Zaczynał
od posterunkowego. Wysoki, lekko ryżawy, piegowaty,
zawsze
uśmiechnięty, zaradny, przebojowy. Na robocie się znał,
wykrywalność
wyższa od średniej a to powód do awansu. Został
komendantem
posterunku. Wtedy się zaczęło. Zaczął chodzić
w
modnym garniturze, do tego dobrej klasy, który co pewien czas
zamieniał
na bardziej modny. Podobnie było z białymi koszulami.
Nie
było lipy, wszystko najwyższa półka. Żeby nie było, że dbał
tylko
o siebie, pamiętał o posterunku. Jego posterunek, rósł i piękniał
razem
z nim. Nie wiem jak żona, bo ukrywał ją przed wszystkimi.
W
życiu jej nie widziałem. Sorry, widziałem raz, na pogrzebie,
ale
to potem. Teraz remontuje posterunek. Pamiętam, przejeżdżałem
czarną
wołgą prze wioskę. Zatrzymałem się przed posterunkiem.
Zainteresowały
mnie wykonywane tam prace. Wewnątrz znajomy
inżynier,
dwie młode urzędniczki z gminy i on, Leon Zawodowiec.
Witam
się z inżynierem mówiąc: — Co, budujemy?
— Nie,
walimy — odpowiada
— No
tak, jak się ma zdrowie…
-Nie,
nie, nie, nie o to chodzi !!!
Dziewczyny
się zarumieniły a ja spokojnie zmieniłem temat. Po
grzecznościowej
wymianie zdań, Leon Zawodowiec otworzył drzwi
swojego
gabinetu, zaprosił wszystkich. Było wszystko. Picie, jedzenie,
popitka.
Odmówiłem. Po prostu nie mogłem, musiałem jechać
dalej.
Miałem do załatwienia sprawę. Kierowca wołgi trochę się
boczył,
ale nie było wyjścia. Odjechaliśmy ze łzami w oczach.
Po
miesiącu, uroczyste otwarcie posterunku. Był szef z powiatu,
szef
gminy i jeszcze kilku oficjeli. Najważniejszym był jednak Leon.
To
jemu dziękowano za zaangażowanie, trud, włożoną pracę itd.
To
on zbierał pochwały. Po uroczystościach oficjalnych, Leon zaprosił
wszystkich
na poczęstunek. Nie było mnie tam, zbyt mały byłem,
ale
wiem, że stół był szwedzki. W tamtych czasach nie wiedziano, co
to
szwedzki stół, ale tak jakoś wyszło, że stół Leona, był
pierwszym
szwedzkim
stołem w gminie. Rozumiecie??? Było wszystko co dusza
zapragnie.
Wszystkie wyroby naturalne, bez żadnych chemicznych
dodatków.
Po zakończeniu uroczystości towarzystwo się rozjechało.
Następnego
dnia przyjechali ponownie z tym, że w mniejszym składzie.
Leon
robił poprawiny. Potem znów i znów… Trwało to trochę.
Wiadomo,
drapane smakuje najbardziej. Nikogo nie interesowały
koszty.
Ktoś na pewno płaci, ważne, że nie ja. Ostatni bankiet miał
miejsce
w piątek. Sprzątanie w sobotę. W poniedziałek niespodzianka.
Przyjechał
zespół kontrolny z wojewódzkiej. Czekali na Leona
przed
Posterunkiem. Do budynku weszli razem. Zabezpieczyli dokumentację
trochę
służbowych drobnych. Zapytali Leona, czy ma coś
więcej
do przekazania. Nie miał. Wrócili więc do wojewódzkiej. Leon
został
sam. Służby na godziny popołudniowe i nocne rozpisane. Nie
spodziewał
się nikogo. Zrobił kawę, zaliczył dwa, trzy łyki. Wziął
kartkę
papieru, zaczął pisać. Potem wstał, otworzył szafę pancerną,
wziął
w dłoń pistolet. Poszedł na dół, do celi. Kartkę ze swoją
twórczością
położył na pryczy. Otworzył szeroko usta… Znaleziono
go
w południe. List, który napisał, skierowany był do żony.
Przyznał
w
nim, że przepił służbowe pieniądze, że nie ma z czego oddać,
że
nie chce iść do więzienia. Skończony idiota. Przecież nie było
tego
dużo. Mógł wziąć pożyczkę z banku i szybko pokryć straty. Tak
myślałem
do momentu, gdy dowiedziałem się, że w banku to dopiero
wisi.
Przerosło go to wszystko. A był taki zdolny, operatywny. Po
prostu
ideał. Szkoda, że nie za swoje.
Byłem
na pogrzebie. Było kierownictwo Komendy, oficjele
z
Gminy, koledzy z pracy. Byli wszyscy obecni wcześniej, przy
szwedzkim
stole. Wszyscy poważni, jego żona i dzieci załzawione,
a
mnie chciało się śmiać. W pewnym momencie musiałem zagryźć
wargi.
Jeden z kolegów zauważył: „Coś cię poj… ło” — mówi
cicho.
A
mnie przypomniał się Leon żywy, taki jaki był naprawdę.
Sobota,
miałem dyżur operacyjny. Przez radiostację wołają
Leona.
Raz, drugi, dziesiąty. Po trzech godzinach dyżurny oficer
mówi:
„Jedź zobacz co tam się dzieje”. Pojechałem. Posterunek
zamknięty.
Rozpłynął się Leon. Pytam ludzi, może coś wiedzą. Jeden
z
rozpytywanych sugeruje, że Leon może być w polu. Pojechałem.
Był.
Orał pole. Pług przymocował do samochodu służbowego, marki
gazik,
i hejta. Profesjonalna robota. Orka na ukończeniu. Siadłem
w
rowie i zacząłem się śmiać. Dawno tak się nie śmiałem. Po
żniwach,
dostałem
od Leona worek ziemniaków.
Żona
Leona ułożyła sobie życie z jednym z jego podwładnych.
Chłopak
został Komendantem Posterunku. Nawet dzisiaj, jest
to
jeden z najładniejszych Posterunków, taki reprezentacyjny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz