Ona
nauczycielka. On krawiec. Jego znałem osobiście. Nie tylko
dlatego,
że szył mi garnitur ślubny ale także dlatego, że wypiliśmy
razem
kilka wódek. Ona zwracała się do mnie na „ty”, ja do niej
bezosobowo.
Jakoś tak nie mogłem się przełamać. Jeszcze przed
małżeństwem,
ich nie mojego, zaczął się budować. Budowa figurowała
na
jego ojca pracującego w dużej firmie budowlanej. Firma
dbała
o swoich pracowników udzielając znacznych ulg oraz dostęp
do
materiałów budowlanych, transportu itd. Mając kasę, grzechem
było
nie skorzystać z takiej szansy. Krawiec miał pieniądze, ojciec
odpowiednie
zatrudnienie. Budowali więc na nazwisko ojca
a
pieniądze krawca. Powoli szli do przodu. Potem przyspieszyli, bo
chciał
się żenić z nauczycielką. Po powrocie z kościoła, pragnął na
rękach
wnieść ją do nowego domu. Udało się. Cieszyli się oboje.
Pamiętam
oklaski jakie towarzyszyły im przy przekraczaniu progu
domu.
Ona uśmiechnięta, na jego rękach. On ostrożnie, aby nie
zahaczyć
o próg, czerwony z wysiłku, wnosił ją do wnętrza. Delikatnie
mówiąc,
mieli lepszy start ode mnie, ale niech im tam. Zazdrosny
byłem
fakt z tym, że życzliwie.
Żyli
długo i szczęśliwie tzn. około 3 lat. Pewnego dnia ojciec
powiedział,
że czas przepisać domek na nich, bo przecież nie on jest
właścicielem
tylko krawiec, czyli syn. Zgodzili się bez szemrania.
W
ciągu miesiąca zostali rzeczywistymi właścicielami domu, który
przepisany
został na nich, nie na niego. Krawiec szanował i kochał
swoją
żonę- nauczycielkę. Nie widział powodów aby być wyłącznym
właścicielem
budowli. Działalność krawiecką prowadził w wynajętym
pomieszczeniu
usytuowanym w centrum miasta. Około godziny
11
zauważył brak jakiegoś elementu krawieckiego. W danej chwili
element
ten był niezbędny a poprzedniego dnia wywiózł go do
domu,
tam był potrzebny. Pojechał do domu. Nauczycielka była
w
tym czasie w szkole. Tak myślał. Było to dla niego oczywiste.
Zdziwiony
był,
że drzwi wejściowe były otwarte. Wszedł do przedpokoju.
Zaniepokoiły
go jakieś odgłosy, jęki, śmiech. Otworzył drzwi
sypialni
i zamarł z przerażenia. Nauczycielka, przy pomocy naszego
wspólnego
znajomego była o krok od szczytu. Wpadł w szał. Rzucił
się
na nich. Dużo nie zdziałał, dostał w mazak i padł na podłogę.
Zanim
doszedł do siebie nauczycielka była ubrana, kochanek jej także.
Nawet
z nim nie rozmawiali. Ona, na odchodne, powiedziała tylko
aby
wynosił się z mieszkania. „Ty wyp… aj, to mój dom”-
krzyknął.
„Nie
twój tylko nasz. Jeszcze nasz” — uzmysłowiła mężowi.
Zrozumiał,
że
przegrał. Przecież sam zdecydował aby budynek przepisany
został
na nich, nie na niego. Inaczej mówiąc, jego tatuś sprezentował,
kochającemu
się małżeństwu, dom. Nie miał pieniędzy aby
spłacić
nauczycielkę. Ona pieniądze miała, właściwie jej kochanek
miał.
Wiedziała o tym więc rozdawała karty. Spłaciła krawca szybko.
Wyjechał
z miasta. Miał trochę kasy, postanowił rozpocząć nowe
życie.
W domu zamieszkała z kochankiem zamienionym w USC na
męża.
Krawca spotkałem po około 5 latach. Bardzo źle wyglądał.
Wrócił
na stałe. Był goły, bosy, bez środków do życia. Drżał jak
osika.
Myślę,
że przepił życie. Nie potrafił się odnaleźć. Pytał mnie
gdzie
można wynająć pomieszczenie na zakład krawiecki. Chciał
jeszcze
raz wystartować. Podałem dwa adresy. Nie wiem czy tam
dotarł,
czy w ogóle chciał dotrzeć. Na zakończenie spotkania powiedział,
że
choruje na raka i nie wie czy z tego wyjdzie. Powiedziałem,
że
nie jest pierwszy i ostatni, który z chorobą da sobie
radę.
Cóż mogłem powiedzieć? Po czterech dniach nie żył. Przyszedł
w
południe. Zadzwonił do drzwi. Nikt nie odpowiadał. Upewniło go
to
w przekonaniu, że nikogo nie ma w „jego domu”. Otworzył drzwi
garażowe.
Wszedł do środka. Był we wszystkich pomieszczeniach.
Podobało
mu się. Potem wszedł do łazienki. Rozebrał się. Wszedł
do
wanny. Puścił ciepły prysznic, wymył się dokładnie. Wiedział,
że
śmierdzi
więc nie dziwota, że chciał być czysty. Potem do wanny
puścił
gorącą wodę. Położył się. Było tak błogo… W prawej dłoni
trzymał
dwie żyletki. Nie spieszył się. Myślę, że był szczęśliwy.
Byłem
na pogrzebie. Nauczycielka też była. Trzymała w dłoni
piękny
bukiet kwiatów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz