niedziela, 23 lutego 2020

Reprezentacyjny posyterunek


Zaczynał od posterunkowego. Wysoki, lekko ryżawy, piegowaty,
zawsze uśmiechnięty, zaradny, przebojowy. Na robocie się znał,
wykrywalność wyższa od średniej a to powód do awansu. Został
komendantem posterunku. Wtedy się zaczęło. Zaczął chodzić
w modnym garniturze, do tego dobrej klasy, który co pewien czas
zamieniał na bardziej modny. Podobnie było z białymi koszulami.
Nie było lipy, wszystko najwyższa półka. Żeby nie było, że dbał
tylko o siebie, pamiętał o posterunku. Jego posterunek, rósł i piękniał
razem z nim. Nie wiem jak żona, bo ukrywał ją przed wszystkimi.
W życiu jej nie widziałem. Sorry, widziałem raz, na pogrzebie,
ale to potem. Teraz remontuje posterunek. Pamiętam, przejeżdżałem
czarną wołgą prze wioskę. Zatrzymałem się przed posterunkiem.
Zainteresowały mnie wykonywane tam prace. Wewnątrz znajomy
inżynier, dwie młode urzędniczki z gminy i on, Leon Zawodowiec.
Witam się z inżynierem mówiąc: — Co, budujemy?
Nie, walimy — odpowiada
No tak, jak się ma zdrowie…
-Nie, nie, nie, nie o to chodzi !!!
Dziewczyny się zarumieniły a ja spokojnie zmieniłem temat. Po
grzecznościowej wymianie zdań, Leon Zawodowiec otworzył drzwi
swojego gabinetu, zaprosił wszystkich. Było wszystko. Picie, jedzenie,
popitka. Odmówiłem. Po prostu nie mogłem, musiałem jechać
dalej. Miałem do załatwienia sprawę. Kierowca wołgi trochę się
boczył, ale nie było wyjścia. Odjechaliśmy ze łzami w oczach.
Po miesiącu, uroczyste otwarcie posterunku. Był szef z powiatu,
szef gminy i jeszcze kilku oficjeli. Najważniejszym był jednak Leon.
To jemu dziękowano za zaangażowanie, trud, włożoną pracę itd.
To on zbierał pochwały. Po uroczystościach oficjalnych, Leon zaprosił
wszystkich na poczęstunek. Nie było mnie tam, zbyt mały byłem,
ale wiem, że stół był szwedzki. W tamtych czasach nie wiedziano, co
to szwedzki stół, ale tak jakoś wyszło, że stół Leona, był pierwszym
szwedzkim stołem w gminie. Rozumiecie??? Było wszystko co dusza
zapragnie. Wszystkie wyroby naturalne, bez żadnych chemicznych
dodatków. Po zakończeniu uroczystości towarzystwo się rozjechało.
Następnego dnia przyjechali ponownie z tym, że w mniejszym składzie.
Leon robił poprawiny. Potem znów i znów… Trwało to trochę.
Wiadomo, drapane smakuje najbardziej. Nikogo nie interesowały
koszty. Ktoś na pewno płaci, ważne, że nie ja. Ostatni bankiet miał
miejsce w piątek. Sprzątanie w sobotę. W poniedziałek niespodzianka.
Przyjechał zespół kontrolny z wojewódzkiej. Czekali na Leona
przed Posterunkiem. Do budynku weszli razem. Zabezpieczyli dokumentację
trochę służbowych drobnych. Zapytali Leona, czy ma coś
więcej do przekazania. Nie miał. Wrócili więc do wojewódzkiej. Leon
został sam. Służby na godziny popołudniowe i nocne rozpisane. Nie
spodziewał się nikogo. Zrobił kawę, zaliczył dwa, trzy łyki. Wziął
kartkę papieru, zaczął pisać. Potem wstał, otworzył szafę pancerną,
wziął w dłoń pistolet. Poszedł na dół, do celi. Kartkę ze swoją
twórczością położył na pryczy. Otworzył szeroko usta… Znaleziono
go w południe. List, który napisał, skierowany był do żony. Przyznał
w nim, że przepił służbowe pieniądze, że nie ma z czego oddać,
że nie chce iść do więzienia. Skończony idiota. Przecież nie było
tego dużo. Mógł wziąć pożyczkę z banku i szybko pokryć straty. Tak
myślałem do momentu, gdy dowiedziałem się, że w banku to dopiero
wisi. Przerosło go to wszystko. A był taki zdolny, operatywny. Po
prostu ideał. Szkoda, że nie za swoje.
Byłem na pogrzebie. Było kierownictwo Komendy, oficjele
z Gminy, koledzy z pracy. Byli wszyscy obecni wcześniej, przy
szwedzkim stole. Wszyscy poważni, jego żona i dzieci załzawione,
a mnie chciało się śmiać. W pewnym momencie musiałem zagryźć
wargi. Jeden z kolegów zauważył: „Coś cię poj… ło” — mówi cicho.
A mnie przypomniał się Leon żywy, taki jaki był naprawdę.
Sobota, miałem dyżur operacyjny. Przez radiostację wołają
Leona. Raz, drugi, dziesiąty. Po trzech godzinach dyżurny oficer
mówi: „Jedź zobacz co tam się dzieje”. Pojechałem. Posterunek
zamknięty. Rozpłynął się Leon. Pytam ludzi, może coś wiedzą. Jeden
z rozpytywanych sugeruje, że Leon może być w polu. Pojechałem.
Był. Orał pole. Pług przymocował do samochodu służbowego, marki
gazik, i hejta. Profesjonalna robota. Orka na ukończeniu. Siadłem
w rowie i zacząłem się śmiać. Dawno tak się nie śmiałem. Po żniwach,
dostałem od Leona worek ziemniaków.
Żona Leona ułożyła sobie życie z jednym z jego podwładnych.
Chłopak został Komendantem Posterunku. Nawet dzisiaj, jest
to jeden z najładniejszych Posterunków, taki reprezentacyjny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz