niedziela, 23 lutego 2020

ZNIENAWIDZICIE MNIE PO TEJ HISTORII


Zastanawiałem się długo. Napiszę...Nie napiszę i znów napiszę.
Teraz zdecydowałem. Na weekend jak znalazł.
Telefon. Odbieram.
Dyżurny Komendy mówi: -Korespondencja do ciebie. -OK, zaraz
odbiorę.
On wysoko postawiony gość w dużej firmie. Żonaty. Ona pracownica
jednego z działów tej samej firmy. Mężatka. Żeby nie było
nieporozumień. On żonaty z inną kobietą ona mężatka z innym
facetem. Wyskoczyli razem na małe barabara. Przepracowani byli,
stąd konieczność odskoczni od dnia codziennego. Mieli pecha, bo
trafili do hotelu dobrze obstawionego. Nic co tam się działo, nie
było mi obce. Pomyślałem, że warto z nią porozmawiać. Wysłałem
wezwanie. Przyszła punktualnie. Poprosiłem aby usiadała. Spojrzałem
w oczy. Niby uśmiechnięte, ale widać zdenerwowanie. -Proszę
się wyluzować- mówię — Nie stanie się pani żadna krzywda. Nie
pani pierwsza tutaj i nie ostatnia. Mówię to z uśmiechem na ustach,
lekko przymrużonymi oczami. To potrafię, wiem. — Nie denerwuję
się. Zastanawia mnie tylko co pan może ode mnie chcieć. O czym
chce pan ze mną rozmawiać. Sumienie mam czyste — Nawet przez
myśl mi nie przeszło, że sumienie pani jest zorane. Na pewno jest
czyste jak łza. Chciałem porozmawiać o życiu. Właśnie z panią. Coś
mi mówi, że dużo się od pani dowiem. Zgłupiała, nie wiedziała co
powiedzieć, do czego zmierzam. — Chciałem porozmawiać o dniu
takim i takim, o jego godzinach wieczorowo nocnych.
Spojrzała na mnie zdenerwowana. Już wiedziała o jaką grę chodzi.
Bała się. Po krótkiej rozmowie podpisała zobowiązanie. Rozmawialiśmy
jeszcze godzinę. Przekazała kilka mało ciekawych informacji.
Gdy wiedziałem, że nic więcej z niej nie wycisnę, zacząłem
żartować. Doprowadziłem ją do takiego stanu, że śmiała się nawet
wówczas, gdy była poza komendą. Widziałem jej rozbawienie
patrząc na nią przez okno. Aha, powiedziałem jej, że odezwę się
za miesiąc, dwa. Nie miała nic przeciwko. Nie mogła mieć, była
w sytuacji bez wyjścia. Przynajmniej tak myślała. A ja aż takim chamem
nie byłem, aby w razie jej „niesubordynacji” informować męża
o jej skoku w bok. Nawet przez myśl mi nie przeszło Byłem trochę
delikatniejszym chamem. Nie to co dzisiaj. Po pewnym czasie
zorientowałem się, że tak naprawdę nie jest mi do niczego
potrzebna. Zajmowałem się wówczas inną dziedziną niebieskiego
życia. Nie miałem zamiaru jej prowadzić, przekazywać dalej uzyskanych
od niej informacji, sprawozdań ze spotkań, które wykorzystywaliby
inni. Zapadła decyzja aby przekazać ją do innego działu.
Zanim to uczyniono, w ewidencji wyczaił ją człowiek z SB i po
nią przyszedł. Doszedł do wniosku, że będzie potrzebna i zażyczył
sobie. Były to czasy, że z SB nikt nie dyskutował. W każdej komendzie
byli panami na włościach. Mój szef też to wiedział ale udawał,
że on rządzi. Na jego polecenie a wniosek SB dziewczynę przekazałem
chłopakowi z drugiego piętra. Znałem chłopaka. Przez pewien
okres siedzieliśmy w jednym pokoju. Odbierałem go jako takiego
małego babiarza. Dużo gadał o podbojach sercowych, ale dziewczyny
nigdy nie miał. Przynajmniej ja nie znałem, nie widziałem. Po kilku
miesiącach przeszedł do SB. To właśnie jego poznałem z informatorką.
Widziałem po jej twarzy, że nie była zadowolona z takiego
obrotu sprawy. Myślę, że przerażało ją to wszystko. Ale co ja
mogłem...Przestała dla mnie istnieć.
Minęła jesień, zima, wiosna, lato, jesień....Telefon.
Dzień dobry panu. Chciałam się z panem spotkać, porozmawiać.
-Nie ma problemu, ale może pani bliżej? Nie wiem z kim rozmawiam.
-Zobaczymy się, przypomnę się panu.
Umówiliśmy się tego samego dnia. To była ona. Ciekaw byłem
dlaczego chciała się ze mną widzieć. Nie pytałem o powód. Sama
powiedziała. — ZMUSZA MNIE DO SEKSU — Może pani dokładniej?
PAŃSKI KOLEGA. Straszy mnie, że o mojej hotelowej zdradzie
poinformuje męża.
Zaniemówiłem. Jeżeli to prawda, to koleś jest super … Wszystkiego
mogłem się spodziewać, ale nie takich informacji. Przerosło
mnie to. Co ja, kurna, miałem powiedzieć, zrobić. No co? W końcu
powiedziałem. — Uwolnię panią od niego. Po spotkaniu poszedłem
do szefa. Przekazałem treść rozmowy -Pisz notatkę. -Utopimy bezpiecznika.
Pozbędziemy się wszy.
Napisałem tego samego dnia. Tego samego dnia przekazałem
szefowi. Przeczytał bez słowa. Kazał wyjść z gabinetu. Co dalej
z informacją się stało, nie wiem. Szczerze mówiąc, nie wiem czy
nadano jej bieg. Po tygodniu nie interesowałem się tym. Wiedziałem,
że postąpiłem słusznie. Gdybym tego nie zrobił istniała możliwość,
że o swoich kłopotach zgłosi wyżej. Wówczas stałbym się
głównym podpadniętym. WIEDZIAŁ, NIE POWIEDZIAŁ. CHYBA SAM
COŚ Z TEGO MIAŁ. Takie teksty chodziłyby po korytarzu. Po drugie:
Dlaczego miałem dziada kryć? Nawet z nim nie rozmawiałem. Raz
tylko zagadnął mnie na korytarzu. Nawet nie pamiętam w jakiej
sprawie. Po pierwszym jego słowie przerwałem mówiąc:
Pomyliłeś się. Mnie nie przelecisz.
Odwróciłem się i poszedłem dalej. Nic nie odpowiedział.
Nawet nie wiem czy wiedział co mam na myśli. Dziwne to wszystko
było. Do dzisiaj nie wiem czy podjęto w sprawie jakiekolwiek działania.
Po dwóch-trzech miesiącach przeniesiono go do innej jednostki.
Po upływie pięciu miesięcy od momentu gdy dowiedziałem
się o jego sk...syństwie, nie żyła. Nałykała się środków nasennych.
Nałykała się tego sporo, skoro jej nie odratowano. Nie wiem czy ten
desperacki krok podyktowany był jego radosną działalnością operacyjną
czy też były inne przyczyny. Wiem tylko, że patrzy na nas
z góry. A on? On, krótko potem awansował.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz