niedziela, 23 lutego 2020

BEZ TYTUŁU. TO TEŻ TAKI TYTUŁ.


Świadek pierwszy:
Pierwszy raz zobaczyłam ją około godziny 9, w sklepie spożywczym.
Nigdy tutaj nie była, przynajmniej ja nie widziałam. Nie
wiem co kupowała, aż tak się nie przyglądałam. Niosła na ręku
dziecko przykryte kocykiem.
Świadek drugi:
Nie pamiętam, która to była. Myślę, że 9,30 — 10. Siedziała
na ławce. Jadła coś, mówiła do dziecka, śmiała się. Zwróciłem na
nią uwagę, bo widziałem ją tutaj pierwszy raz. Obcy nie zachodzą
do nas.
Świadek trzeci.
Jestem dozorczynią. Zauważyłam ją dosyć wcześniej. Łaziła
w koło bez celu. W pewnym momencie zapytałam nawet, czy
w czymś pomóc. Odpowiedziała, że nie i poszła dalej. Nie widziałam
jej dłuższy czas. Około 14, kończyłam wówczas pracę i szłam do
domu, zobaczyłam ją ponownie. Szła w kierunku wieżowca, tuliła
dziecko do siebie, coś szeptała. Świadek czwarty.
Tak, to ja odblokowałem drzwi. Wracałem z pracy. Przed
drzwiami stała kobieta z dzieckiem na ręku. Podziękowała, za umożliwienia
wejścia. Puściłem ją przodem. Nie, nie znałem jej.
Nawet nie pytałem do kogo idzie. Nie obchodziło mnie to. Otworzyłem
windę. Weszła przede mną. Cały czas szeptała do dziecka.
Nawet uśmiechnąłem się do siebie, bo robiła to tak ciepło, jak matka,
która do szaleństwa kocha swoją pociechę. Nadusiłem guzik 5
piętra. Ona nadusiła po mnie. Na ósemkę. Nie widziałem jej więcej.
Nie, nie wiem czy na ósmym piętrze miała znajomych. Nie interesowałem
się tym. Myślałem o obiedzie, odpoczynku.
Świadek piąty.
Wracałem z pracy. Usłyszałem krzyk. Jakaś baba darła jadaczkę
patrząc do góry. „Poszedłem” za jej wzrokiem. W oknie, na 9 piętrze,
siedziała kobieta. W rękach trzymała zawiniątko. Teraz wiem, że
to było dziecko. Nie zdążyłem krzyknąć, gdy zaczęła spadać na dół.
To było coś strasznego, nie mogę pojąć… Odprowadzałem ją wzrokiem
do samego końca. Wydaje mi się, że widziałem jej twarz. Była
spokojna. Ale to mi się wydaje, nie jestem pewny czy tak rzeczywiście
było. Pewne jest to, że dziecko tuliła do siebie cały czas. Tuliła
mocno. Był pan na miejscu, widział pan, leżeli na chodniku. Tulili
się do siebie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz