Psy lubią wspominać. Historie niewiarygodne,dlatego prawdziwe. #samobójstwa #gwałty #morderstwa #kryminał #horror #żart #thriller
poniedziałek, 19 sierpnia 2019
SKOFEDAL FORTE
Lek,
którego nazwy nie zapomnę. Wezwał mnie szef.
-Kawaler jesteś więc dasz sobie radę. Ponadto temat powinien cię zainteresować.
Nigdy nie sprawdzaliśmy jak wygląda sprawa z przerywaniem ciąży.
Kilku ginekologów ma zgodę na wykonywanie tego typu zabiegów. Reszta kręci lody na lewo.
Musimy ich wyłapać. Zorientuj się w sprawie.
-Kawaler jesteś więc dasz sobie radę. Ponadto temat powinien cię zainteresować.
Nigdy nie sprawdzaliśmy jak wygląda sprawa z przerywaniem ciąży.
Kilku ginekologów ma zgodę na wykonywanie tego typu zabiegów. Reszta kręci lody na lewo.
Musimy ich wyłapać. Zorientuj się w sprawie.
-Jawohl!!!
— Odpowiedziałem.
Dzisiaj
mówi się aborcja, wówczas bardziej po ludzku. Mówili „przerywanie
ciąży,
przecinka…”Wszystko
zależało od wykształcenia zainteresowanej, zainteresowanego.
Ci
z najwyższej półki na pewno mówili „aborcja” jednak takich
było mało. Dobra, koniec ze słownikiem wyrazów obcych, czas
przystąpić do dzieła. Siadłem za biurkiem i myślę...Chyba
wpierdzielił
mnie na minę… Jak ja to sprawdzę??? Do końca dnia
nic
więcej nie robiłem, myślałem wyłącznie o sposobie podejścia do
sprawy.
Po ginekologach łaził nie będę, bo mnie wyśmieją lub zrzucą ze
schodów. Na ulicy mogą pobić. Zainteresowane ...Bez bata nie powiedzą,
w życiu! Która kobieta powie, że… No która?
Z uwagi na fakt, że byłem młody, przystojny, hahaha, więc i koleżanek miałem
Z uwagi na fakt, że byłem młody, przystojny, hahaha, więc i koleżanek miałem
trochę.
Jedna z nich, z zawodu pielęgniarka, pracowała w szpitalu.
Uderzyłem
do niej. Proszę ze łzami w oczach: -POMÓŻ. Pomogła —
Przecież
to proste - mówi - Lekarze to lenie, są pewni swego, pewni bezkarności.
To
wykorzystaj! Przejdź się po aptekach i przeglądnij recepty.
Jeżeli
trafisz na receptę z wypisanym lekiem SKOFEDAL FORTE lub
SKOFEDAL
MITE, to znak, że kobieta na którą wystawiono receptę miała
zabieg przerwania ciąży. Przynajmniej miała zamiar ciążę przerwać.
Leki powinien kupić w aptece lekarz i na niego powinna być
wystawiona recepta, ale jak wcześniej powiedziałam,
lekarze
to lenie — zakończyła.
Dawno nie byłem taki szczęśliwy…
Dawno nie byłem taki szczęśliwy…
Jasne,
że wypiliśmy butelkę dobrego wina. O ile mnie pamięć nie
myli,
a jeszcze nie myli, piliśmy CIOCIOSAN. Nie ma się co śmiać.W
tamtych czasach łatwiej było kupić cytryny niż CIOCIOSAN.
Apteki załatwiłem szybko. Dziwiło mnie, że kierowniczki aptek nie protestowały a powinne. Udostępniały recepty od ręki, stawiały kawę aby było przyjemniej. Jedna z nich pomagała nawet szukać. Po miesiącu miałem około 20 kobiet. Na każdej recepcie imię, nazwisko,
Apteki załatwiłem szybko. Dziwiło mnie, że kierowniczki aptek nie protestowały a powinne. Udostępniały recepty od ręki, stawiały kawę aby było przyjemniej. Jedna z nich pomagała nawet szukać. Po miesiącu miałem około 20 kobiet. Na każdej recepcie imię, nazwisko,
adres
oraz pieczątka lekarza. Sprawdziłem w wydziale zdrowia, który z
ginekologów ma zgodę na dokonywanie aborcji a który zgody takiej
nie ma. Był jeden. Pozostała tylko rozmowa z kobietami,
które
SKOFEDAL kupowały. Rozmawiałem z trzema, potem odmówiłem.
Źle
się z tym czułem. Nie miałem satysfakcji z tych rozmów, wręcz
przeciwnie. Przekonałem szefa, że nie ma sensu dalej się
w to bawić argumentując, że Wydziałowi Finansowemu wystarczą
dwa
przypadki aby faceta ukarać domiarem. Tak też się stało.
Gdy
dowiedział się, że „leży” sam poszedł do skarbówki i
wpłacił domiar.
Potem działał już legalnie. Wracamy do rozmów, właściwie do
jednej, tej trzeciej.
Kobieta 36 lat, urocza, wykształcona, mężatka, bezdzietna. Nie ma sensu opisywać jak temat ją zaskoczył. Zaniemówiła wprost. Spojrzała głęboko w moje oczy a ja… Cóż ja?
Kobieta 36 lat, urocza, wykształcona, mężatka, bezdzietna. Nie ma sensu opisywać jak temat ją zaskoczył. Zaniemówiła wprost. Spojrzała głęboko w moje oczy a ja… Cóż ja?
Czekam
co powie. Czekałem 10 — 15 sekund. Z jej oczu zaczynają
płynąć
łzy...Cały czas patrzy na mnie. Zbaraniałem… Czułem w
kościach, że wp… łem się na całego. — Dobrze, powiem panu.
To
dla mnie sprawa niezwykle trudna, ciężka. Nie potrafię z tym żyć.
Nie powinnam o tym mówić, ale muszę to w końcu z siebie wyrzucić.
Pan będzie pierwszą i jedyną osobą, która o tym się
dowie.
Nie powiedziałem słowa. Czekałem.
Od około 10 lat —zaczęła — staramy się z mężem o dziecko. On nie chce przyjąć do
Od około 10 lat —zaczęła — staramy się z mężem o dziecko. On nie chce przyjąć do
wiadomości,
że dzieci nie będzie miał nigdy. Nawet badania go nie
przekonały.
Uparł się i koniec. Jest zdrowy i żaden lekarz nie będzie
mówił,
że jest inaczej. Mimo, że bardzo męża kocham, postanowiłam wziąć
sprawę w swoje ręce. Uwiodłam młodego chłopaka, kolegę z
pracy. To z nim zaszłam w ciążę. Gdy się o tym dowiedziałam, byłam
niesamowicie szczęśliwa. Zaraz potem ogarnął mnie strach.
Przestraszyłam
się, że prawda ujrzy światło dzienne, mąż dowie się o
wszystkim… Nie chciałam go stracić. Jest dla mnie wszystkim. Wybrałam
męża, nie dziecko, stąd zakup leku SKOFEDAL FORTE.
Małżonek
nie wie o niczym. Nikt nie wie, tylko pan. Dalej „staramy”
się
o dziecko...To jest ponad moje siły — zakończyła.
Po około roku czasu popełniła samobójstwo. Nie wiem co było tego przyczyną, nie
Po około roku czasu popełniła samobójstwo. Nie wiem co było tego przyczyną, nie
zajmowałem
się sprawą, nie pytałem o szczegóły. Chyba się bałem.
Z
przeprowadzonej rozmowy nie sporządziłem żadnej notatki,
protokołu.
Nic
nie musiała podpisywać, nie było jej. Koniec kropka.
środa, 24 lipca 2019
Taniec towarzyski
Wnerwiały
ją tańce w kółeczku, wyginanie się na wszystkie strony,
machanie
łapami i w ogóle. Wolała styl klasyczny, czyli ona, partner,
najlepiej
jak był leworęczny. Wówczas ona, swoją prawą dłonią
trzymała
jego lewą dłoń i prowadziła. Nikt nie podskoczył, każdy tańczył
jak
chciała. Raz, ale tylko raz, dostała od opornego w pysk i zabawa
się
skończyła. Dla niej się skończyła, oporny tańczył dalej.
Oczywiście,
że
sam, do tego w kółeczku, na luzie i jak chciał. Nikt mu nie
narzucał
swojej woli. Czuł się z tym dobrze, był panem i władcą parkietu.
Ona
siedziała sama, troszeczkę zapłakana, ale widać było, że
dochodzi
do siebie, że łapie rytm. Liczyła, że zaliczy jeszcze trójeczkę
z
księciem z bajki, który weźmie ją w ramiona i popłyną razem,
gdzieś
daleko. Długo nie czekała. Nie był to książę, lecz stangret, do
tego
nieźle wstawiony. Stanął przed nią, ukłonił się grzecznie i
zapytał:
— Zatańczysz
ze mną cha che?”( inaczej cza cze) Spojrzała na
niego
z obrzydzeniem — Spierdalaj (inaczej, nie tańczę). Uśmiechnął
się,
przeprosił, że przeszkadza i odszedł krokiem chwiejnym lecz
dystyngowanym.
Odniosła
wrażenie, że nie pierwszy raz dostał kosza,
że
wie jak się w takiej sytuacji zachować. Przestała o nim myśleć
zaraz
potem jak zniknął jej z oczu. Nawet nie wiedziała, czy tańczył
z
dziewczynami czy smutny zapijał piwem. To była jej ostatnia szansa
tego
wieczoru. Do końca dyskoteki siedziała przy stole. Sama, zła
jak
bezpański pies. Dziwne, przecież ładna była.
Życie
toczy się dalej. Smutki znikają, pojawia się nadzieja. Tak
było
i tym razem. Po trzech tygodniach poszła w tan kolejny raz.
Kupiła
oranżadę, siadła przy stole, rozglądała się, sprawdzając
gdzie,
kto, co z kim, po co itd. Nic szczególnego nie zauważyła,
zabawa
jak zabawa. Siedziała czekając na pierwsze, słyszalne, nuty.
Rozpoczęto
Apasjonatą, śpiewaną przez miejscową artystkę. Zauważyła
ruch
na parkiecie. Natychmiast też usłyszała: — Zatańczysz ze
mną
cha che? — Odwróciła głowę. Z jej prawej strony stał,
uśmiechnięty
od
ucha do ucha, pochylony do kolan, absztyfikant pogoniony
na
poprzednim balu. Zaczęła się głośno śmiać. On razem z nią.
Wstała,
wzięła go za rękę i poprowadziła. Był uległy, tańczył jak
chciała.
Co tu dużo mówić, potrafiła prowadzić. Widziała go drugi
raz
w życiu a po godzinie zdawało się jej, że znają się od
dzieciństwa.
Był
miły, szarmancki trzeźwy no i taki trochę przystojny.
Czuła
się wyróżniona. Było jej z nim dobrze. Tańczyli wyłącznie ze
sobą,
beż żadnych tam odbijanych. Wypili po dwie ciepłe oranżady.
Bawili
się. Około 3 nad ranem zapytał grzecznie, czy pozwoli
się
odprowadzić. Przytuliła się do niego. Zaraz potem wyszli. Trzymał
za
rękę. Trzymał mocno aby nie uciekła. Szła jak baranek mimo,
że
pierwszy raz w życiu, nie ona prowadziła. Przechodzili przez
mały
park, gdy zatrzymał się, przycisnął mocno do siebie i powiedział:
— Teraz
zatańczymy cha chę, taką prawdziwą. Zaczęła się
śmiać.
Jeszcze nie rozumiała, że wdepnęła w gówno. Zrozumiała,
gdy
dostała z liścia i przewróciła na ziemię. Nie broniła się.
Sparaliżował
ją
strach. Po kilkunastu taktach wstał, zapiął spodnie, powiedział:
— Do
miłego — i poszedł. Wróciła do domu oszołomiona. Nie
potrafiła
ogarnąć sytuacji. Wykąpała się, położyła do łóżka. Nie
usnęła,
myślała o zdarzeniu. W pewnym momencie zesztywniała.
Zdała
sobie sprawę, że o miłośniku cha chy nic nie wie. Nie zna jego
imienia,
miejsca zamieszkania. Nic, nic, nic. Gwałt zgłosiła w
poniedziałek.
Przyjmowałem
zgłoszenie a potem szukałem kolesia. Była
rzeczowa,
konkretna, naiwna. Przedstawiła wszystkie okoliczności
związane
ze sprawą. Była zdecydowana ścigać sprawcę. Nie miała
w
tym względzie żadnych obiekcji. Jego ustaliłem po czterech
dniach.
Nie było to trudne, mieszkał w miejscowości położonej 25
km
od jej miejsca zamieszkania. Szczerze mówiąc, nie chciało mi się
po
niego jechać. Miałem zbyt mocne materiały, aby dać mu szansę.
Wysłałem
wezwanie z adnotacją do stawienia się w charakterze
podejrzanego.
Nie stawił się. Pojechałem radiowozem. Mimo wczesnej
godziny,
nie było go w domu. Matka powiedziała, że nie ma
od
kilku dni, nie wie gdzie jest. Zaczęła się ostra robota. Nie
spałem
przez
dwa dni. On spał! Po dwóch dniach przyszła, wycofała
wniosek
o ściganie. Nie chciała powiedzieć dlaczego. Nie, bo nie.
Szczerze
mówiąc, nawet nie naciskałem. Widocznie spodobało się
dziewczynie
i tyle. Tak myślałem. Powiedziałem, że ma gość szczęście,
bo
był już na widelcu. Uśmiechnęła się i powiedziała:
— Przykro
mi, że się pan napracował. On był nie do znalezienia, spał u
mnie.
Myślałem,
że się pochlastam. Po przełknięciu śliny powiedziałem do siebie
— Potrafi
prowadzić.
Widuję
czasami. Mają dwoje dzieci. Dzisiaj to dorośli
mężczyźni.
Oni cały czas razem. Myślę, że są szczęśliwi. Przetańczyli
całe
życie. Jeszcze trochę zostało.
Wypadkowo
Zginął
w wypadku samochodowym około godz. 5.35 rano.
Razem
z nim odeszło trzech kumpli. którzy jego Trabantem jechali.
Jechał
zbyt szybko, zawsze tak jeździł, gdy na zakręcie wpadł pod
jadącego
z przeciwnej strony ciężarowego Kamaza. Mokro było, przy
tym
zakręt, szybkość. Kamaz też nieźle pędził. Jego kierowca
odwoził
żonę
na dworzec PKP. Z wypadku pamiętam jeszcze, że dłuższy
czas
szukaliśmy głowy kierującego. Pozostali byli na miejscu,
w
całości. Sąsiadki dwie. Kupiły flaszkę żytniej. Siedziały w
mieszkaniu
jednej
z nich. Popijały, śmiały się, cieszyły życiem. Miały powody
do
radości. Nie martwiły się o pieniądze. To była domena ich
mężczyzn.
Skoro starczało na flaszkę, było ok. Tym razem odrobinę
zabrakło.
Postanowiły dopić piwem. Wyszły do sklepu, który
usytuowany
był po drugiej stronie ulicy. Postanowiły skrócić drogę
i
przejść z dala od pasów. Nie przeszły, nie kupiły piwa. Jedna
zginęła
na
miejscu. Drugiej się udało, widuję ją do dzisiaj. Zdarzenia,
o
których wyżej, miały miejsce w okresie dwóch trzech miesięcy,
tak
pamiętam.
Po roku życie nabrało innych kolorów. Poznali się. Ona
wdowa
po właścicielu Trabanta, on wdowiec po niedopitej żonie.
Pokochali
się, zamieszkali razem. Zaczęło się szybko. Wódka, piwo
lało
się strumieniami. Pili użalając się nad swoim losem. Gdy
zabrakło,
on
bił ją, ona jego, przy czy on nie wrzeszczał, gdy był
torturowany.
Ona
darła się przeraźliwie. Taki styl. Byli ze sobą osiem,
dziewięć
lat. Zachorował na raka. Opiekowała się nim troskliwie.
Gdy
zmarł, świat się załamał. Nie miała nikogo. Siadła przy stole,
rozmyślała.
Potem poszła do sklepu, kupiła butelkę wódki. Wróciła
do
mieszkania. Piła i płakała. Nie wypiła wszystkiego. Chwiejnym
krokiem
poszła na dworzec kolejowy. Wykupiła bilet do najbliższej
miejscowości.
Udała się na peron. Kasjerce wydawała się taka trochę
niepewna.
O swoich spostrzeżeniach powiadomiła SOK-istów.
Poszli
za nią, udając się na peron gdzie miał podjechać pociąg na
który
wykupiła bilet. Nie było jej tam. Była na innym peronie. Właśnie
podjeżdżał
pociąg. Usłyszeli krzyk…
Noc poślubna
Wpadła
jak burza, w sukni ślubnej z welonem. Młoda, piękna,
zapłakana.
Ślubny wypił zbyty dużo, właściwie przesadził. Postanowiła
położyć
go spać i wrócić do gości. Poszedł jak baranek.
Gdy
ścieliła łóżko zamknął drzwi. Postanowił skonsumować
małżeństwo.
Nie
miała ochoty widząc, że jest zbyt pijany. Zaczął bić,
chcąc
siłą wymusić posłuszeństwo. Bił mocno, skoro przybiegła się
poskarżyć.
To, że uciekła zawdzięcza szczęściu. Ślubny nie miał
sił,
położył się i zasnął. Przeżyła to okropnie. Poprosił aby
siadła
na
kozetce, która była w Posterunku. Szlochała i mówiła. Szczerze
mówiąc,
bardziej szlochała. Siadł obok niej, zaczął głaskać włosy,
prosić
aby się uspokoiła. Był dla niej jak ojciec. Przytulił delikatnie
do
siebie. Położył dłoń na jej piersi. Nie reagowała. Wychodząc
powiedziała,
że żałuje. Rozłożył bezradnie ręce. Głupio wyszło, niestety.
Wróciła
na poprawiny. Potem urodziła syna poczętego
w
Posterunku. Ma w sobie krew gliniarza, to widać i czuć. Chowany
jest
przez ojczyma, który nie wie, że nim jest. Kocha dziecko, które
jest
dla niego skarbem. Nieważne kto pocznie, ważne kto wychowa.
Faktyczni
rodzice chłopaka, nie utrzymują ze sobą kontaktów mimo,
że
widują się każdego dnia. Poślubieni nie mają więcej dzieci.
To
znak, że nie bije jej więcej.
niedziela, 12 maja 2019
WNUSIO
Ona
po Akademii Medycznej. On po AGH. Poznali się,
pokochali,pobrali. Rodzice jego zginęli w wypadku
drogowym, gdy był
pokochali,pobrali. Rodzice jego zginęli w wypadku
drogowym, gdy był
na pierwszym roku studiów. W tamtych czasach studia były
prawie darmowe, a że był piekielnie zdolny AGH ukończył.
Ona żyła bezproblemowo.
Miała
za zadanie zostać lekarzem więc została.
Znałem z widzenia jej ojca, zapalonego myśliwego. Z nim
Znałem z widzenia jej ojca, zapalonego myśliwego. Z nim
rozmawiałem jeden
jedyny raz. Dostałem cynk, że kupił dwa
krugerrandy.W tamtych pięknych lub nie, czasach, obrót
złotkiem był zabroniony.
krugerrandy.W tamtych pięknych lub nie, czasach, obrót
złotkiem był zabroniony.
Mogłem
wykazać więcej cierpliwości i czekać aż zaopatrzy
się w większe ilości a potem „uderzyć”, czyli pójść po
wszystkie. Zdecydowałem inaczej. Wezwałem, postraszyłem
konsekwencjami i tyle.
się w większe ilości a potem „uderzyć”, czyli pójść po
wszystkie. Zdecydowałem inaczej. Wezwałem, postraszyłem
konsekwencjami i tyle.
Po
około dwóch, trzech latach od przeprowadzonej z nim
rozmowy wyjechali zwiedzać zachód naszego pięknego
kontynentu. W jaki sposób wyjazd załatwili bo, że załatwili,
nie ulega dla mnie wątpliwości,nie wiem. Po dłuższym
okresie czasu dowiedziałem się,że przysłali kartkę z
pozdrowieniami. Kartka przedstawiała widok
rozmowy wyjechali zwiedzać zachód naszego pięknego
kontynentu. W jaki sposób wyjazd załatwili bo, że załatwili,
nie ulega dla mnie wątpliwości,nie wiem. Po dłuższym
okresie czasu dowiedziałem się,że przysłali kartkę z
pozdrowieniami. Kartka przedstawiała widok
Kapsztadu.
Nie wierzę w przypadek. Wyjeżdżając na
wycieczkę wiedzieli,że jej kres nastąpi w RPA. Tam
potrzebują ludzi z jego i jej wykształceniem. Wiedzieli o tym i
zaryzykowali. Praca trafiła się szybciej niż myśleli. Żyli
dostatnio, szczęśliwie. Był tylko jeden problem.
wycieczkę wiedzieli,że jej kres nastąpi w RPA. Tam
potrzebują ludzi z jego i jej wykształceniem. Wiedzieli o tym i
zaryzykowali. Praca trafiła się szybciej niż myśleli. Żyli
dostatnio, szczęśliwie. Był tylko jeden problem.
DZIECKO.
Pragnęli bardzo. W jednym z listów przyszła
babcia zapytała nawet, co w sprawie piszczy. Nie było
reakcji, nie było więcej pytań. W życiu bywa tak, że
kto czeka, ten się doczeka. W końcu nadszedł list z
informacją, że zostali dziadkami. List pisał zięć. Nigdy
babcia zapytała nawet, co w sprawie piszczy. Nie było
reakcji, nie było więcej pytań. W życiu bywa tak, że
kto czeka, ten się doczeka. W końcu nadszedł list z
informacją, że zostali dziadkami. List pisał zięć. Nigdy
tego
nie czynił, zawsze pisała ona. Poinformował, że za dwa
miesiące będą w kraju. Prosił aby w tej sprawie nie
kontaktować się więcej, że zobaczą się w kraju. Czekali
cierpliwie. W końcu....Dzwonek do drzwi. Babcia wyskakuje
jak oparzona. Jest zięć, nie ma córki, wnusia.
miesiące będą w kraju. Prosił aby w tej sprawie nie
kontaktować się więcej, że zobaczą się w kraju. Czekali
cierpliwie. W końcu....Dzwonek do drzwi. Babcia wyskakuje
jak oparzona. Jest zięć, nie ma córki, wnusia.
—Gdzie wnusiu, gdzie córka - pytają.
— Nie mogła przyjechać, wnusio bardzo chory, nie mógł
zostać sam, bez opoieki - odpowiada - Ale mam jego
zdjęcia. Na dzisiaj muszą wystarczyć.
zostać sam, bez opoieki - odpowiada - Ale mam jego
zdjęcia. Na dzisiaj muszą wystarczyć.
Położył
fotki na stole. Babcia chwyciła kilka, dziadek też .
Zapadła przerażająca cisza. Babcia zaczęła płakać, wstała,
poszła do kuchni. Nie potrafiła ukryć łez. Dziadek zareagował
inaczej.
Zapadła przerażająca cisza. Babcia zaczęła płakać, wstała,
poszła do kuchni. Nie potrafiła ukryć łez. Dziadek zareagował
inaczej.
Zapytał tylko :
— Co to kurwa ma znaczyć, co to jest ?
Opowiedział.
Mówił jak bardzo pragnęli dziecka.
Opowiadał o leczeniu.
Mówił jak bardzo pragnęli dziecka.
Opowiadał o leczeniu.
Opowiedział
jak poinformowała go, że jest w ciąży.
Opowiadał o radości z tym związanej.
Opowiadał o radości z tym związanej.
Byli
najszczęśliwszymi ludźmi na ziemi. Urodziła bez
problemu. Gdy
problemu. Gdy
poszedł
zobaczyć dziecko, przeżył szok. Wiedział, że ma
syna. Nie wiedział, że o bardzo ciemnym kolorze skóry.
Żonę z chłopcem przywiózł do domu z tym, że tylko
przywiózł. Nie szukał wyjaśnień. Przestało go to kompletnie
interesować. Żyli obok siebie przez kilka miesięcy. W końcu
zdecydował się wrócić do kraju. Nie mówiąc nic
syna. Nie wiedział, że o bardzo ciemnym kolorze skóry.
Żonę z chłopcem przywiózł do domu z tym, że tylko
przywiózł. Nie szukał wyjaśnień. Przestało go to kompletnie
interesować. Żyli obok siebie przez kilka miesięcy. W końcu
zdecydował się wrócić do kraju. Nie mówiąc nic
żonie,
do teściów wysłał list. Nie informował jej, że wraca.
Po prostu kupił bilet, wsiadł do samolotu i przyleciał.
Pytań, nie było.
Następnego dnia poszedł „w miasto” Upił się do
nieprzytomności. Obudził w izbie wytrzeźwień. Gdy wrócił do
domu, teściów nie było. Poszedł do piwnicy. Wziął w dłonie
sztucer, załadował, oparł kolbę o podłogę, pochylił się,
otworzył usta. Nacisnął spust…
Po prostu kupił bilet, wsiadł do samolotu i przyleciał.
Pytań, nie było.
Następnego dnia poszedł „w miasto” Upił się do
nieprzytomności. Obudził w izbie wytrzeźwień. Gdy wrócił do
domu, teściów nie było. Poszedł do piwnicy. Wziął w dłonie
sztucer, załadował, oparł kolbę o podłogę, pochylił się,
otworzył usta. Nacisnął spust…
Po
trzech dniach od jego samobójczej śmierci nadszedł z
Kapsztadu list. Córka powiadomiła, że złożyła pozew o
rozwód.
Kapsztadu list. Córka powiadomiła, że złożyła pozew o
rozwód.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)