niedziela, 23 lutego 2020

GOTOWIEC


Ona nauczycielka. On krawiec. Jego znałem osobiście. Nie tylko
dlatego, że szył mi garnitur ślubny ale także dlatego, że wypiliśmy
razem kilka wódek. Ona zwracała się do mnie na „ty”, ja do niej
bezosobowo. Jakoś tak nie mogłem się przełamać. Jeszcze przed
małżeństwem, ich nie mojego, zaczął się budować. Budowa figurowała
na jego ojca pracującego w dużej firmie budowlanej. Firma
dbała o swoich pracowników udzielając znacznych ulg oraz dostęp
do materiałów budowlanych, transportu itd. Mając kasę, grzechem
było nie skorzystać z takiej szansy. Krawiec miał pieniądze, ojciec
odpowiednie zatrudnienie. Budowali więc na nazwisko ojca
a pieniądze krawca. Powoli szli do przodu. Potem przyspieszyli, bo
chciał się żenić z nauczycielką. Po powrocie z kościoła, pragnął na
rękach wnieść ją do nowego domu. Udało się. Cieszyli się oboje.
Pamiętam oklaski jakie towarzyszyły im przy przekraczaniu progu
domu. Ona uśmiechnięta, na jego rękach. On ostrożnie, aby nie
zahaczyć o próg, czerwony z wysiłku, wnosił ją do wnętrza. Delikatnie
mówiąc, mieli lepszy start ode mnie, ale niech im tam. Zazdrosny
byłem fakt z tym, że życzliwie.
Żyli długo i szczęśliwie tzn. około 3 lat. Pewnego dnia ojciec
powiedział, że czas przepisać domek na nich, bo przecież nie on jest
właścicielem tylko krawiec, czyli syn. Zgodzili się bez szemrania.
W ciągu miesiąca zostali rzeczywistymi właścicielami domu, który
przepisany został na nich, nie na niego. Krawiec szanował i kochał
swoją żonę- nauczycielkę. Nie widział powodów aby być wyłącznym
właścicielem budowli. Działalność krawiecką prowadził w wynajętym
pomieszczeniu usytuowanym w centrum miasta. Około godziny
11 zauważył brak jakiegoś elementu krawieckiego. W danej chwili
element ten był niezbędny a poprzedniego dnia wywiózł go do
domu, tam był potrzebny. Pojechał do domu. Nauczycielka była
w tym czasie w szkole. Tak myślał. Było to dla niego oczywiste. Zdziwiony
był, że drzwi wejściowe były otwarte. Wszedł do przedpokoju.
Zaniepokoiły go jakieś odgłosy, jęki, śmiech. Otworzył drzwi
sypialni i zamarł z przerażenia. Nauczycielka, przy pomocy naszego
wspólnego znajomego była o krok od szczytu. Wpadł w szał. Rzucił
się na nich. Dużo nie zdziałał, dostał w mazak i padł na podłogę.
Zanim doszedł do siebie nauczycielka była ubrana, kochanek jej także.
Nawet z nim nie rozmawiali. Ona, na odchodne, powiedziała tylko
aby wynosił się z mieszkania. „Ty wyp… aj, to mój dom”- krzyknął.
Nie twój tylko nasz. Jeszcze nasz” — uzmysłowiła mężowi. Zrozumiał,
że przegrał. Przecież sam zdecydował aby budynek przepisany
został na nich, nie na niego. Inaczej mówiąc, jego tatuś sprezentował,
kochającemu się małżeństwu, dom. Nie miał pieniędzy aby
spłacić nauczycielkę. Ona pieniądze miała, właściwie jej kochanek
miał. Wiedziała o tym więc rozdawała karty. Spłaciła krawca szybko.
Wyjechał z miasta. Miał trochę kasy, postanowił rozpocząć nowe
życie. W domu zamieszkała z kochankiem zamienionym w USC na
męża. Krawca spotkałem po około 5 latach. Bardzo źle wyglądał.
Wrócił na stałe. Był goły, bosy, bez środków do życia. Drżał jak osika.
Myślę, że przepił życie. Nie potrafił się odnaleźć. Pytał mnie
gdzie można wynająć pomieszczenie na zakład krawiecki. Chciał
jeszcze raz wystartować. Podałem dwa adresy. Nie wiem czy tam
dotarł, czy w ogóle chciał dotrzeć. Na zakończenie spotkania powiedział,
że choruje na raka i nie wie czy z tego wyjdzie. Powiedziałem,
że nie jest pierwszy i ostatni, który z chorobą da sobie
radę. Cóż mogłem powiedzieć? Po czterech dniach nie żył. Przyszedł
w południe. Zadzwonił do drzwi. Nikt nie odpowiadał. Upewniło go
to w przekonaniu, że nikogo nie ma w „jego domu”. Otworzył drzwi
garażowe. Wszedł do środka. Był we wszystkich pomieszczeniach.
Podobało mu się. Potem wszedł do łazienki. Rozebrał się. Wszedł
do wanny. Puścił ciepły prysznic, wymył się dokładnie. Wiedział, że
śmierdzi więc nie dziwota, że chciał być czysty. Potem do wanny
puścił gorącą wodę. Położył się. Było tak błogo… W prawej dłoni
trzymał dwie żyletki. Nie spieszył się. Myślę, że był szczęśliwy.
Byłem na pogrzebie. Nauczycielka też była. Trzymała w dłoni
piękny bukiet kwiatów.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz