Emerytowanym
niebieskim był. Nadużywał płynów. Nadużywał
już
wówczas, gdy pracował. Na całego poszedł gdy przeszedł na
emeryturę.
Klocki hamulcowe przestały działać. Był panem samego
siebie.
Była jeszcze żona z którą dawał sobie radę. Czasami nakrzyczał,
czasami
strzelił z liścia i było ok, była cicho. Wszystko do czasu.
Pił
coraz więcej a to wymaga finansów. Zaczął więc ograniczać
kasę
na życie. W końcu przestał dawać. Ważniejsze były procenty
i
kumple. Ona wiązała koniec z końcem aż w końcu powiedziała
„STOP
DZIADU”. Powiedziała, że więcej obiadków nie będzie bo nie
ma
z czego gotować. Zaproponowała aby zwrócił się o pomoc do
kieliszkowych
kumpli. Na pewno nakarmią, napoją, przytulą. Jeżeli
chce
jeść i mieszkać z nią, ma wybierać. „WÓDA ALBO DOM I ŻONA”
Zareagował
typowo dla siebie. Wyskoczył z pięściami. Niestety dla
niego,
natrafił na opór i przegrał. Zdziwiony siadł na krześle.
Wyszedł
z domu obrażony. Nie wrócił na noc. Wrócił po południu
następnego
dnia. Był wstawiony z tym, że tak trochę mniej niż
zwykle.
Raczej zmęczony po nieprzespanej nocy. Miał opracowany
szczegółowy
plan odegrania się na ślubnej. „Jeszcze będzie mi z ręki
jadła”
— mówił do siebie. „Rękę będzie na mnie podnosiła, cholera
jedna.
Nie zasłużyłem na to”. Tak mówił wcześniej do kumpli, teraz
mruczał
do siebie. Wiedział, że żona wraca z pracy za godzinę. Miał
czas.
Przygotował cienką, mocną linkę, przymocował do żyrandola.
Na
jej końcu zrobił pętlę. Potem przystawił taboret. Siadł na
taborecie,
sprawdził
długość linki. „Jest dobrze” — uśmiechnął się do siebie.
„Przyjdzie
z pracy, zobaczy mnie wiszącego, inaczej będzie śpiewać.
Przez
myśl jej nie przejdzie, że to kawał, że pętla jest na tyle
luźna,
że nie ma mowy o żadnym samobójstwie. Przecież nie można
stracić
życia siedząc na taborecie. Ponadto życie jest zbyt piękne
aby
z niego rezygnować” Był z siebie dumny. Miał jeszcze czas na
papierosa.
Wypalił spokojnie, siadł na taboret, zarzucił pętlę na szyję.
Nie
mógł pohamować śmiechu. Tak szatański kawał robi pierwszy
raz
w życiu. Nie wiedział, że ostatni. Czekał… Wróciła do domu
godzinę
później niż zwykle. Nie widziała powodów aby się spieszyć.
Nikt
na nią nie czekał chyba, że awanturujący się pijany mąż, nie
mąż.
Otworzyła drzwi, weszła do przedpokoju. Zdjęła buty, jesienny
płaszcz.
„Nie ma go, będę miała chwilę spokoju” pomyślała. Weszła
do
kuchni, potem poszła do pokoju. Chciała siąść w fotelu i
odpocząć
chwilkę.
Weszła i zamarła z przerażenia. Szybko ochłonęła.
Pobiegła
do kuchni po nóż, którym ucięła linkę. Szybko, mimo kłopotów,
poluzowała
pętlę. Niestety, nie dawał znaków życia. Lekarz
stwierdził
zgon. Kawał się nie udał.
Czekał
na nią zbyt długo. Był zmęczony. Przecież nie spał całą
noc,
dzień. Był wstawiony. Gdy zasnął na sekundę, głowa zbyt
gwałtownie
poleciała
w dół. Zacisnęła się pętla. Nie był w stanie oswobodzić
się
z niej a starał się bardzo. Widać to było po zadrapaniach
na
szyi. Niestety, miał tylko kilka sekund czasu. Nie zdążył.
Czasami
tak
bywa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz