Być
może historia jest Wam znana. Ładnych kilkanaście a może
więcej
lat temu, pisała o tym prasa. Przynajmniej w naszym, tutaj,
rewirze.
Jeżeli znacie, przeczytajcie.
On
szpakowaty, prawie taki jak ja dzisiaj, od wielu, wielu lat
wdowiec.
Nie interesował się kobietami. Prowadził, jak na tutejsze
warunki,
dużą i dobrze prosperującą, firmę. Większość czasu spędzał
w
pracy. Relaksować się wyjeżdżał do daczy nad jeziorem.
Widziałem,
piękny
dom. Lubiany był przez swoich pracowników mimo, że
wymagał,
że potrafił obsobaczyć, rzucić mięsem.
Szanowali
go. To właśnie miłość do szefa spowodowała, że kilka
pań
doszła do wniosku, że pryncypała trzeba ożenić. Po co się
chłop
męczy, zadręcza samotnością, schnie w oczach. Postanowiły
„podłożyć”
panienkę z dobrego domu. Do tego ładną, wykształconą
i
w ogóle. Właśnie w sekretariacie zwolniło się miejsce. Już
następnego
dnia, w sprawie zatrudnienia zgłosiła się urocza dziewczyna.
Zrobiła
wrażenie, przyjęta została na okres próbny. Po dwóch
miesiącach
była z szefem na kawie. Po trzech miesiącach byli na
„ty”
Oczywiście, że po pracy. Po czterech miesiącach zamieszkali
razem.
Baby, które to wszystko „nagrały” były z siebie zadowolone.
Na
ich oczach szef kwitł niczym holenderski tulipan. Po roku czasu
w
firmie polał się szampan. Szef wstąpił w związek małżeński.
Żona
przestała pracować. Uznał, że nie powinna się przemęczać. Nie
chciała
się na to zgodzić, ale nie miała wyjścia. Taka była jego
decyzja.
Poprosiła aby kupił psa. Kochała zwierzęta, zawsze o psie
marzyła.
Nie zgodził się. Był przeciwnikiem domowej hodowli zwierząt.
Ponadto
miał uraz. W młodości pogryzł go kundel sąsiadów.
Po
upływie pół roku od zawarcia związku doszły go słuchy, dobrzy
ludzie
donieśli, że w jego małżeństwie nie wszystko jest jak być
powinno.
W pierwszym odruchu, nie zwrócił na to uwagi. Gadają
bo
gadają — myślał. Ponadto za rękę nie złapał. W jego odczuciu
wszystko
było ok. Telefony, donosy zaczęły się powtarzać.
Stało
się to męczące. Stał się czujny. W końcu dowiedział się.
Miała
kochanka o pięknym imieniu WALDEMAR. Postanowił sprawdzić.
Na
urodziny, kochanej żonie, sprezentował psa. To był młody,
dobrze
wypasiony rottweiller. Już przeszkolony. Cieszyła się jak
dziecko.
Nie mogła zrozumieć, że pies może być tak posłuszny, tak
dobrze
ułożony. Jej pies był.
Tego
wieczoru nie wychodzili nigdzie. Wypili szampana, oglądali
tv,
rozmawiali. Nie spodziewali się gości. Impreza ustawiona była
na
sobotę a urodziny, miała w czwartek. Położyli się spać. Bora,
nie
jestem
pewien, ale wydaje mi się, że tak wabił się rottweiler, położył
się
na podłodze od jej strony. Rano wstali jak zwykle. Przygotowała
mężowi
śniadanie. Potem nakarmiła psa. W Dalszej kolejności
buzi
i wyjazd do pracy. Przed wyjściem spojrzał na nią tak
jakoś
dziwnie. Powiedział: „KOCHAM CIĘ”. Nie zdążyła odpowiedzieć.
Szybko
zamknął drzwi i zbiegł po schodach.
Około
godziny 11 zadzwonił telefon. Bał się odebrać. Bał się, że
może
to być telefon, na który nie czeka. Podniósł słuchawkę.
SAMOBÓJSTWA.
GWAŁTY. GWAŁTY?
25
— Dzień
dobry, Komenda Milicji. Czy rozmawiam z panem…
Odłożył
słuchawkę. Nie zdała testu — pomyślał.
Powiedział,
że jedzie do domu, do żony. Powiedział też, że
została
zagryziona przez psa. Wyszedł z biura. Do domu nie pojechał.
Udał
się prosto na daczę. Tam znaleziono go następnego dnia.
Powiesił
się. Ona przeżyła.
Bora,
czyli rottweiler, był szkolony przez fachowca. Gość brał
duże
pieniądze, ale pracę wykonywał przyzwoicie, bez żadnej lipy.
Właściciel
Bory zażyczył sobie gruntowne szkolenie. Był jeden
warunek:
Atak psa na napastnika mógł nastąpić wyłącznie na hasło
WALDEK.
Miał to być atak zdecydowany, natychmiastowy, skuteczny.
Test
nastąpił w piątek. W głębi duszy liczył, że ukochana test
zda,
stąd jego, prawie błagalne: -KOCHAM CIĘ — gdy wychodził
z
mieszkania. Po jego wyjściu, posprzątała, bawiła się z Borą.
Potem
podeszła
do telefonu. Wykręciła numer. -WALDEK, TO … Nie zdążyła
dokończyć.
Atak psa był zdecydowany, natychmiastowy
i...nieskuteczny,
bo żyje a miało być inaczej. Widuję ją do dzisiaj.
Chodzi
pokiereszowana, sama, zmęczona życiem. Najczęściej siedzi
w
domu. Firma poszła z dymem gdyż nie potrafiła zarządzać. Ponadto
miała
wszystkich przeciwko sobie. Jest dzisiaj bardziej samotna
niż
kiedyś jej mąż. Wszystko przez jeden oblany egzamin. Borę
uśpiono.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz