Świadek
pierwszy:
— Pierwszy
raz zobaczyłam ją około godziny 9, w sklepie spożywczym.
Nigdy
tutaj nie była, przynajmniej ja nie widziałam. Nie
wiem
co kupowała, aż tak się nie przyglądałam. Niosła na ręku
dziecko
przykryte kocykiem.
Świadek
drugi:
— Nie
pamiętam, która to była. Myślę, że 9,30 — 10. Siedziała
na
ławce. Jadła coś, mówiła do dziecka, śmiała się. Zwróciłem
na
nią
uwagę, bo widziałem ją tutaj pierwszy raz. Obcy nie zachodzą
do
nas.
Świadek
trzeci.
— Jestem
dozorczynią. Zauważyłam ją dosyć wcześniej. Łaziła
w
koło bez celu. W pewnym momencie zapytałam nawet, czy
w
czymś pomóc. Odpowiedziała, że nie i poszła dalej. Nie widziałam
jej
dłuższy czas. Około 14, kończyłam wówczas pracę i szłam do
domu,
zobaczyłam ją ponownie. Szła w kierunku wieżowca, tuliła
dziecko
do siebie, coś szeptała. Świadek czwarty.
— Tak,
to ja odblokowałem drzwi. Wracałem z pracy. Przed
drzwiami
stała kobieta z dzieckiem na ręku. Podziękowała, za umożliwienia
wejścia.
Puściłem ją przodem. Nie, nie znałem jej.
Nawet
nie pytałem do kogo idzie. Nie obchodziło mnie to. Otworzyłem
windę.
Weszła przede mną. Cały czas szeptała do dziecka.
Nawet
uśmiechnąłem się do siebie, bo robiła to tak ciepło, jak matka,
która
do szaleństwa kocha swoją pociechę. Nadusiłem guzik 5
piętra.
Ona nadusiła po mnie. Na ósemkę. Nie widziałem jej więcej.
Nie,
nie wiem czy na ósmym piętrze miała znajomych. Nie interesowałem
się
tym. Myślałem o obiedzie, odpoczynku.
— Świadek
piąty.
Wracałem
z pracy. Usłyszałem krzyk. Jakaś baba darła jadaczkę
patrząc
do góry. „Poszedłem” za jej wzrokiem. W oknie, na 9 piętrze,
siedziała
kobieta. W rękach trzymała zawiniątko. Teraz wiem, że
to
było dziecko. Nie zdążyłem krzyknąć, gdy zaczęła spadać na
dół.
To
było coś strasznego, nie mogę pojąć… Odprowadzałem ją
wzrokiem
do
samego końca. Wydaje mi się, że widziałem jej twarz. Była
spokojna.
Ale to mi się wydaje, nie jestem pewny czy tak rzeczywiście
było.
Pewne jest to, że dziecko tuliła do siebie cały czas. Tuliła
mocno.
Był pan na miejscu, widział pan, leżeli na chodniku. Tulili
się
do siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz