niedziela, 23 lutego 2020

OSTATNIE ROZDANIE


Wrócił po czterech latach. Rozsądny był więc wszystko co zarobił
zainwestował w dwupoziomową pizzerię MILANO. Lokal nie był
jescze otwarty a on już prowadził program kulinarny w lokalnej
telewizji. Miał chłopak talent. Opowiadał o swojej pracy. Opowiadał
jak robi się pizzę. Mówił o wszystkim co z pizzą i tylko z pizzą związane.
Aż trudno uwierzyć, że na ten temat można tyle mówić. On
potrafił. Gdy porównywało się jego programy z programami artystek
uczących gotować rosół w państwowej czy innej tivi, ręce opadały.
On prowadził program jak zawodowiec. A artystki jak artystki,
grały swoje rosołowe role promują siebie w jakości full HD. Nam,
klasie średniej, nie pozostawało nic innego jak tylko smakować te
kurewskie zupki. Zadbał o reklamę lokalu. Milano otworzyło swoje
podwoje z wielkim szumem. Miejscowa prasa, telewizja i tłum
zgłodniałych zaszczycił uroczystość otwarcia Byłem tam po kilku
dniach. Co tutaj gadać, byłem zachwycony. To był powód, że co
jakiś czas wpadałem tam tracić pieniądze. Swoją osobą zaszczycałem
w życiu wiele knajp, ale u niego czułem się jak gość. Do każdego
klienta podchodził, zagajał rozmową, proponował to czy tamto.
Każdemu sugerował, że jest najważniejszy. Milano, o każdej porze
dnia i nocy, pełne było klientów. Ja się nie dziwię, każdy lubi być
kimś. W Milano był. Ja też
Był ruch w interesie, były pieniążki. Potem dziewczynki. Coraz
młodsze i młodsze, ale granicy bezpieczeństwa nie przekraczał. Gdy
się znudziły, przerzucił się na pokerka. Grywał delikatnie, za 50, 100
czy 500 zł. Wygrywał, przegrywał jak w sporcie. Bo on pokerka traktował
jak sport. Zanim się zorientował, że wpadł w szpony hazardu
było troszeczkę za późno. Żona tłumaczyła jak krowie na torach
aby przestał. Bez rezultatu. Grywał coraz częściej, za coraz większe
stawki. Grywał z karciarzami miejscowymi, przyjezdnymi. Kiedyś nie
pił alkoholu, nie palił fajek. Zmienił się, bo karta lubi dym i procenty.
Na swoje ostatnie rozdanie umówił się w piątek. Grał z trzema
przyjezdnymi. Znał ich trochę, grywali przecież razem nie raz, nie
dwa, z różnym dla każdego skutkiem. Tym razem gra była ostra. Miał
farta, więcej wygrywał. Myślę, że zgubiła go pewność siebie. „Co się
może stać — myślał- Kasa jest, wygrywam. Mogą mi skoczyć”.
Szedł na całość. Niestety, zapomniał, że grał z zawodowcami,
którzy szykowali się na niego od dłuższego czasu. Oni wiedzieli,
że ma pieniądze. Postanowili zabawę zakończyć i puścić chłopaka
w skarpetkach. Postanowili to zrobić podczas tego spotkania. Grali
trzech na jednego. On, baran, myślał, że to zabawa, że gra z uczciwymi
pokerzystami. Dawali wygrywać, czasami nie dawali. Różne
były rozdania. Więcej wygrywał. Gdy doszli do wniosku, że jest
ugotowany, przystąpili do ostatecznej rozgrywki. Rozdanie dla niego
było idealne. Po dobraniu dwóch kart miał pełnego fula. Przy
takim układzie nawet Wielki Szu idzie na całość a co dopiero właściciel
MILANO. Starł się z jednym, który nie odpuszczał. To było
szaleństwo jakich nie ogląda się w kinach. Nie miał już pieniędzy
a postanowił przeciwnika sprawdzić. -„Spierdalaj, nie masz kasy, nie
sprawdzasz. Co ty, w przedszkolu jesteś? Wymyśl coś bo pieniędzy
nie odzyskasz! Zastanawiał się dłuższą chwilę. Przecież nie
chciał stracić majątku, zaczynać wszystkiego od zera. Postanowił
odzyskać kasę leżącą na stole. -DOBRA, OK, SPRAWDZAM. MILANO
NA STÓŁ — SPRAWDZAM” Położył na stół fulla. Uśmiechał się przy
tym. Był pewny wygranej. Ten z przeciwnej strony stołu spojrzał
głęboko w jego oczy. Uśmiechnął się kpiąco, rzucił niedbale karty…
POKER. Umowę sprzedaży lokalu sporządzili nad ranem. Świadkowie
podpisali. MILANO zmieniło właściciela. Po odbiór kluczy umówili
się przed lokalem w poniedziałek o godz.10. Przyszli punktualnie.
Musieli na niego czekać. Po 30 min przedzwonili do domu. Żona
powiedziała, że poszedł do pracy. Czekali jeszcze 30 kilka minut
a jego ani widu ani słychu. Znów dzwonią. Żona mówi, że zaraz
przyjdzie. Proszą aby wzięła klucze do lokalu. Nawet nie zastanowiła
się dlaczego, ale wzięła. Otworzyli drzwi… Wisiał nad ladą baru
w piwnicznej części lokalu. Po miesiącu nie było MILANO. Był nowy
lokal o nazwie PIZZERNIA SPOTKANIE. Dzisiaj nie ma nic. Nie ma
Milano, nie ma SPOTKANIA, nie ma nic. Pizze robię w domu, sam,
wg przepisu ostatniego właściciela MILANO. Podał mi ten przepis
podczas jednej z rozmów gdy byłem najważniejszym gościem
w jego lokalu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz