Połowa
lat 70-tych ubiegłego wieku (jak to ładnie brzmi). Jakiś
pacan
doniósł listownie i anonimowo o „geszeftach” producenta
pieczarek.
Doniósł, że facet kradnie wodę z zakładu pracy usytuowanego
w
pobliżu pieczarkarni. Szef mówi: " Idź, zobacz co jest
grane”.
Poszedłem. Nawet cieszyłem się z tego wyjścia. Nigdy nie
byłem
w pieczarkarni a teraz miałem okazję zobaczyć jak wygląda.
Facet
był na miejscu. Powiedziałem po co przyszedłem. Wyjaśniliśmy
sprawę
szybko. Był „czysty”, anonim można było odłożyć a/
a.
Mogłem wracać do firmy, ale chciałem zobaczyć pieczarkarnię.
Zapytałem
czy mogę. Pozwolił. Miałem ze sobą modną wówczas torbę,
którą
powiesiłem na wieszaku i poszedłem. Zaskoczony byłem
tym
co zobaczyłem. Facet wykorzystał piwnice zniszczonego podczas
wojny,
dużego budynku. Być może był to zapomniany
schron.
Nie pamiętam już dzisiaj. W każdym razie byłem pełen
podziwu.
Wróciłem do gościa po około godzinie. Pamiętam jak
z
uśmiechem powiedział: „Zacząłem się bać, że pan zabłądził”.
Na
stole
leżała torba wypełniona pieczarkami. Mówię, żeby nie robił
jaj,
że przegina i takie tam. Nie miałem przy sobie pieniędzy, nie
mogłem
zapłacić a on nie chciał pieczarek z powrotem przyjąć.
Wziąłem.
Podziękowałem i wyszedłem. Po tygodniu facet nie żył.
Powiesił
się w pieczarkarni. Bałem się, że coś przeoczyłem podczas
wyjaśniania
anonimu. Miałem stracha, że zarzucą mi olewanie sprawy
a
przy tym wyjdzie, że wziąłem torbę pieczarek, nie płacąc
za
nie. Po prostu czysta łapówa. Na szczęście nic takiego się nie
stało.
Powodem
samobójstwa były sprawy rodzinne. Coś negatywnego
zaiskrzyło
między nim a jego żoną i wszystko poszło się j… Dziś nie
ma
już pieczarkarni. Zasypano ją ziemią. Jest park. A pieczarki???
Kto
nie lubi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz