niedziela, 23 lutego 2020

KRESS BANK



Wiek, lekko po 60-ce. Zawsze nienagannie ubrany. Spodnie
ostry kant, koszula biała, krawat do koloru, kapelusz na głowie.
W dni gorące, słomkowy. Kulturalny, grzeczny do przesady. Mimo,
że byłem od niego znacznie młodszy, robił wszystko aby ukłonić się
pierwszy. W jego obecności czułem się taki trochę sztywny, zagubiony,
niepewny. Był dyrektorem jednego z miejscowych banków.
W okresie naszej znajomości zajmowałem się tzw. usługami niematerialnymi,
między innymi cinkciarstwem, czyli konikami i handlem
dewizami. Co jakiś czas wpadałem do banku. Robiłem tak zawsze,
gdy przechodziłem w pobliżu a bank był otwarty. Bywałem u niego,
jego zastępczyni. Na rozmówki z personelem też czas znalazłem.
W końcu same urocze panie. Do tego rozmowne.
Znajoma, dziewczyna ładna, zgrabna i w ogóle, szukała pracy.
Zapytała czy nie wiem gdzie, co, za ile.
Ona, czyli znajoma, nie szukała pracy byle jakiej. Szukała pracy
lekkiej, łatwej i przyjemnej. Mówię: „Idź do banku, podobno kompletuje
załogę. Nie mów, zastrzegłem, że o możliwości zatrudnienia
przy pieniądzach dowiedziałaś się ode mnie”. Nie chciałem aby wiedział,
bo nie byłem pewien czy moja osoba pomoże w zatrudnieniu.
Inaczej mówiąc, nie byłem tak do końca przekonany, że te jego
kawki, ukłony w moją stronę, były tak do końca szczere. Z doświadczenia
wiedziałem, że grzecznościowe formułki: „witam serdecznie,
witam ciepło, pan siada, pan sie położy” były psu na budę. Wolałem
dmuchać na zimne.
Znajomą spotkałem po kilku tygodniach. Pracowała w banku.
Była zachwycona. Opowiedziała o pierwszym spotkaniu z dyrektorem.
Zaskoczona była, że na spotkanie z nim przyszło kilkanaście
kobiet. Wszystkie poprosił do pokoju w którym było jedno krzesło.
Siadł na nie a zaproszonym paniom kazał chodzić w kółko. Chodziły,
co miały robić? On siedział i oglądał. Po kilku kółkach, kilku paniom
podziękował. Powiedział, że z pechowcami nie będzie pracował.
Pozostałe dalej chodziły. Już wiedziały, że sprawdza prezencję. Starały
się jak mogły. Chodziły wyprostowane, uśmiechnięte. Kiedyś,
gdy były nastolatkami, marzyły o wybiegu. Dzisiaj marzenie się
spełniło. ABY COŚ SIĘ ZDARZYŁO, ABY MOGŁO SIĘ ZDARZYĆ, TRZEBA
MARZYĆ. Z kilkunastu kandydatek wybrał trzy. Wszystkie poniżej
trzydziestki.
Pamiętam taki przypadek. Nie wzbudził wówczas mojego zainteresowania.
Przechodziłem obok banku. Wydawało mi się, że był
wewnątrz, mimo, że bank powinien być zamknięty. Zawróciłem.
Zobaczyłem jak chodzi po sali operacyjnej. Zapukałem. Dzisiaj
myślę, że był zmieszany, ale wówczas tego nie zauważyłem. Otworzył
drzwi. Kilka grzecznościowych zdań na powitanie i pożegnanie,
gdy niepytany powiedział: -Ta pani została dłużej. Musi znaleźć
błąd, który popełniła. Ja, niestety, nie mogę jej samej zostawić. Przy
ostatnim biurku siedziała zapłakana dziewczyna, której nie zauważyłem
wcześniej. Spotkaliśmy się wzrokiem. Nic nie powiedziała,
nawet nie odpowiedziała na uśmiech. Dzisiaj wiem, że czekała na
egzekucję.
Czas biegnie szybko. Spotykam znajomą. Mówi, że zwolnią ją
z pracy. — Namieszałaś, to zwolnią — mówię. -Nic nie namieszałam.
Gorzej, strzeliłam go z liścia. Mało się nie wywalił -odpowiada —
Tak czułem. Ty powinnaś w domu siedzieć, nie w banku pracować.
Niebezpieczna jesteś — stwierdzam. -Co miałam zrobić jak dobierał
się do mnie?!?!
Nie zrozumiałem. Powtórzyła dwa razy. Poprosiłem o szczegóły.

Pomyliłam się, musiałam znaleźć błąd. U nas jest taki zwyczaj,
że błędy szuka się po pracy. Zostaje z tobą dyrektor lub jego
zastępczyni. Ze mną został on. Słyszałam trochę o pracach po godzinach,
ale powiedziałam sobie, że ze mną takie numery nie przejdą.
Błąd w podliczeniu znalazłam szybko. Powiedziałam mu o tym. Podszedł,
pochwalił, przytulił, wziął za dłoń i zaprosił do pokoiku, gdzie
często odpoczywał. Odmówiłam mówiąc, że muszę iść do domu.
Wówczas użył siły. Zaczął mnie ciągnąć trzymając mocno moją lewą
rękę. Widząc, że to nie przelewki, strzeliłam w jego mazak… z całych
sił. Żebyś widział jaką miał minę« — roześmiała się — »Zaraz potem
uciekłam. Nikomu o tym nie wspominałam. Mój, gdyby się o tym
dowiedział… aż boję się myśleć co by zrobił. Po tygodniu czasu
zaczęły się schody. Przeniósł mnie na inne, gorzej płatne, stanowisko.
Robię błędy stąd konieczność zmiany. Tak uzasadnił. Powiedział
przy tym, że jeżeli nie wyrażam zgody, mogę się zwolnić. Zaznaczył
po cichu, że prędzej czy później to nastąpi. Pogodziłam się
z losem. Sama się nie zwolnię. Wiem, że czeka na moment aż dam
powód. O sprawie nie zgłaszam bo wiem, że nikt nie uwierzy. On
się wszystkiego wyprze. Po banku chodzą wieści, że molestuje pracownice,
że oporne zwalnia pod byle pretekstem, że trzyma ten cały
babiniec za mordę aż piszczy. Mniej oporne pracują wyluzowane,
spokojne, uśmiechnięte. Cieszą się chwilą. Nie wierzę aby którakolwiek
z molestowanych chciała zgłosić sprawę. Boją się konsekwencji,
wstydzą się.
Od kilku miesięcy jestem na emeryturze. Biorę lokalną gazetę
w dłonie, czytam kryminałki. Takie tumany jak ja, od tego zaczynają.
Ooooo, coś dla mnie- „W parku znaleziono zmasakrowanego, nieprzytomnego
mężczyznę. Policja ustala jego dane personalne. Czynności
w toku” Ustalili szybko. Tak, tak, zgadliście, to DYREKTOR
BANKU. Nie odzyskał przytomności. Po tygodniu zmarł. Przedzwoniłem
do kolegi, poprosiłem aby odnalazł notatkę o radosnej działalności
dyrektora. Być może będzie to jakiś trop. Nie wykluczone,
pomyślałem, że kolejna jego ofiara nie wytrzymała ciśnienia,
poskarżyła się mężowi, chłopakowi a potem już poszło… Spotkali
się w parku.
Minęło sporo czasu od tamtego zdarzenia. Sprawcy, sprawców,
nie znaleziono. Bank trzyma się dzielnie. Znajoma nadal pracuje.
Jest nowa pani dyrektor i tylko mężczyzn jakby więcej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz