Bywali
u nas. My u nich nigdy. Było ok. Bez alkoholu, jakiejś
specjalnej
wyżerki. Tak normalnie, na luzie. Nigdy nie ma tak dobrze
aby
nie mogło być gorzej. Irytowało mnie jej zachowanie. Źle
powiedziałem.
Nie zachowanie lecz jej ciągły pośpiech. Po godzinie
ją
nosiło. Już chciała jechać, już musiała być w domu. Zawsze
miała
coś
do zrobienia. Dziwiło mnie to, gdyż nie mieszkali w tej samej
miejscowości.
Aby do nas przyjechać musieli pokonać około 60km.
Widziałem
po jego zachowaniu, że wnerwiają go takie sytuacje, lecz
godził
się z tym. Byliśmy na zabawie zorganizowanej przez jedną
z
wytwórni wódek, która promowała nowy, wyskokowy, wyrób.
Zaproszenie
było dla szefostwa firmy z tym, że wpadło w moje
łapy.
Szefostwo zostało w domu. Zabawa na świeżym powietrzu,
wewnątrz
lokalu, gdzie kto chciał. Wódy, podobnie jak powietrza,
skolkougodno.
Był też prosiak z rożna, dzik z rożna i wiele innych
smakołyków.
Oczywiście, że wszystko darmowe. To był pierwszy
jubel
w moim życiu, gdzie wszyscy zaproszeni wracali do domu
trzeźwi.
Tylko mnie nosiło. Trochę wstyd, ale cóż. Inaczej się pije za
swoje,
inaczej za drapane. Starczy już o moim pijaństwie. Przejdźmy
do
balu. On tańczył z moją Śliczną, ja z jego żoną. W połowie
pierwszego
tańca,
pierwszej trójeczki, wtedy byłem trzeźwy, ona wyrywa
się
z moich objęć mówiąc, że będzie tańczyć ze swoim, bo on z
moją
Śliczną
nie daje rady. Widocznie obserwowała. Pomyślałem sobie,
że
jest zazdrosna, jak bezpański pies o gnat. Nie dziwię się jej.
Moja
Śliczna
jest naprawdę śliczna. Ona uroczą kobietą. Bała się o swojego.
Pamiętam
jego zdziwione oczy, gdy odklaskała kadryla. Myślę,
że
moje też były kwadratowe. Dzwoniła do niego do pracy dwa,
trzy
razy dziennie. Musiała to robić przez mój telefon. Innego nie
było.
Po jakimś czasie zaczęło mnie to wkurzać. Zastosowałem prosty
i
skuteczny sposób.
Zadzwonił
telefon. Podnoszę słuchawkę. Ona: Cześć.
Ja:
Cześć. Skąd wiedziałaś, że jestem?
Zamilkła
na 2—3 sekundy, potem poprosiła o niego. Zawołałem.
Więcej
telefonów nie było. Zaczęła częściej przyjeżdżać. Pracował
na
zmiany. Pracował z kolegami, koleżankami, różnie. Często trafiał
na
panienkę w wieku 24 lat. Bardzo miłą, sympatyczną, średniej
urody
dziewczynę. On żartowniś, zawsze elegancki, czysty, ogolony,
wyprasowany.
Ona podobnie. Uzupełniali się. Myślę, że pewnej
nocy
zapytał: -Czego się boisz, głupia? Nie wiem co i czy w ogóle
odpowiedziała.
Wiem, że ją przekonał. Potem krótka informacja.
— Jestem
w ciąży.
Szok,
przerażenie, strach.
— Nie
ze mną — odpowiedział.
— Zobaczymy
— Ona na to.
Urodziła
piękną dziewczynkę, dzisiaj to 11 letnia pannica. Nie
chciał
łożyć na utrzymania dziecka. Oddała sprawę do sądu. Badania
potwierdziły
jego ojcostwo. Dalej nie mógł sprawy ukrywać.
Powiedział
wszystko ślubnej. Nie mogła uwierzyć. Przecież tak pilnowała.
Nawet
w tańcu. A tu masz, rogi z dzieckiem.
Zaczęła
się 10 letnia gehenna dla niej, dla niego. Każdego
dnia
wypominanie, stres, nerwy, kłótnie. Nie chciało się żyć
a
co dopiero jeść. Odmówił śniadania. Nie zjadł obiadu, kolacji.
Nic
nie pił. Następnego dnia podobnie. Trzeciego dnia jechał do
pracy
wypucowany jak do ślubu. Śniadanie wziął ze sobą. Poprosił
aby
przygotowała dobry obiad. Poszedł do garażu po auto.
Ona
położyła się do łóżka. Chciała się jeszcze polenić.
Przyzwyczaiła
się
do tego. Nie pracowała. Podobno była na rencie.
Po
dwóch godzinach telefon. Podniosła słuchawkę. Nie potrafiła
powiedzieć
dlaczego nie dojechał do pracy. Może jakiś wypadek?
Postanowiła
pójść do garażu. Chciała sprawdzić czy pojechał
autem.
Nie pojechał. Pojazd stał przed garażem. Dziwne,
wyprowadził
i nie pojechał — pomyślała. Weszła do garażu…
Zaczęła
okropnie krzyczeć.
Potem
Policja, oględziny miejsca zdarzenia, przesłuchanie
świadków
itd. Przeprowadzający oględziny był jedną rzeczą zdumiony.
-Nigdy
nie widziałem tak czystego wisielca- powiedział- Żadnych
wydzielin,
wydalin. Nic, czysto pod nim jak w szpitalu.
Nie
wiedział chłop, że miał do czynienia z facetem na poziomie,
z
facetem który dbał o czystość. Pamiętał o tym nawet wówczas,
gdy
szykował
się do ostatniej drogi.
Szedłem
za nim…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz