niedziela, 23 lutego 2020

MARMOLADA W PŁYNIE


Taksiarz ją dostarczył. Brudna czarnula z długimi włosami
Obdarte ciuchy, pijana tak na trzy czwarte gwizdka i...Boże, jaka
piękna, zgrabna. To nic, że wypita, że brudna, obdarta. To tylko
dodatek do jej urody. Taksiarz poinformował, że stała na drodze
w pobliżu glinianek. Machała rączkami zatrzymując auta. Wziął ją.
Powiedziała, że została zgwałcona, że prosi o kontakt z MO. Przywiózł
ją do nas. Mimo, że naruszona, nie płakała. Nie miała takiego
obowiązku.
Wybrała się na dancing (tak to się wtedy nazywało) do najlepszej
w mieście, takiej reprezentacyjnej, restauracji. Była z koleżankami,
kolegami. Bawili się w swoim towarzystwie. Była wódeczka
popijana sokiem pomidorowym z metalowych puszek. Kawa mielona
też była. Nie było czym zagryzać, ale to nie problem. Ważne, że
było wesoło, że koledzy potrafili tańczyć, prowadzić. Dwóch wyprowadziło
ją na manowce, ale to dopiero później. Teraz się bawią,
żartują, piją „krwawą mery”. Około pierwszej w nocy zrobiło jej
się gorąco Zaproponowała wyjazd na glinianki. „Ochłodzimy się”-
mówiła. Nie było chętnych, woleli parkiet. Po trzech minutach,
dwóch kolegów poparło jej propozycję. Taryfy czekały przed lokalem
na potencjalnych klientów, więc skorzystali Wsiedli rozbawieni
i pojechali. Spacer nad wodami glinianki dobrze im zrobił. Szum fal,
zapach glinianej wody, to było to czego tak naprawdę pragnęli. Ona
się rozmarzyła. Po pewnym czasie zaczęła coś pierdolić od rzeczy,
więc się za nią zabrali. Prosiła aby się nie wygłupiali, żeby dali spokój.
Nie słuchali. A ona, oprócz słów sprzeciwu nie podjęła działań,
nie broniła się. To upewniło ich w przekonaniu, że nie ma nic
przeciwko. Zaliczyli dziewczynę po razie i wrócili na dancing. Ją
zostawili na miejscu. Nie interesowała ich. Nie była potrzebna.
Do restauracji pojechałem z nią i dzielnicowym. Ja jednym
radiowozem ona z dzielnicowym drugim. Z ukrycia pokazała którzy.
Podszedłem, wskazałem palcem, i powiedziałem -" Pan i pan,
koniec balu, jedziemy na glinianki”-. Nawet nie prosili o legitymację.
Nie kąpałem się wówczas więc wyczuli, że niebieski jestem.
Wstali bez oporu i poszli za mną. Na Komendzie powiedziałem dlaczego
przerwałem walczyka. Niczemu nie zaprzeczali. Potwierdzili
to co mówiła z tym, że gwałt jest im obcy. Miała ochotę, zabawili
się. Nie zabrali jej z powrotem bo brudna była. Obiecała, że pójdzie
do domu. Myślę, że nie byłoby sprawy gdyby do samego końca
zachowali się wobec niej przyzwoicie. Nie stać ich było na to, zostawili
ją jak śmiecia. Była wypita, ale nie na tyle aby sobą poniewierać.
Zgłosiła gwałt i była w tym konsekwentna do końca. Chłopaki
mieli szczęście. Nie poszli siedzieć. Sprawę prowadził sędzia, może
dlatego. Gdyby trafiło na kobietę w todze, byłoby inaczej. Tak sądzę.
Pamiętam, że podczas ostatniego z nią spotkania powiedziałem:
-„Pani powinna pić marmoladę w płynie”. Zarumieniła się.
Nic nie odpowiedziała. Od tego momentu nie widziałem jej hohohoho
i jeszcze dłużej.
Postanowiłem dorobić do mojej super wysokiej emerytury.
Uznałem, że masło jest dobre, ale do masła też coś trzeba. Dla
ducha coś trzeba, nie tylko książka, gazeta, telewizja Tadka. Jakaś
wycieczka też by się przydała. Europę zwiedzam z moją śliczną
samochodem, a to kosztuje. Aby spełniać marzenia, zatrudniłem
się. Zostałem cieciowym szefem dużego zakładu. Początek mojej
tam działalności… Tylko mnie mogło coś takiego spotkać. Godz.
15 z drobnymi. Wpadłem na kontrolę. Rozmawiam z chłopakami.
Dzwoni telefon, podnoszę słuchawkę. Męski głos zadaje pytanie:
Proszę pana. Szef ma urodziny. Mamy flaszkę do rozpicia. Jeżeli
pan tego nie zauważy, pijemy tutaj. Jeżeli zauważy, wychodzimy
natychmiast do pubu. Szczerze, to wolimy w biurze. Pozwoli pan?”
Odpowiadam:" Jestem do 18-tej. Potem mnie nie ma i nie ręczę za
bezpieczeństwo”. Obiecał, że do 18-tej będzie posprzątane. Byłem
w tym towarzystwie świeży, nie znałem pracowników. Tak na dobrą
sprawę nawet nie wiedziałem z kim rozmawiam. Wolałem być
swój”, nie obcy. Po około 40 minutach telefon. Odbieram. Kobiecy
głos mówi: „Wie pan, my tutaj popijamy trochę i stała się rzecz
straszna. Niech pan ratuje. Zabrakło fajek. Może, któryś z pana
ludzi kupi papierosy i dostarczy? Rozumie pan, nikt z nas, wstawionych,
nie wyjdzie teraz na zewnątrz”. Wyczułem, że jest lekko trzaśnięta.
Powiedziała jakie fajki chce i w którym pokoju piją. Poszedłem,
kupiłem dymek i zaniosłem. Ciekaw byłem kto się bawi. Zapukałem,
czekam. Otwierają się drzwi, wychodzi laska, że głowa boli.
Ikona seksu i łez, czarna Inez. Poznałem ją od razu. Ja wyprzystojniałem
starzejąc się. Ona nie zmieniła się nic. Identycznie wypita
jak wówczas z tym, że nie była obszarpana, brudna. „Przyniosłem
pani papierosy” -mówię. Podchodzi do mnie, obejmuje moją szyje.
Pyta czy na pewno…, czy te które chciała… Odpowiadam na pytania
z lekkim uśmiechem, zażenowaniem, a w duszy drżę na samą myśl,
że może zaproponować glinianki. Myślę, że mnie nie rozpoznała.
Dałem jej fajki, wywinąłem z objęcia i poszedłem do chłopaków. Po
drodze pomyślałem, że nie lubi marmolady w płynie. O tych co ją
gwałcili” też pomyślałem. Szczęściarze
Widuję ją czasami. Kłaniamy się sobie. Myślę, że po czasie,
umiejscowiła mnie w swojej głowie. Wie, że spotkaliśmy się znacznie
wcześniej. Tak naprawdę, nie ma to już żadnego znaczenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz