niedziela, 23 lutego 2020

WZOROWE MAŁŻEŃSTWO



Ona przy mężu. On lekarz psychiatra, biegły sądowy, starszy od
niej o ładnych parę lat. Żyli dostatnio i szczęśliwie. Obiadek przygotowany
na czas, zawsze wykwintny i smaczny. Czasami było trochę
gorzej, ale nie narzekajmy. Śniadania to już miód w gębie. Czasami
było trochę gorzej, ale nie narzekajmy. Uwielbiał jej kuchnię.
Mieszkanie zawsze na wysoki połyski. Rano, podczas śniadania
informowała go co ma w planie. Mówiła np. że wyjdzie po zakupy
lub też robić będzie coś innego. Nie musiała tego mówić ale uważała,
że powinna. Byli przecież małżeństwem. Potem buzi, pa, auto
i wyjeżdżał do pracy a ona przystępowała do swoich obowiązków.
Nie pamiętam dnia, ale pamiętam gdy przyszedł zgłosić zaginięcie
żony. Zgłoszenie kolega przyjmował. Był bardzo zdenerwowany,
smutny, niespokojny, roztrzęsiony. Przyjechał z pracy. Żony nie
ma, obiadu nie ma. Nie wiedział co o tym myśleć. Siadł w fotelu
i cierpliwie czekał. Im dłużej czekał, tym bardziej był głodny i zły.
Czekał trzy godziny, pięć, noc… Czekał dwie noce, potem uznał,
że powinien powiadomić niebieskich. Sprawdziliśmy wszystko co
do sprawdzenia było. Widziano ją wychodzącą z domu, Widziano
w sklepie a potem gdy szła w kierunku przeciwnym do miejsca
zamieszkania. Ślad się urwał. Po pięciu dniach zjawiła się w domu.
Ledwo żywa, zapłakana, roztrzęsiona. „Uciekłam. Porwali mnie”
wrzeszczała. „Gwałcił, bil” Natychmiast zadzwonił do nas. Pojechaliśmy.
Trudno było się z nią porozumieć. Przeżyła okropny szok.
Mieliśmy jednak szczęście. Była na tyle komunikatywna, że podała
w którym miejscu ją porwano w jaki sposób. Opisała mieszkanie
gdzie była przetrzymywana, jego rozkład umeblowanie. Oczywiście
rysopis sprawców i gwałcicieli. Szybciutko wytypowaliśmy klienta.
Stary menel, karany nie raz, nie dwa. Ona do lekarza my do niego.
Wpadliśmy jak burza. Nie zdążył zdziwić się naszą wizytą gdy powalony
został na podłogę, skuty kajdankami. Kolega zobaczył damską
torebkę. „Czyja to torebka” spytał. „Jej” odpowiedział. Spytaliśmy
o nazwisko. Podał bez oporu. Spojrzeliśmy po sobie. JEST NASZ.
Badania porwanej potwierdziły, że ktoś się nad nią znęcał kochając.
Były też siniaki, ale bez przesady. Tylko były. On do pudła. Ona
po „delikatnym” przesłuchaniu do domu. Menel nie przyznawał się
do żadnego porwania. Nie zaprzeczał, że się z nią kochał. Kochał
i to cały tydzień z tym, że doktorowa sama do niego przyszła Niestety,
miał pecha. Nikt biedakowi nie uwierzył. Prokurator tym bardziej.
Jakie ma szanse menel w konfrontacji z panią doktorową. Szans
żadnych, nawet zerowych. Dostał areszt. Doktorową nikt specjalnie
się nie przejmował. Czekaliśmy aż dojdzie do siebie Pracowaliśmy
nad porywaczem. Był uparty. Nikogo nie porywał i koniec. Wiedzieliśmy,
że jest przegrany, więc spokojnie, powolutku z nim. Po miesiącu,
na komendę zgłosił się kumpel aresztowanego. Martwił się
o niego. Pytał dlaczego jest aresztowany, że bardzo prosi o informację
Wtedy padła propozycja. „Pomożesz nam, pomożemy Tobie”
Zgodził się. — No to mów co wiesz o porwaniu doktorowej. Zdębiał.
-Że co, że została porwana??? Wam się coś po…ło, Przecież
nikt jej nie porwał. Przychodziła do kumpla od czterech lat. Zaczęło
się od tego, że ja ją tam przyprowadziłem. Spałem z nią kilka razy.
Potem już urzędowała tylko z kumplem. Ja jej nie odpowiadałem.
Nawiasem mówiąc, całe szczęście. Poznałem ją w sklepie. Nie wiem
jak to się stało, ale zagadnąłem, że wypiłbym z nią lampkę dobrego
wina, tylko nie mam pieniędzy. Kupiła i poszliśmy do kupla. Po
wypiciu mrugnąłem do znajomka aby sobie poszedł. Tak zrobił a ja
zacząłem się z nią kochać. Po jakimś czasie kumpel powiedział
abym dał sobie spokój, że teraz on. Tak już zostało. Przychodziła do
niego raz, dwa razy w tygodniu. Tym razem przyszła na cały tydzień.
Ludzie, nie było żadnego porwania. Rozmowa z nią byłą krótka:
-Zna pani gościa, który w sklepie zaproponował wypicie lampki dobrego
wina? Wypiliście tam i tam. Zna pani ???
Zesztywniała. Po 20 sekundach pochyliła głowę. Zaczęła płakać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz