niedziela, 23 lutego 2020

SZOK DO KWADRATU


Bywali u nas. My u nich nigdy. Było ok. Bez alkoholu, jakiejś
specjalnej wyżerki. Tak normalnie, na luzie. Nigdy nie ma tak dobrze
aby nie mogło być gorzej. Irytowało mnie jej zachowanie. Źle
powiedziałem. Nie zachowanie lecz jej ciągły pośpiech. Po godzinie
ją nosiło. Już chciała jechać, już musiała być w domu. Zawsze miała
coś do zrobienia. Dziwiło mnie to, gdyż nie mieszkali w tej samej
miejscowości. Aby do nas przyjechać musieli pokonać około 60km.
Widziałem po jego zachowaniu, że wnerwiają go takie sytuacje, lecz
godził się z tym. Byliśmy na zabawie zorganizowanej przez jedną
z wytwórni wódek, która promowała nowy, wyskokowy, wyrób.
Zaproszenie było dla szefostwa firmy z tym, że wpadło w moje
łapy. Szefostwo zostało w domu. Zabawa na świeżym powietrzu,
wewnątrz lokalu, gdzie kto chciał. Wódy, podobnie jak powietrza,
skolkougodno. Był też prosiak z rożna, dzik z rożna i wiele innych
smakołyków. Oczywiście, że wszystko darmowe. To był pierwszy
jubel w moim życiu, gdzie wszyscy zaproszeni wracali do domu
trzeźwi. Tylko mnie nosiło. Trochę wstyd, ale cóż. Inaczej się pije za
swoje, inaczej za drapane. Starczy już o moim pijaństwie. Przejdźmy
do balu. On tańczył z moją Śliczną, ja z jego żoną. W połowie pierwszego
tańca, pierwszej trójeczki, wtedy byłem trzeźwy, ona wyrywa
się z moich objęć mówiąc, że będzie tańczyć ze swoim, bo on z moją
Śliczną nie daje rady. Widocznie obserwowała. Pomyślałem sobie,
że jest zazdrosna, jak bezpański pies o gnat. Nie dziwię się jej. Moja
Śliczna jest naprawdę śliczna. Ona uroczą kobietą. Bała się o swojego.
Pamiętam jego zdziwione oczy, gdy odklaskała kadryla. Myślę,
że moje też były kwadratowe. Dzwoniła do niego do pracy dwa,
trzy razy dziennie. Musiała to robić przez mój telefon. Innego nie
było. Po jakimś czasie zaczęło mnie to wkurzać. Zastosowałem prosty
i skuteczny sposób.
Zadzwonił telefon. Podnoszę słuchawkę. Ona: Cześć.
Ja: Cześć. Skąd wiedziałaś, że jestem?
Zamilkła na 2—3 sekundy, potem poprosiła o niego. Zawołałem.
Więcej telefonów nie było. Zaczęła częściej przyjeżdżać. Pracował
na zmiany. Pracował z kolegami, koleżankami, różnie. Często trafiał
na panienkę w wieku 24 lat. Bardzo miłą, sympatyczną, średniej
urody dziewczynę. On żartowniś, zawsze elegancki, czysty, ogolony,
wyprasowany. Ona podobnie. Uzupełniali się. Myślę, że pewnej
nocy zapytał: -Czego się boisz, głupia? Nie wiem co i czy w ogóle
odpowiedziała. Wiem, że ją przekonał. Potem krótka informacja.
Jestem w ciąży.
Szok, przerażenie, strach.
Nie ze mną — odpowiedział.
Zobaczymy — Ona na to.
Urodziła piękną dziewczynkę, dzisiaj to 11 letnia pannica. Nie
chciał łożyć na utrzymania dziecka. Oddała sprawę do sądu. Badania
potwierdziły jego ojcostwo. Dalej nie mógł sprawy ukrywać.
Powiedział wszystko ślubnej. Nie mogła uwierzyć. Przecież tak pilnowała.
Nawet w tańcu. A tu masz, rogi z dzieckiem.
Zaczęła się 10 letnia gehenna dla niej, dla niego. Każdego
dnia wypominanie, stres, nerwy, kłótnie. Nie chciało się żyć
a co dopiero jeść. Odmówił śniadania. Nie zjadł obiadu, kolacji.
Nic nie pił. Następnego dnia podobnie. Trzeciego dnia jechał do
pracy wypucowany jak do ślubu. Śniadanie wziął ze sobą. Poprosił
aby przygotowała dobry obiad. Poszedł do garażu po auto.
Ona położyła się do łóżka. Chciała się jeszcze polenić. Przyzwyczaiła
się do tego. Nie pracowała. Podobno była na rencie.
Po dwóch godzinach telefon. Podniosła słuchawkę. Nie potrafiła
powiedzieć dlaczego nie dojechał do pracy. Może jakiś wypadek?
Postanowiła pójść do garażu. Chciała sprawdzić czy pojechał
autem. Nie pojechał. Pojazd stał przed garażem. Dziwne,
wyprowadził i nie pojechał — pomyślała. Weszła do garażu…
Zaczęła okropnie krzyczeć.
Potem Policja, oględziny miejsca zdarzenia, przesłuchanie
świadków itd. Przeprowadzający oględziny był jedną rzeczą zdumiony.
-Nigdy nie widziałem tak czystego wisielca- powiedział- Żadnych
wydzielin, wydalin. Nic, czysto pod nim jak w szpitalu.
Nie wiedział chłop, że miał do czynienia z facetem na poziomie,
z facetem który dbał o czystość. Pamiętał o tym nawet wówczas, gdy
szykował się do ostatniej drogi.
Szedłem za nim…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz