Pamiętacie
ODIGO? Komunikator, bardzo popularny kilka lat
temu.
Określałeś klienta z którym chcesz porozmawiać (wiek, płeć,
miejsce
zamieszkania, zainteresowania) i jazda. Klikałeś w ikonkę,
nawiązywałeś
rozmowę i udawałeś mądrego. Jak szło dobrze, gadałeś
długo.
Jeżeli szło cienko, wybierałeś następną ikonkę, i tak do
skutku.
Cieszyły mnie rozmowy z rodakami mieszkającymi poza
krajem.
Australia, Kanada, Stany… Większość rozmów wspominam
miło.
Jedną zapamiętam szczególnie.
Z
kim by tu dzisiaj pogaworzyć… Ooooo, jest ikonka o blond
włosach.
W Stanach mieszka. Klikam. Czekam kilka sekund (sprawdzała
kto)
i… jest. Nawet szybko nawiązaliśmy kontakt. Była bezpośrednia,
wesoła,
sympatyczna. Zapytałem od kiedy tam jest, jak się
jej
powodzi, skąd pochodzi. Pytałem o wszystko co mnie interesowało.
Na
wszystkie pytania odpowiadała. Okazało się, że mieszkała
70
km od mojego miejsca zamieszkania. Sprawdzała czy mówię
prawdę
pytając o konkretne ulice. Uwierzyła, gdy zacząłem ją po
Z
„oprowadzać”. Pisałem co od jej wyjazdu się zmieniło,
wymieniałem
nazwy
ulic, podawałem co się tam znajduje itp. Znałem
i
znam Z bardzo dobrze więc nie miałem z tym problemów. Mieszkała
tam
moja siostra, która podobnie jak moja rozmówczyni, wyemigrowała
za
kałużę. Myślę, że nabrała do mnie zaufania. Rozmawialiśmy
około
dwóch — trzech godzin, gdy zapytałem o okoliczności
jej
wyjazdu. Po kilku sekundowej ciszy oświadczyła, że dzisiaj
na
ten temat nie będzie nic mówić. -Może następnym razem? —
odpowiedziała
i wyszła z netu. Po kilku dniach otworzyłem odigo.
Była
w sieci. Zapukałem do drzwi. Odezwała się szybko. Z nikim nie
rozmawiała.
Po godzinie klikana mówię, że jest mi coś winna. -Co
chcesz
wiedzieć? -pyta. Mieszkałam w Z teraz mieszkam w MN. Ot
i
cała opowieść. -Przecież wiesz, że nie o to pytam”- mówię
-Interesuje
mnie
jak się tam dostałaś. Przecież nie wykupiłaś, ot tak, biletu
lotniczego
i poleciałaś. Nie tak się to odbywało. Zgoda naszych,
wiza
ich. To droga przez mękę. Wiem coś o tym bo siostra z synem
5
lat czekała na wyjazd. Dopiero potem nasi wyrazili zgodę
— Ja
też czekałam 5 lat. — powiedziała. Pierwszy wyjechał mąż.
Zostałam
z córkami, 2 i 4 letnią dziewczynką. Mąż wyjechał do
Niemiec
Zachodnich. Uzgodniliśmy wcześniej, że odmówi powrotu
i
tam zacznie szukać szczęścia. Po kilku miesięcznym pobycie
w
obozie przejściowym zdecydował się na wyjazd do USA. Mieliśmy
ze
sobą kontakt. Wiedziałam o jego decyzjach i godziłam się na nie.
Natychmiast
po zagospodarowaniu się męża w Stanach zaczęliśmy
starania
o wyjazd do niego. Wiedziałam, że nie jest to proste, ale
przez
myśl mi nie przeszło, że jest to droga przez mękę. Nagle
okazało
się, że jestem dla kraju bardzo potrzebna, że ojczyzna
beze
mnie ani rusz… Trzeba było mieć żelazne nerwy aby przez
to
wszystko przejść. Byłam zrezygnowana. Gdyby nie mąż, który
podtrzymywał
mnie na duchu, zrezygnowałabym z emigracji. Były
jeszcze
córki, tęskniące za ojcem. Nie mogłam myśleć wyłącznie
o
sobie. Kłopoty jakie za nami, jakie przed nami, złączyły nas
wszystkich.
Byliśmy dla siebie bliscy jak nigdy. Codzienne telefony,
zapewnienia
o miłości...To było coś niesamowitego, to była bajka.
W
normalnym życiu tego nie ma. W końcu jest zgoda. Byliśmy
najszczęśliwsi
na świecie. Pamiętam powitanie, kwiaty, łzy szczęścia,
tulenie
się córek do męża. Ponad 5 lat starań aby połączyć
się
mogła rodzina. Teraz nie było to ważne. Byliśmy razem i tylko
to
się liczyło. Po przyjeździe do domu mąż powiedział abyśmy się
rozgościły,
on wyskoczy zrobić zakupy. Mieszkał w małym, skromnym,
przytulnym
domku. Rozglądamy się z zaciekawieniem. Czekamy
na
męża, ojca… Czekamy godzinę, dwie, trzy… Czekamy do rana.
Potem
do południa. Otwieram lodówką, pełna. Zjadłyśmy kolacjo —
śniadanie
— obiad i dalej czekamy...Nie wrócił. Żadnego telefonu,
żadnej
informacji pisanej. Rozpłynął się. Nie wiem co robić, nie
znam
języka, nie znam nikogo. Córki przerażone. Idę do najbliższego
domku.
Mam szczęście, trafiam na zasiedziałe tam od lat, małżeństwo
polonusów.
Mówią, że na męża nie mam co czekać, że
związał
się z amerykanką i z nią mieszka od około 3 lat. Nie wiedziałam,
że
jestem tak silna. Wytrzymałam wszystko. Wróciłam do
córek
i powiedziałam o „przygodzie”. Zawzięłam się w sobie.
Postanowiłam,
że
dam sobie radę bez niego. Do Polski nie miałam po
co
wracać, wszystko sprzedałam. Dzięki pomocy sąsiadów, ruszyłam
z
miejsca. Pracowałam ciężko przez ponad 20 lat, ale wygrałam.
Córki
skończyły studia, są na swoim. One były dla mnie oparciem.
To
dzięki naszemu wspólnemu wysiłkowi czujemy się szczęśliwe.
To
wszystko co mam do powiedzenia. Chciałeś wiedzieć, wiesz -Co
z
mężem, widziałaś go, rozmawiałaś, odezwał się? -Nie
rozmawiałam,
nie
szukałam. Widziałam go tylko raz. Spotkaliśmy się na czerwonym
świetle.
Ja w swoim aucie, on w swoim. Spojrzałam odruchowo
w
lewo. On w prawo. Zmieszał się, to było widać. Zapaliło się
zielone
światło… Szczerze mówiąc, nie było we mnie żadnej emocji.
Nie
był mi do niczego potrzebny — zakończyła.
Ta
rozmowa to dla mnie szok. Kliknąłem w jej ikonkę a tam link,
którego
wcześniej nie widziałem. Otworzyłem. Biuro matrymonialne.
Zobaczyłem
jej zdjęcie. Urocza kobieta. W pewnym momencie
zapytała
— Ty wiesz dlaczego jestem na ODIGO? — Tak, wiem. Życzę
powodzenia.
Na pewno znajdziesz drugą połówkę i będziesz najszczęśliwszą
osobą
na ziemi. Jesteś tego warta. Ja to wiem.
Odpowiedziała:
" :)”
To był nasz ostatni kontakt.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz