niedziela, 23 lutego 2020

NIE POMAGAJMY BLIŹNIM


On, rolnik na 24 ha ziemi, wdowiec z dwójką małych dzieci. Ona
mieszkanka sąsiedniej wsi, wiekowa panna. Poznali się, pokochali
i zamieszkali pod jednym dachem. Byłą dobrą gospodynią. Dobrze
gotowała, dbała o dom, dzieci, męża. Był z niej dumny. Nie mógł
nadziwić się jej gospodarności, zaradności i w ogóle. Nie miał pretensji,
że odwiedzała biednych rodziców, mieszkających w sąsiedniej
wsi. Jeździła do nich rowerem, przynajmniej raz w tygodniu.
Jeździła wówczas, gdy w domu wszystko było ok. On nie odwiedzał
teściów, nie lubił ich. Byli znacznie biedniejsi od niego, więc o czym
miał z nimi rozmawiać. Uważał się za kogoś lepszego. Nie dawał
tego odczuć, ale…
Tego dnia wrócił do domu wcześniej niż zwykle. On wrócił, ona
wyjeżdżała do swoich. Zainteresowała go torba, którą miała przy
sobie. „Co tam masz” zapytał. „Nic specjalnego” — odpowiedziała.
Poprosił aby pokazała. Otworzyła torbę. Spojrzał i… -To taaak?…
Ja krwawicę zostawiam w polu a ty żarcie swoim starym wywozisz?
Nie mają co żreć? -Do domu, natychmiast!!! -krzyczał. — Przecież
to tylko 10 jajek, trochę ziemniaków i cebula. Wyrwał torbę,
wysypał wszystko na ziemię, zaczął deptać zawartość. Zanim się
zorientowała, złapał za włosy, zaciągnął do domu i skatował niesamowicie.
Wymusił przy tym aby powiedziała ile razy i co wynosiła. Bała
się bicia więc przyznała, że co jakiś czas zawoziła mamie ziemniaki,
jajka, słoik weków i takie tam. Usiłowała tłumaczyć, że to przecież
nic złego dbać o najbliższych, którzy są w podeszłym wieku i wymagają
pomocy. Nie przyjmował tego do wiadomości. Kategorycznie
zabronił cokolwiek z domu wynosić. — Bez mojej zgody nic w tym
domu nie może mieć miejsca — zaznaczył. Obiecała. Przekonana
była, że na biciu sprawa się skończy. Niestety, każdego dnia przypominał
o tym, krzyczał na nią. Uważał, że go okradała. Wszystko inne
przestało być ważne. Nawet to, że pracowała na równi z nim, była
gospodarna, zaradne, że dbała o dom, dzieci o niego. To nie miało
żadnego znaczenia. Najważniejsze były wywożone jajka i ziemniaki.
O niczym innym nie mówił tylko o tym. Albo był prymitywny, albo
na tym tle dostał jakiegoś pierdolca. Nie wiem. Pracował w polu,
gdy przyszła do niego z jedzeniem. Smakowało jak nigdy. Zjadł,
uśmiechnął się, poklepał po brzuchu i powiedział, że nigdy tak
dobrze nie przygotowała posiłku jak dzisiaj. Odwzajemniła uśmiech.
Spojrzał na nią i powiedział: -Tylko nie myśl, że zapomniałem
o twoich kradzieżach. To zostanie we mnie do końca życia. Nie
wytrzymała. Wygarnęła wszystko co miała w tym temacie do powiedzenia.
Potem siadła na ziemi i zaczęła płakać. On się wściekł. „Nie
dość, że kradnie, to jeszcze ma pretensję” pomyślał. Błyskawicznie
odczepił konia od brony, wziął w ręce kłonicę, podszedł do niej od
tyłu. Podniósł kłonicę do góry… Jeszcze płakała. W domu powiedział,
że mama wyjechała. Dbał o dzieci nie gorzej od niej. Dbał
przez trzy dni. Czwartego dnia rano, znajoma ze wsi zobaczyła go
na dworcu kolejowym w najbliższym miasteczku. Zastanowiło ją, że
stoi z drugiej strony torów a nie tam gdzie pasażerowie wsiada-
ją do pociągu. Nawet pomachała do niego, ale nie zauważył. Być
może nie chciał. Dzisiaj sądzę, że było mu to obojętne. Rzucił się
pod nadjeżdżający pociąg, którym odjechać miała sąsiadka. Mieliśmy
szczęście, bo dzięki niej dowiedzieliśmy się do kogo należy
głowa i tułów. Pojechaliśmy do jego domu poinformować żonę
o zdarzeniu. Dzieci mówią, że mamy nie ma, wyjechała. Pytamy
o szczegóły. Aha… poszła w pole z jedzeniem i wyjechała. Nikt nie
widział jak się przebierała. Nikt nie widział jej w mieście. Widziano
ją tylko w polu. Potem już nic, cisza. Jej nie ma. On bez głowy. Coś
jest nie tak. Decyzja: „Przeszukać pole” Było tego, fakt, ale poszło
w miarę szybko. W jednym miejscu było bardziej miękko niż gdzie
indziej. Jeden z pomagających nam ormowców zainteresował się
miejscem, takim trochę innym. Krzyknął, że tutaj jest coś nie tak. Po
krótkim kopaniu zobaczyliśmy jej ciało.
Dlaczego popełnił samobójstwo? Nie wiadomo tak na
100%. Nie zostawił żadnego listu. Myślę, że dręczyło go sumienie.
Wiedział, że sprawa ujrzy światło dzienne, że pójdzie na długie lata
do więzienia.
Dzieci, nikt z jego rodziny nie chciał przyjąć. Zaopiekować się
nimi chciała jej matka. Niestety, była to pani w podeszłym wieku.
Dziećmi zaopiekował się Dom Dziecka.
Przecież to tylko 10 jajek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz