niedziela, 23 lutego 2020

Zobaczysz moją śmieerć


Dziwni byli. Jacyś tacy zakręceni. On zatrudniony w dobrej firmie.
Miał tam trochę do gadania. Jeżeli mówił trochę, to i zarabiał
dobrze. Ona, co za nieszczęście, pracowała w szkole. Uczyła matematyki.
Moją córkę też. Nie mieli dzieci, ale mieli Fiata 125. On prowadził,
ona nie miała uprawnień. Był na każde jej zawołanie. Taki
etat. Do pracy dojeżdżał Fiatem, ona autobusem.
Na wstępie napisałem, że dziwni byli. Z jednej strony inteligenci
całą gębą z drugiej chamy jak się patrzy. Awantury domowe prawie
każdego dnia. Rynsztokowe wyzwiska, rękoczyny, interwencje
policji. To codzienność. On abstynent całą gębą, nie pił, nie palił.
Jej nałóg to skoki w bok. Wiedział o tym więc walczył o normalność.
Gdy zorientował się, że nie ma szans, rozstał się z żoną. Nie brali
rozwodu. Poszli każde w swoją stronę.
Po ośmiu miesiącach wrócili do siebie. Wiem, on zabiegał o jej
powrót. Kochał ją do szaleństwa. Co ją skłoniło do powrotu, nie
wiem. Myślę, że pieniądze. Przy nim mogła poszaleć. Cisza trwała
trzy miesiące. Awantury nasilały się z dnia na dzień. Jej skoki w bok
były tego przyczyną. Nie potrafiła z tym skończyć. To było silniejsze
od niej. Postanowił z tym skończyć on. Zrobili śniadanie. On sobie.
Ona sobie. Jedli to samo z tym, że indywidualnie przygotowywane.
Wyszedł kilka minut wcześniej od niej. Powiedział: „Do widzenia”
Nie odpowiedziała. Była wściekła o wczorajszą awanturę. Nie
zareagował, było mu to obojętne. Poszedł do garażu. Ona spokojnie
dopiła kawę. Potem poszła na przystanek autobusowy. Miała szczęście,
z przodu trafiło się miejsce siedzące a nie zawsze tak było.
Siadła wygodnie, pomyślała o czekającym ją dniu, obowiązkach.
Usłyszała sygnał sms. Niechętnie, ale wzięła telefon do ręki. SMS
wysłał mąż. Przeczytała: ZOBACZYSZ MOJĄ ŚMIERĆ. Idiota, pomyślała.
Schowała telefon do torebki gdy… Hamowanie autobusu było
nagłe, gwałtowne, zdecydowane. Niektórzy pasażerowie pospadali
z miejsc. Jej się udało. Z chwilą hamowania spojrzała w przednią
szybę autobusu. Z ulicy podporządkowanej, na pełnej szybkości,
wyjechał Fiat 125p. Całym impetem wbił się w przód autobusu. Tak
szczerze mówiąc, nie było co zbierać. Poznała samochód. Zrozumiała
sms. Zakryła w dłoniach twarz…


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz