłyśmy kolacjo —
śniadanie — obiad i dalej czekamy...Nie wrócił. Żadnego telefonu,
żadnej informacji pisanej. Rozpłynął się. Nie wiem co robić, nie
znam języka, nie znam nikogo. Córki przerażone. Idę do najbliższego
domku. Mam szczęście, trafiam na zasiedziałe tam od lat, małżeństwo
polonusów. Mówią, że na męża nie mam co czekać, że
związał się z amerykanką i z nią mieszka od około 3 lat. Nie wiedziałam,
że jestem tak silna. Wytrzymałam wszystko. Wróciłam do
córek i powiedziałam o „przygodzie”. Zawzięłam się w sobie. Postanowiłam,
że dam sobie radę bez niego. Do Polski nie miałam po
co wracać, wszystko sprzedałam. Dzięki pomocy sąsiadów, ruszyłam
z miejsca. Pracowałam ciężko przez ponad 20 lat, ale wygrałam.
Córki skończyły studia, są na swoim. One były dla mnie oparciem.
To dzięki naszemu wspólnemu wysiłkowi czujemy się szczęśliwe.
To wszystko co mam do powiedzenia. Chciałeś wiedzieć, wiesz -Co
z mężem, widziałaś go, rozmawiałaś, odezwał się? -Nie rozmawiałam,
nie szukałam. Widziałam go tylko raz. Spotkaliśmy się na czerwonym
świetle. Ja w swoim aucie, on w swoim. Spojrzałam odruchowo
w lewo. On w prawo. Zmieszał się, to było widać. Zapaliło się
zielone światło… Szczerze mówiąc, nie było we mnie żadnej emocji.
Nie był mi do niczego potrzebny — zakończyła.
Ta rozmowa to dla mnie szok. Kliknąłem w jej ikonkę a tam link,
którego wcześniej nie widziałem. Otworzyłem. Biuro matrymonialne.
Zobaczyłem jej zdjęcie. Urocza kobieta. W pewnym momencie
zapytała — Ty wiesz dlaczego jestem na ODIGO? — Tak, wiem. Życzę
powodzenia. Na pewno znajdziesz drugą połówkę i będziesz najszczęśliwszą
osobą na ziemi. Jesteś tego warta. Ja to wiem.
Odpowiedziała: " :)”
To był nasz ostatni kontakt.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz