Jechałem
samochodem. Jechałem, rozmyślałem. Wróciły wspomnienia
z
wielu lat wstecz. Przypomniałem sobie Łódź. OSOMO na
ulicy
Północnej, obok Wojskowa Akademia Medyczna, po drugiej
stronie
budynek operetki. Spędziłem tam wiele uroczych chwil.
Byłem
też na „widelcu”. Stałem na placu sam, jak idiota, przed
wszystkimi
chłopakami a komendant wydawał wyrok. Nagana
z
wpisaniem do akt. Miałem dużo szczęścia,
że
nie wyleciałem. Za co mnie ukarano? Myślicie, że za wódkę.
Nie,
nie za wódkę. Trzeźwy byłem jak łza. Ukarano mnie...Dobra,
napiszę.
Pielęgniarki
z Akademii Medycznej organizowały wieczorek
taneczny.
Zaprosiły nas, niebieskich chłopaków. Przed wyjściem
przełożony
zastrzegł:
— O
GODZ. 24 WSZYSCY W POKOJACH!
Nie
zwróciłem na to uwagi. Bardzo chce, to będę — pomyślałem.
Zabawa
przy płytach. Piękne dziewczyny. Wszyscy się czają a ja
spokojnie.
Znałem swoje miejsce w szyku, wiedziałem na co mnie
stać.
Nie szarpałem się do najładniejszych. Śmiać mi się chciało
z
kolesi, którzy wybierali. Zanim taki wybrał, dziewczyna tańczyła
z
innym. Ze mną było inaczej. Rozpoczęła się druga trójka, gdy
usłyszałem:
— Zatańczysz
ze mną?
Przede
mną stało wysoka uśmiechnięta dziewczyna. Spojrzałem
i…
wybitnie mi się nie spodobała. Ale cóż, przyszedłem się bawić.
Uśmiechnąłem
się i powiedziałem: — Czekam na ciebie od momentu
gdy
zagrała muzyka. Roześmieliśmy się, a potem już poszło. Wróciłem
o
godzinie 8 rano. Nie skakałem przez płot, wchodziłem przez
dyżurkę.
Tam
odebrano mi dokumenty. Po południu zorganizowano apel
o
którym wcześniej. Najważniejsze, że wszystko skończyło się
dobrze.
Koniec
wspomnień, bracia bliźniacy czekają.
Podobni
jak dwie krople wody. Charaktery trochę inne, ale nic
to,
zawsze razem, nie odstępowali siebie na krok. Jeden skończył
technikum
plastyczne, drugi górnicze. Pracowali w swoich zawodach
czyli
plastyk był na utrzymaniu górnika oraz tatusia i mamusi.
Niezaradny
był i tyle. Górnik miał pieniądze, powodzenie i ten
młodzieńczy
luz. Poznał dziewczynę, która spowodowała, że więzy
z
bratem bliźniakiem stały się luźniejsze. Widać było, że
dziewczyna
zdominowała
jego świat.
Plastyk
zazdrosny nie był, nie, rozumiał brata i wybaczał
„odstawkę”
na boczny tor
Po
ślubie, górnik ze swoją lubą zamieszkał w przytulnym M-2.
(Starsi
wiedzą, M-2 to pokój z kuchnią).
Mieszkali,
pracowali, kochali, cieszyli się życiem. Nie wspomniałem
wcześniej,
że górnik pracował na zmiany a pracował. Najgorsze
było
nocne fedrowanie. Myślał o swojej lubej, martwił, że
siedzi
w domu sama, tęskniąca. Przed kolejnym zjazdem pod ziemię,
zwrócił
się do swojego sztygara z prośbą o wolne. Powiedział, że źle
się
czuje, że chyba jest chory. Sztygar wyraził zgodę. Do domu
wrócił
około 23. Żona zdziwiona, ale radosna, że wrócił, że spędzą
noc
razem. Brat bliźniak tez był zadowolony. Co robił o tak późnej
porze
w jego mieszkaniu? Nic szczególnego. Po prostu przechodził
obok,
zauważył, że świeci się światło. Pomyślał, że oboje są w
domu
więc
odwiedził. Skoro wszedł, bratowa postawiła herbatę. Posiedzieli
chwilkę
razem i pożegnali się. Kilka miesięcy później. Kolejne
nocne
fedrowanie. Kolega, niby żartem, mówi:
— Chyba
rzadko w domu bywasz- Nie odpowiedział, ale coś
w
nim drgnęło. Przygotował grunt. Poinformował lubą, że mają
ważną
robotę i nie wykluczone, że po nocnej zmianie zostanie
także
na zmianie pierwszej. Prosiła aby odmówił, ale nie zgodził się.
Przekonał
ją pieniędzmi mówiąc, że po zakończeniu zadania dostanie
dobrą
kasę. Pojechał na nockę. Na dół nie zjechał, miał załatwione
wolne.
Poszedł na piwo. Do domu wrócił około 2 w nocy.
Otworzył
cicho drzwi… Obok jego lubej leżał brat, bliźniak. Spali
wykończeni
późną porą. Ściągnął z nich kołdrę. Byli nadzy. Wziął
się
za brata...Skatował jak psa. Lubej nie ruszał. Splunął w jej
stronę,
wyszedł
z mieszkania. Nie wiadomo co robił potem. Do pracy,
na
nocną zmianę, przyjechał jak zawsze. Przebrał się, zjechał na
dół.
Pracował jak zwykle. Może mniej mówił, ale wszystko było
w
normie. Po około 3 godzinach powiedział do kumpla, że idzie się
„odpryskać”
(tak powiedział ) i poszedł w stronę zamkniętego chodnika.
Wszedł
do niego mimo, że znaki informowały o bezwzględnym
zakazie
jakiegokolwiek ruchu. Chodnik był niezabezpieczony.
W
każdej chwili istniało niebezpieczeństwo zawalenia się stropu,
ściany.
Po około 25 minutach od jego tam wejścia, tak się rzeczywiście
stało.
Nie było to duże tąpnięcie, ale było, a wewnątrz znajdował
się
człowiek. Po około 2 godzinach, spod skał, wydobyto zwłoki
górnika
bliźniaka. Na szyi miał luźną pętlę zakończoną sznurem
długości
170cm. Konsternacja. Nikt nie wiedział co o tym myśleć.
Ktoś
powiedział, że na pewno zginął śmiercią samobójczą. Sekcja
zwłok
temu zaprzeczyła. Zginął przygnieciony skałami. Tak sobie
myślę,
że trzeba mieć kurewskiego pecha. Nawet powiesić się nie
można
spokojnie. Zawsze coś. Chłop spokojnie szukał miejsca do
zarzucenia
pętli. Być może był blisko. Niestety, nie zdążył, zawał był
szybszy.
Szkoda
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz