Ona
przy mężu. On lekarz psychiatra, biegły sądowy, starszy od
niej
o ładnych parę lat. Żyli dostatnio i szczęśliwie. Obiadek
przygotowany
na
czas, zawsze wykwintny i smaczny. Czasami było trochę
gorzej,
ale nie narzekajmy. Śniadania to już miód w gębie. Czasami
było
trochę gorzej, ale nie narzekajmy. Uwielbiał jej kuchnię.
Mieszkanie
zawsze na wysoki połyski. Rano, podczas śniadania
informowała
go co ma w planie. Mówiła np. że wyjdzie po zakupy
lub
też robić będzie coś innego. Nie musiała tego mówić ale
uważała,
że
powinna. Byli przecież małżeństwem. Potem buzi, pa, auto
i
wyjeżdżał do pracy a ona przystępowała do swoich obowiązków.
Nie
pamiętam dnia, ale pamiętam gdy przyszedł zgłosić zaginięcie
żony.
Zgłoszenie kolega przyjmował. Był bardzo zdenerwowany,
smutny,
niespokojny, roztrzęsiony. Przyjechał z pracy. Żony nie
ma,
obiadu nie ma. Nie wiedział co o tym myśleć. Siadł w fotelu
i
cierpliwie czekał. Im dłużej czekał, tym bardziej był głodny i
zły.
Czekał
trzy godziny, pięć, noc… Czekał dwie noce, potem uznał,
że
powinien powiadomić niebieskich. Sprawdziliśmy wszystko co
do
sprawdzenia było. Widziano ją wychodzącą z domu, Widziano
w
sklepie a potem gdy szła w kierunku przeciwnym do miejsca
zamieszkania.
Ślad się urwał. Po pięciu dniach zjawiła się w domu.
Ledwo
żywa, zapłakana, roztrzęsiona. „Uciekłam. Porwali mnie”
wrzeszczała.
„Gwałcił, bil” Natychmiast zadzwonił do nas. Pojechaliśmy.
Trudno
było się z nią porozumieć. Przeżyła okropny szok.
Mieliśmy
jednak szczęście. Była na tyle komunikatywna, że podała
w
którym miejscu ją porwano w jaki sposób. Opisała mieszkanie
gdzie
była przetrzymywana, jego rozkład umeblowanie. Oczywiście
rysopis
sprawców i gwałcicieli. Szybciutko wytypowaliśmy klienta.
Stary
menel, karany nie raz, nie dwa. Ona do lekarza my do niego.
Wpadliśmy
jak burza. Nie zdążył zdziwić się naszą wizytą gdy powalony
został
na podłogę, skuty kajdankami. Kolega zobaczył damską
torebkę.
„Czyja to torebka” spytał. „Jej” odpowiedział. Spytaliśmy
o
nazwisko. Podał bez oporu. Spojrzeliśmy po sobie. JEST NASZ.
Badania
porwanej potwierdziły, że ktoś się nad nią znęcał kochając.
Były
też siniaki, ale bez przesady. Tylko były. On do pudła. Ona
po
„delikatnym” przesłuchaniu do domu. Menel nie przyznawał się
do
żadnego porwania. Nie zaprzeczał, że się z nią kochał. Kochał
i
to cały tydzień z tym, że doktorowa sama do niego przyszła
Niestety,
miał
pecha. Nikt biedakowi nie uwierzył. Prokurator tym bardziej.
Jakie
ma szanse menel w konfrontacji z panią doktorową. Szans
żadnych,
nawet zerowych. Dostał areszt. Doktorową nikt specjalnie
się
nie przejmował. Czekaliśmy aż dojdzie do siebie Pracowaliśmy
nad
porywaczem. Był uparty. Nikogo nie porywał i koniec. Wiedzieliśmy,
że
jest przegrany, więc spokojnie, powolutku z nim. Po miesiącu,
na
komendę zgłosił się kumpel aresztowanego. Martwił się
o
niego. Pytał dlaczego jest aresztowany, że bardzo prosi o
informację
Wtedy
padła propozycja. „Pomożesz nam, pomożemy Tobie”
Zgodził
się. — No to mów co wiesz o porwaniu doktorowej. Zdębiał.
-Że
co, że została porwana??? Wam się coś po…ło, Przecież
nikt
jej nie porwał. Przychodziła do kumpla od czterech lat. Zaczęło
się
od tego, że ja ją tam przyprowadziłem. Spałem z nią kilka razy.
Potem
już urzędowała tylko z kumplem. Ja jej nie odpowiadałem.
Nawiasem
mówiąc, całe szczęście. Poznałem ją w sklepie. Nie wiem
jak
to się stało, ale zagadnąłem, że wypiłbym z nią lampkę
dobrego
wina,
tylko nie mam pieniędzy. Kupiła i poszliśmy do kupla. Po
wypiciu
mrugnąłem do znajomka aby sobie poszedł. Tak zrobił a ja
zacząłem
się z nią kochać. Po jakimś czasie kumpel powiedział
abym
dał sobie spokój, że teraz on. Tak już zostało. Przychodziła do
niego
raz, dwa razy w tygodniu. Tym razem przyszła na cały tydzień.
Ludzie,
nie było żadnego porwania. Rozmowa z nią byłą krótka:
-Zna
pani gościa, który w sklepie zaproponował wypicie lampki dobrego
wina?
Wypiliście tam i tam. Zna pani ???
Zesztywniała.
Po 20 sekundach pochyliła głowę. Zaczęła płakać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz