niedziela, 23 lutego 2020

Bliźniakiem być


Jechałem samochodem. Jechałem, rozmyślałem. Wróciły wspomnienia
z wielu lat wstecz. Przypomniałem sobie Łódź. OSOMO na
ulicy Północnej, obok Wojskowa Akademia Medyczna, po drugiej
stronie budynek operetki. Spędziłem tam wiele uroczych chwil.
Byłem też na „widelcu”. Stałem na placu sam, jak idiota, przed
wszystkimi chłopakami a komendant wydawał wyrok. Nagana
z wpisaniem do akt. Miałem dużo szczęścia,
że nie wyleciałem. Za co mnie ukarano? Myślicie, że za wódkę.
Nie, nie za wódkę. Trzeźwy byłem jak łza. Ukarano mnie...Dobra,
napiszę.
Pielęgniarki z Akademii Medycznej organizowały wieczorek
taneczny. Zaprosiły nas, niebieskich chłopaków. Przed wyjściem
przełożony zastrzegł:
O GODZ. 24 WSZYSCY W POKOJACH!
Nie zwróciłem na to uwagi. Bardzo chce, to będę — pomyślałem.
Zabawa przy płytach. Piękne dziewczyny. Wszyscy się czają a ja
spokojnie. Znałem swoje miejsce w szyku, wiedziałem na co mnie
stać. Nie szarpałem się do najładniejszych. Śmiać mi się chciało
z kolesi, którzy wybierali. Zanim taki wybrał, dziewczyna tańczyła
z innym. Ze mną było inaczej. Rozpoczęła się druga trójka, gdy usłyszałem:
Zatańczysz ze mną?
Przede mną stało wysoka uśmiechnięta dziewczyna. Spojrzałem
i… wybitnie mi się nie spodobała. Ale cóż, przyszedłem się bawić.
Uśmiechnąłem się i powiedziałem: — Czekam na ciebie od momentu
gdy zagrała muzyka. Roześmieliśmy się, a potem już poszło. Wróciłem
o godzinie 8 rano. Nie skakałem przez płot, wchodziłem przez dyżurkę.
Tam odebrano mi dokumenty. Po południu zorganizowano apel
o którym wcześniej. Najważniejsze, że wszystko skończyło się dobrze.
Koniec wspomnień, bracia bliźniacy czekają.
Podobni jak dwie krople wody. Charaktery trochę inne, ale nic
to, zawsze razem, nie odstępowali siebie na krok. Jeden skończył
technikum plastyczne, drugi górnicze. Pracowali w swoich zawodach
czyli plastyk był na utrzymaniu górnika oraz tatusia i mamusi.
Niezaradny był i tyle. Górnik miał pieniądze, powodzenie i ten
młodzieńczy luz. Poznał dziewczynę, która spowodowała, że więzy
z bratem bliźniakiem stały się luźniejsze. Widać było, że dziewczyna
zdominowała jego świat.
Plastyk zazdrosny nie był, nie, rozumiał brata i wybaczał
odstawkę” na boczny tor
Po ślubie, górnik ze swoją lubą zamieszkał w przytulnym M-2.
(Starsi wiedzą, M-2 to pokój z kuchnią).
Mieszkali, pracowali, kochali, cieszyli się życiem. Nie wspomniałem
wcześniej, że górnik pracował na zmiany a pracował. Najgorsze
było nocne fedrowanie. Myślał o swojej lubej, martwił, że
siedzi w domu sama, tęskniąca. Przed kolejnym zjazdem pod ziemię,
zwrócił się do swojego sztygara z prośbą o wolne. Powiedział, że źle
się czuje, że chyba jest chory. Sztygar wyraził zgodę. Do domu
wrócił około 23. Żona zdziwiona, ale radosna, że wrócił, że spędzą
noc razem. Brat bliźniak tez był zadowolony. Co robił o tak późnej
porze w jego mieszkaniu? Nic szczególnego. Po prostu przechodził
obok, zauważył, że świeci się światło. Pomyślał, że oboje są w domu
więc odwiedził. Skoro wszedł, bratowa postawiła herbatę. Posiedzieli
chwilkę razem i pożegnali się. Kilka miesięcy później. Kolejne
nocne fedrowanie. Kolega, niby żartem, mówi:
Chyba rzadko w domu bywasz- Nie odpowiedział, ale coś
w nim drgnęło. Przygotował grunt. Poinformował lubą, że mają
ważną robotę i nie wykluczone, że po nocnej zmianie zostanie
także na zmianie pierwszej. Prosiła aby odmówił, ale nie zgodził się.
Przekonał ją pieniędzmi mówiąc, że po zakończeniu zadania dostanie
dobrą kasę. Pojechał na nockę. Na dół nie zjechał, miał załatwione
wolne. Poszedł na piwo. Do domu wrócił około 2 w nocy.
Otworzył cicho drzwi… Obok jego lubej leżał brat, bliźniak. Spali
wykończeni późną porą. Ściągnął z nich kołdrę. Byli nadzy. Wziął
się za brata...Skatował jak psa. Lubej nie ruszał. Splunął w jej stronę,
wyszedł z mieszkania. Nie wiadomo co robił potem. Do pracy,
na nocną zmianę, przyjechał jak zawsze. Przebrał się, zjechał na
dół. Pracował jak zwykle. Może mniej mówił, ale wszystko było
w normie. Po około 3 godzinach powiedział do kumpla, że idzie się
odpryskać” (tak powiedział ) i poszedł w stronę zamkniętego chodnika.
Wszedł do niego mimo, że znaki informowały o bezwzględnym
zakazie jakiegokolwiek ruchu. Chodnik był niezabezpieczony.
W każdej chwili istniało niebezpieczeństwo zawalenia się stropu,
ściany. Po około 25 minutach od jego tam wejścia, tak się rzeczywiście
stało. Nie było to duże tąpnięcie, ale było, a wewnątrz znajdował
się człowiek. Po około 2 godzinach, spod skał, wydobyto zwłoki
górnika bliźniaka. Na szyi miał luźną pętlę zakończoną sznurem
długości 170cm. Konsternacja. Nikt nie wiedział co o tym myśleć.
Ktoś powiedział, że na pewno zginął śmiercią samobójczą. Sekcja
zwłok temu zaprzeczyła. Zginął przygnieciony skałami. Tak sobie
myślę, że trzeba mieć kurewskiego pecha. Nawet powiesić się nie
można spokojnie. Zawsze coś. Chłop spokojnie szukał miejsca do
zarzucenia pętli. Być może był blisko. Niestety, nie zdążył, zawał był
szybszy. Szkoda


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz