Zastanawiałem
się długo. Napiszę...Nie napiszę i znów napiszę.
Teraz
zdecydowałem. Na weekend jak znalazł.
Telefon.
Odbieram.
Dyżurny
Komendy mówi: -Korespondencja do ciebie. -OK, zaraz
odbiorę.
On
wysoko postawiony gość w dużej firmie. Żonaty. Ona pracownica
jednego
z działów tej samej firmy. Mężatka. Żeby nie było
nieporozumień.
On żonaty z inną kobietą ona mężatka z innym
facetem.
Wyskoczyli razem na małe barabara. Przepracowani byli,
stąd
konieczność odskoczni od dnia codziennego. Mieli pecha, bo
trafili
do hotelu dobrze obstawionego. Nic co tam się działo, nie
było
mi obce. Pomyślałem, że warto z nią porozmawiać. Wysłałem
wezwanie.
Przyszła punktualnie. Poprosiłem aby usiadała. Spojrzałem
w
oczy. Niby uśmiechnięte, ale widać zdenerwowanie. -Proszę
się
wyluzować- mówię — Nie stanie się pani żadna krzywda. Nie
pani
pierwsza tutaj i nie ostatnia. Mówię to z uśmiechem na ustach,
lekko
przymrużonymi oczami. To potrafię, wiem. — Nie denerwuję
się.
Zastanawia mnie tylko co pan może ode mnie chcieć. O czym
chce
pan ze mną rozmawiać. Sumienie mam czyste — Nawet przez
myśl
mi nie przeszło, że sumienie pani jest zorane. Na pewno jest
czyste
jak łza. Chciałem porozmawiać o życiu. Właśnie z panią. Coś
mi
mówi, że dużo się od pani dowiem. Zgłupiała, nie wiedziała co
powiedzieć,
do czego zmierzam. — Chciałem porozmawiać o dniu
takim
i takim, o jego godzinach wieczorowo nocnych.
Spojrzała
na mnie zdenerwowana. Już wiedziała o jaką grę chodzi.
Bała
się. Po krótkiej rozmowie podpisała zobowiązanie. Rozmawialiśmy
jeszcze
godzinę. Przekazała kilka mało ciekawych informacji.
Gdy
wiedziałem, że nic więcej z niej nie wycisnę, zacząłem
żartować.
Doprowadziłem ją do takiego stanu, że śmiała się nawet
wówczas,
gdy była poza komendą. Widziałem jej rozbawienie
patrząc
na nią przez okno. Aha, powiedziałem jej, że odezwę się
za
miesiąc, dwa. Nie miała nic przeciwko. Nie mogła mieć, była
w
sytuacji bez wyjścia. Przynajmniej tak myślała. A ja aż takim
chamem
nie
byłem, aby w razie jej „niesubordynacji” informować męża
o
jej skoku w bok. Nawet przez myśl mi nie przeszło Byłem trochę
delikatniejszym
chamem. Nie to co dzisiaj. Po pewnym czasie
zorientowałem
się, że tak naprawdę nie jest mi do niczego
potrzebna.
Zajmowałem się wówczas inną dziedziną niebieskiego
życia.
Nie miałem zamiaru jej prowadzić, przekazywać dalej uzyskanych
od
niej informacji, sprawozdań ze spotkań, które wykorzystywaliby
inni.
Zapadła decyzja aby przekazać ją do innego działu.
Zanim
to uczyniono, w ewidencji wyczaił ją człowiek z SB i po
nią
przyszedł. Doszedł do wniosku, że będzie potrzebna i zażyczył
sobie.
Były to czasy, że z SB nikt nie dyskutował. W każdej komendzie
byli
panami na włościach. Mój szef też to wiedział ale udawał,
że
on rządzi. Na jego polecenie a wniosek SB dziewczynę przekazałem
chłopakowi
z drugiego piętra. Znałem chłopaka. Przez pewien
okres
siedzieliśmy w jednym pokoju. Odbierałem go jako takiego
małego
babiarza. Dużo gadał o podbojach sercowych, ale dziewczyny
nigdy
nie miał. Przynajmniej ja nie znałem, nie widziałem. Po kilku
miesiącach
przeszedł do SB. To właśnie jego poznałem z informatorką.
Widziałem
po jej twarzy, że nie była zadowolona z takiego
obrotu
sprawy. Myślę, że przerażało ją to wszystko. Ale co ja
mogłem...Przestała
dla mnie istnieć.
Minęła
jesień, zima, wiosna, lato, jesień....Telefon.
— Dzień
dobry panu. Chciałam się z panem spotkać, porozmawiać.
-Nie
ma problemu, ale może pani bliżej? Nie wiem z kim rozmawiam.
-Zobaczymy
się, przypomnę się panu.
Umówiliśmy
się tego samego dnia. To była ona. Ciekaw byłem
dlaczego
chciała się ze mną widzieć. Nie pytałem o powód. Sama
powiedziała.
— ZMUSZA MNIE DO SEKSU — Może pani dokładniej?
— PAŃSKI
KOLEGA. Straszy mnie, że o mojej hotelowej zdradzie
poinformuje
męża.
Zaniemówiłem.
Jeżeli to prawda, to koleś jest super … Wszystkiego
mogłem
się spodziewać, ale nie takich informacji. Przerosło
mnie
to. Co ja, kurna, miałem powiedzieć, zrobić. No co? W końcu
powiedziałem.
— Uwolnię panią od niego. Po spotkaniu poszedłem
do
szefa. Przekazałem treść rozmowy -Pisz notatkę. -Utopimy
bezpiecznika.
Pozbędziemy
się wszy.
Napisałem
tego samego dnia. Tego samego dnia przekazałem
szefowi.
Przeczytał bez słowa. Kazał wyjść z gabinetu. Co dalej
z
informacją się stało, nie wiem. Szczerze mówiąc, nie wiem czy
nadano
jej bieg. Po tygodniu nie interesowałem się tym. Wiedziałem,
że
postąpiłem słusznie. Gdybym tego nie zrobił istniała możliwość,
że
o swoich kłopotach zgłosi wyżej. Wówczas stałbym się
głównym
podpadniętym. WIEDZIAŁ, NIE POWIEDZIAŁ. CHYBA SAM
COŚ
Z TEGO MIAŁ. Takie teksty chodziłyby po korytarzu. Po drugie:
Dlaczego
miałem dziada kryć? Nawet z nim nie rozmawiałem. Raz
tylko
zagadnął mnie na korytarzu. Nawet nie pamiętam w jakiej
sprawie.
Po pierwszym jego słowie przerwałem mówiąc:
— Pomyliłeś
się. Mnie nie przelecisz.
Odwróciłem
się i poszedłem dalej. Nic nie odpowiedział.
Nawet
nie wiem czy wiedział co mam na myśli. Dziwne to wszystko
było.
Do dzisiaj nie wiem czy podjęto w sprawie jakiekolwiek działania.
Po
dwóch-trzech miesiącach przeniesiono go do innej jednostki.
Po
upływie pięciu miesięcy od momentu gdy dowiedziałem
się
o jego sk...syństwie, nie żyła. Nałykała się środków
nasennych.
Nałykała
się tego sporo, skoro jej nie odratowano. Nie wiem czy ten
desperacki
krok podyktowany był jego radosną działalnością operacyjną
czy
też były inne przyczyny. Wiem tylko, że patrzy na nas
z
góry. A on? On, krótko potem awansował.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz