niedziela, 23 lutego 2020

CO ON SOBIE MYŚLAŁ ?


Patrzyli z ufnością w przyszłość. Wierzyli, że dla nich świeciło

będzie słońce. Po sześciu miesiącach od zawarcia związku

małżeńskiego otrzymał wizę do Stanów. Cieszyli się oboje. Ustalili,

że wróci, gdy uzbierają na godne życie. Przekonani byli, że

dwuletnie odkładanie zielonych papierków umożliwi rozkręcenie 

dochodowegointeresu. A co za tym idzie, swobodnego, na luzie,

życia. Założyła konto dewizowe, na które miał przekazywać 

oszczędności. Płakała gdy wyjeżdżał. On także miał wilgotne oczy,

ale czego się nie robi dla lepszego życia, kochanej kobiety. Szybko

znalazł pracę. Pierwsze oszczędności wpłynęły po dwóch 

miesiącach a potem poszło już gładko. Każdego miesiąca 

potwierdzała listownie lub telefonicznie

odbiór okrągłej sumki. Mieli trochę pecha bo dolar za sprawą

mało dziś znanego prof. Balcerowicza, zaczął ścigać się ze 

złotówką.

Trzeba było przedłużyć pobyt aby wyjść na swoje. Jej, jego

 nieobecność przestała przeszkadzać. Czuła się coraz swobodniej.

 Miała pieniądze, powodzenie. Była atrakcyjna. Weszła bez 

zaproszenia do świata, który nie ma litości dla idiotów.

 Zapomniała o rzeczywistości.

Opamiętała się wówczas gdy przedzwonił informując, że za

 miesiąc wraca. Nie potrafiła powiedzieć słowa, wyrazić radości. 

Wiedziała, że nie ma do kogo i po co wracać. Był biedniejszy niż

przed wyjazdem. Pięć lat nieobecności w domu, harówy od świtu

do nocy. Nadziei, że to całe poświęcenie jest dla ich wspólnego 

dobra. Nie wiedział co go czeka. Przez cały ten okres wysłuchiwał 

kłamstw, nie wiedząc o tym. Zdziwiony był, że nie ma jej na 

lotnisku. Do domu dotarł następnego dnia rano. Był maksymalnie

zmęczony. Zadzwonił do drzwi. Nikt nie otworzył. Zapukał raz ,

 drugi, coraz mocniej. Zaczął się denerwować. Otworzyły się drzwi

sąsiedniego mieszkania

Sąsiad, którego znał z widzenia, wręczył mu klucz. Powiedział,

że żona prosiła aby przekazać. Wszedł do mieszkania. Nic się nie

zmieniło, pomyślał, a miały być nowe meble. Na stole zauważył

kartkę papieru. Przeczytał: „Nie czekaj na mnie”. Siadł na krześle.

Zakrył twarz dłońmi. Nie potrafił powstrzymać łez. Nie wiadomo 

jak długo tak siedział. Najbliższa sąsiadka zeznała, że przez długi 

czas słyszała trudny do opisania płacz, skowyt, wycie. Potem 

usłyszała jakiś stukot a potem już tylko ciszę. Do mieszkania 

weszliśmy podwóch dniach od jego przyjazdu. Popełnił 

samobójstwo. 

Rozmawiałem z nią chcąc wyjaśnić sprawę do końca. W pewnym

momencie powiedziała: — Co on sobie myślał, że będę na niego

czekała pięć lat?

Coś się we mnie zagotowało. Spojrzałem wściekły w jej

oczy. Nie potrafiłem ukryć emocji.

-SPIERDALAJ

Więcej jej nie widziałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz