Taksiarz
ją dostarczył. Brudna czarnula z długimi włosami
Obdarte
ciuchy, pijana tak na trzy czwarte gwizdka i...Boże, jaka
piękna,
zgrabna. To nic, że wypita, że brudna, obdarta. To tylko
dodatek
do jej urody. Taksiarz poinformował, że stała na drodze
w
pobliżu glinianek. Machała rączkami zatrzymując auta. Wziął ją.
Powiedziała,
że została zgwałcona, że prosi o kontakt z MO. Przywiózł
ją
do nas. Mimo, że naruszona, nie płakała. Nie miała takiego
obowiązku.
Wybrała
się na dancing (tak to się wtedy nazywało) do najlepszej
w
mieście, takiej reprezentacyjnej, restauracji. Była z koleżankami,
kolegami.
Bawili się w swoim towarzystwie. Była wódeczka
popijana
sokiem pomidorowym z metalowych puszek. Kawa mielona
też
była. Nie było czym zagryzać, ale to nie problem. Ważne, że
było
wesoło, że koledzy potrafili tańczyć, prowadzić. Dwóch
wyprowadziło
ją
na manowce, ale to dopiero później. Teraz się bawią,
żartują,
piją „krwawą mery”. Około pierwszej w nocy zrobiło jej
się
gorąco Zaproponowała wyjazd na glinianki. „Ochłodzimy się”-
mówiła.
Nie było chętnych, woleli parkiet. Po trzech minutach,
dwóch
kolegów poparło jej propozycję. Taryfy czekały przed lokalem
na
potencjalnych klientów, więc skorzystali Wsiedli rozbawieni
i
pojechali. Spacer nad wodami glinianki dobrze im zrobił. Szum fal,
zapach
glinianej wody, to było to czego tak naprawdę pragnęli. Ona
się
rozmarzyła. Po pewnym czasie zaczęła coś pierdolić od rzeczy,
więc
się za nią zabrali. Prosiła aby się nie wygłupiali, żeby dali
spokój.
Nie
słuchali. A ona, oprócz słów sprzeciwu nie podjęła działań,
nie
broniła się. To upewniło ich w przekonaniu, że nie ma nic
przeciwko.
Zaliczyli dziewczynę po razie i wrócili na dancing. Ją
zostawili
na miejscu. Nie interesowała ich. Nie była potrzebna.
Do
restauracji pojechałem z nią i dzielnicowym. Ja jednym
radiowozem
ona z dzielnicowym drugim. Z ukrycia pokazała którzy.
Podszedłem,
wskazałem palcem, i powiedziałem -" Pan i pan,
koniec
balu, jedziemy na glinianki”-. Nawet nie prosili o legitymację.
Nie
kąpałem się wówczas więc wyczuli, że niebieski jestem.
Wstali
bez oporu i poszli za mną. Na Komendzie powiedziałem dlaczego
przerwałem
walczyka. Niczemu nie zaprzeczali. Potwierdzili
to
co mówiła z tym, że gwałt jest im obcy. Miała ochotę, zabawili
się.
Nie zabrali jej z powrotem bo brudna była. Obiecała, że pójdzie
do
domu. Myślę, że nie byłoby sprawy gdyby do samego końca
zachowali
się wobec niej przyzwoicie. Nie stać ich było na to, zostawili
ją
jak śmiecia. Była wypita, ale nie na tyle aby sobą poniewierać.
Zgłosiła
gwałt i była w tym konsekwentna do końca. Chłopaki
mieli
szczęście. Nie poszli siedzieć. Sprawę prowadził sędzia, może
dlatego.
Gdyby trafiło na kobietę w todze, byłoby inaczej. Tak sądzę.
Pamiętam,
że podczas ostatniego z nią spotkania powiedziałem:
-„Pani
powinna pić marmoladę w płynie”. Zarumieniła się.
Nic
nie odpowiedziała. Od tego momentu nie widziałem jej hohohoho
i
jeszcze dłużej.
Postanowiłem
dorobić do mojej super wysokiej emerytury.
Uznałem,
że masło jest dobre, ale do masła też coś trzeba. Dla
ducha
coś trzeba, nie tylko książka, gazeta, telewizja Tadka. Jakaś
wycieczka
też by się przydała. Europę zwiedzam z moją śliczną
samochodem,
a to kosztuje. Aby spełniać marzenia, zatrudniłem
się.
Zostałem cieciowym szefem dużego zakładu. Początek mojej
tam
działalności… Tylko mnie mogło coś takiego spotkać. Godz.
15
z drobnymi. Wpadłem na kontrolę. Rozmawiam z chłopakami.
Dzwoni
telefon, podnoszę słuchawkę. Męski głos zadaje pytanie:
„Proszę
pana. Szef ma urodziny. Mamy flaszkę do rozpicia. Jeżeli
pan
tego nie zauważy, pijemy tutaj. Jeżeli zauważy, wychodzimy
natychmiast
do pubu. Szczerze, to wolimy w biurze. Pozwoli pan?”
Odpowiadam:"
Jestem do 18-tej. Potem mnie nie ma i nie ręczę za
„bezpieczeństwo”.
Obiecał, że do 18-tej będzie posprzątane. Byłem
w
tym towarzystwie świeży, nie znałem pracowników. Tak na dobrą
sprawę
nawet nie wiedziałem z kim rozmawiam. Wolałem być
„swój”,
nie obcy. Po około 40 minutach telefon. Odbieram. Kobiecy
głos
mówi: „Wie pan, my tutaj popijamy trochę i stała się rzecz
straszna.
Niech pan ratuje. Zabrakło fajek. Może, któryś z pana
ludzi
kupi papierosy i dostarczy? Rozumie pan, nikt z nas, wstawionych,
nie
wyjdzie teraz na zewnątrz”. Wyczułem, że jest lekko trzaśnięta.
Powiedziała
jakie fajki chce i w którym pokoju piją. Poszedłem,
kupiłem
dymek i zaniosłem. Ciekaw byłem kto się bawi. Zapukałem,
czekam.
Otwierają się drzwi, wychodzi laska, że głowa boli.
Ikona
seksu i łez, czarna Inez. Poznałem ją od razu. Ja wyprzystojniałem
starzejąc
się. Ona nie zmieniła się nic. Identycznie wypita
jak
wówczas z tym, że nie była obszarpana, brudna. „Przyniosłem
pani
papierosy” -mówię. Podchodzi do mnie, obejmuje moją szyje.
Pyta
czy na pewno…, czy te które chciała… Odpowiadam na pytania
z
lekkim uśmiechem, zażenowaniem, a w duszy drżę na samą myśl,
że
może zaproponować glinianki. Myślę, że mnie nie rozpoznała.
Dałem
jej fajki, wywinąłem z objęcia i poszedłem do chłopaków. Po
drodze
pomyślałem, że nie lubi marmolady w płynie. O tych co ją
„gwałcili”
też pomyślałem. Szczęściarze
Widuję
ją czasami. Kłaniamy się sobie. Myślę, że po czasie,
umiejscowiła
mnie w swojej głowie. Wie, że spotkaliśmy się znacznie
wcześniej.
Tak naprawdę, nie ma to już żadnego znaczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz