Popołudniowa
sobota, właściwie wieczór. Przyszła z mamusią,
lekko
szurniętą i tatusiem, nawalonym tak nieźle. Wszyscy płakali
oprócz
tatusia. Twardy facet. Ona 18 lat, około 180cm wzrostu, 85
kg
wagi, ciemna karnacja. Zgłosiła gwałt. Zły byłem, miałem
kończyć
szychtę,
iść do domu. Niestety …
Pojechali
na grilla. Była ona z rodzicami oraz dwie kolejne
rodziny
z synami. Układ był taki: Jedna dziewczyna i dwóch chłopaków.
Wszyscy
w jednym wieku. Starzy bawili się, popijając, przy
ognisku.
Młodzi poszli w las. Wrócili pod koniec biesiadowania.
uśmiechnięci,
zadowoleni z życia. Nic nie zapowiadało „tragedii”.
O
umówionej godzinie podjechała, zamówiona wcześniej, NYSA.
Rozbawione
towarzystwo rozwiezione zostało do domów.
W
mieszkaniu oświadczyła rodzicom, że została przez kumpli
zgwałcona.
Opowiedziała gdzie, co i jak. Decyzję o zawiadomieniu
MO
podjęto natychmiast. Jak postanowili tak zrobili a mnie przypadła
rola
wyjaśnienia sprawy.
Przyjąłem
protokół, przesłuchałem a potem oględziny w szpitalu.
Czekałem
z matką na zewnątrz, paliłem papierosa. Nie płakała
już.
W pewnym momencie powiedziała
— MOGLI MI TO ZROBIĆ.
Mało
nie połknąłem papierosa. Odniosłem wrażenie, że ma pretensje
do
córki, że to nie ona była obiektem gwałtu. Myślałem, że
odgryzę
sobie język, tak mnie rozbawiła. Wiem, byłem w błędzie,
ale
tak pomyślałem.
To
już tyle lat od tamtej sprawy a ja pamiętam ten moment.
Jak
to wszystko się zakończyło? Normalnie. Dziewczę wycofało
zgłoszenie
i sprawa poszła w zapomnienie. Widuję ją czasami. Gdy
była
młoda, kłaniała mi się. Uśmiech nie schodził z jej ust.
Dzisiaj,
nie
kłaniam się jej. Co to, wszystkim zgwałconym mam bić
pokłony?
Tak źle ze mną nie jest.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz