niedziela, 23 lutego 2020

Z buta


Miasteczko kilkutysięczne a w nim ONI.

Para po przejściach. Kłócili się często a jak się kłócili, to on

się wyprowadzał. Potrafiło zniknąć na miesiąc a nawet dłużej. Nie

uciekał nigdzie, nie. Po prostu mieszkał na jakiejś mecie i tyle.

W jednej z chwil dobrych zrobili sobie dziecko. Dbali o maleństwo.

On pracował dorywczo, więc na cebulę z ziemniakami było ich

 stać.W wolnych chwilach chodził trenować sporty walki. Gdy miał

 więcej

czasu, wypił jakieś wino, piwo. Czasami ktoś postawił coś 

mocniejszego,ale tylko czasami.

Starszy pan. Emeryt z niezłą emeryturą i mocnym ciągiem na

bufet. To właśnie z nim, właściciel dziewczyny i dziecka, wypijał

 coś mocniejszego. Nigdy nie odwiedzali się w domach. Jeżeli 

wypijali flaszkę, to w terenie. Szanowali się.

Kolejny pan, też starszy. Zatwardziały działkowicz. Rył na działce,

orał, plony zbierał, bimber pędził i żył. Miał jedną przypadłość.

Wszystkich podejrzewał o kradzieże działkowego mienia, nie tylko

owoców, Ci co go znali, nie reagowali. Ci co nie znali, szybko 

dochodzili do wniosku, że lepiej ustąpić. Jeżeli jechał rowerem lub 

szedł wypity, a spotkał kogoś wiadomo było, że będzie awantura. 

Wyzywał napotkanego od najgorszych, złodziei i takich różnych.

Był jeszcze Staszek, funkcjonariusz MO, mieszkał w innej 

miejscowości
.
Do pracy dojeżdżał.

Pogoda letnia czyli ciepło, słonecznie. Mówi do swojej: „Bierzemy

małego idziemy na spacer” Nie miała nic przeciwko, poszli.

Po drodze spotkali emeryta. Był lekko wstawiony. Miał przy sobie

butelkę VISTULI (znawcy mówili, że po VISTULI nie było kaca 

tylko dupa bolała). Zaproponował drinka. Nie musiał dwa razy 

prosić. Przeszli koło działek i poszli pod las. Tam siedli, 

pogadali...

Do miasteczka wracali razem.

Po tygodniu od rozpicia Vistuli… Dyżurny Komisariatu odbiera

telefon. Kobiecy głos informuje, że niedaleko działek znajdują się

zwłoki mężczyzny. Pojechał dzielnicowy. Informacja została

potwierdzona. Zwłoki znajdowały się w pozycji leżącej, głowa

uniesiona na wysokości 20 cm od podłoża. Szyja opleciona 

naprężonym sznurem przymocowanym do gałęzi. Powiadomiono

lekarza, prokuratora.

Na miejsce pojechał też technik kryminalistyki. Lekarz spojrzał

na zwłoki, orzekł zgon przez powieszenie. Prokurator przyklepał

i po zawodach. Towarzystwo rozjechało się do domów z poczuciem

dobrze spełnionego obowiązku. Do sporządzenia dokumentacji

sprawy wyznaczony został Staszek. Szybko ustalił dane personalne

denata. Był nim agresywny działkowiec. Szczerze mówiąc,

Staszek nie miał nic do roboty. Oczekiwał na kwity z sekcji zwłok

i koniec sprawy. Po dwóch tygodniach dokumentację otrzymał.

Przeczytał i zdębiał. Denat miał połamane żebra. Przyczyną śmierci

był krwotok wewnętrzny. Powieszenie to lekarsko-prokuratorska

bajka. Lekarzowi nie chciało się nawet spojrzeć na plamy opadowe.

Powinny być w miejscu gdzie zadzierżgnięty był sznur, czyli na 

szyi a nie na plecach, jak stwierdzono podczas sekcji zwłok. 

Staszek wziął się do roboty. Do sprawdzenia wytypowano 23 

osoby. W pierwszej dziesiątce był ten co miał dziewczynę i 

dziecko. Emeryta nie brano pod uwagę. Powoli, powoli ustalono, 

że w lesie, blisko działek obaj pili alkohol, że towarzyszyła im 

dziewczyna z dzieckiem.

Być może widzieli coś ciekawego? Przecież w tym samym czasie

działkowicz odchodził do świata gdzie, podobno, jest lepiej. Nie


wykluczone, że mają ze sprawą coś wspólnego. Tak myślał 

Staszek.

Wezwał emeryta. Po kilku godzinach facet pękł. Opowiedział jak

było. Po wypiciu wódki wracali do domów. W okolicach działek

spotkali krewkiego działkowicza. Był nietrzeźwy. Zaczął im 

ubliżać,zarzucać, że kradną ziemniaki z jego działki itd. Kumpe

emerytapodszedł do działkowicza i z całej siły wymierzył cios

w klatkę piersiową.

Cios zadał nogą. Uczył się tego na zajęciach sztuk walki.

W końcu mógł się sprawdzić. Był skuteczny. Działkowicz padł jak


ścięty. Nie odchodzili, czekali aż wstanie. Czekali dłuższą chwilę.

Bezskutecznie. Gdy zorientowali się, że nie wstanie zaciągnęli 

zwłoki do lasu, przykryli liśćmi. Potem rozeszli się do domów.

Właściciel dziewczyny i dziecka czuł niepokój. Postanowił

upozorować samobójstwo. W nocy, wrócił do lasu. Był zbyt słaby 

aby za pomocą sznura zwłoki podciągnąć do pozycji pionowej, a 

starał się bardzo. Nawet pomoc jego dziewczyny i emeryta, nie

dała rezultatu. Nie byli w stanie ustawić denata w pozycji 

pionowej. Upozorowali więc samobójstwo w pozycji leżącej. 

Prawie się udało
.Emeryt do pudła, radiowóz po kopacza i jego lubą. On, twardziel,

do niczego się nie przyznawał. Ona odmówiła składania 

wyjaśnień. Staszek miał czas, nie musiał się nigdzie spieszyć.

Wierzył, że w końcu podejrzani pękną. Przeliczył się. Ona i on nie

wypowiedzieli żadnego słowa. Prokurator uznał, że wyjaśnienia 

emeryta wystarczą do sporządzenia aktu oskarżenia. Były też 

inne dowody, lecz wyjaśnienia emeryta były dowodem najbardziej

przekonywującym. Oczekiwano na sprawę. Na trzy dni przed

wokandą, na atak serca, zmarł emeryt. Zmarł w celi aresztu. Jasne

się stało, że w takim przypadku, każdy adwokat sprawę wygra.

Wokandę przeniesiono na termin późniejszy. Sprawa wróciła do 

Prokuratury celem uzupełnienia. Staszek,zniechęcony, zebrał kilka

ciekawostek, dołączył do akt i wysłał

do Prokuratury. Tam zdecydowano, że w takim stanie sprawa jest

do wygrania. Nie mylili się. Właściciel dziewczyny i dziecka

skazany został na 8 lat więzienia. Zmieniono kwalifikację prawną z

zabójstwa na pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Myślę, że była to 

zasługa adwokata.

Staszek był na wszystkich rozprawach. Wiedział, że to najlepsza

nauka. Dobry adwokat potrafił wykazać niedociągnięcia w sprawie,

obalać dowody itd. Prowadzący sprawę wyciągał z tego wnioski,

które przydatne były w kolejnych postępowaniach 

przygotowawczych czy śledztwach. Nie wszyscy z 

niebieskich chodzili na swoje sprawy. Staszek chodził. Wyrok 

ogłoszono dobrze po południu.

Zaraz potem Staszek wsiadł do autobusu i pojechał do domu.

Przechodził przez niewielki park. Tam zastąpił mu drogę 

mężczyzna z nożem w dłoni. Coś mówił niezrozumiale. Staszek

 był tak zaskoczony sytuacją, że nie zareagował. Po prostu nie mógł

zrozumieć.

Znaleziono go następnego dnia rano z nożem, wbitym prosto

w serce. Sprawcę ustalono tego samego dnia. Był uciekinierem

z pobliskiego Szpitala Psychiatrycznego. Nie miał

żadnych powodów aby zabić. Był chory.

Właściciel dziewczyny i dziecka zakład karny opuścił po 4

latach. Sprawował się dobrze. To taka nagroda

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz