Nie
wiem dlaczego, ale u niego to widziałem. Błysk w oku. Nie
zawsze,
lecz w sytuacjach nietypowych np. przed jakąś grandą, kłótnią,
dyskusją
nie po jego myśli. Mieliśmy wówczas po 18—19 lat.
Chodziliśmy
do jednej szkoły, mieliśmy tych samych belfrów. Razem
rozrabialiśmy,
fajki palili, wino patykiem pisane pili i w ogóle.
Bywało,
że startowaliśmy do tej samej dziewczyny. Szczerze mówiąc
ustępowałem,
bo on zaraz bił. Mnie nie bił, ale innych tak. To nic, że
dziewczyna
wybrała innego. Bił klienta za to, że wszedł mu w drogę.
Potrafił
uderzyć. Siedzimy w Domu Kultury. Jeden silny, znany miejscowy
rozrabiaka,
gra na akordeonie. Obok wolne pianino. Mówię:
-Zagraj
coś, bo ten p...li na tej harmonii jakby wstydu nie miał. Siada
do
pianina, zaczyna grać. O ile mnie pamięć nie myli, grał Karawanę
Elingtona.
Siłaczowi od harmonii zaczynają paluszki skakać nie tam
gdzie
by chciał. Inaczej mówiąc, myli się. –Przestań grać — mówi.
— Przestań
ty- odpowiada kolega. Dalej grają razem z tym, że
każdy
co innego. Koleś mój, gra coraz głośniej. Po prostu koncert.
Tamten
wk… wiony do białości. Ostrzega kolejny raz. Kolega
z
uśmiechem na ustach i charakterystycznym błyskiem w oczach
proponuje
aby zostawił pudło, na którym gra i posłuchał dobrej
muzyki.
Siłacz posłuchał. Odstawił harmonię- akordeon (jest jakaś
różnica?),
skoczył błyskawicznie do kumpla. Zaczął go dusić. Kolega
nadludzkim
wysiłkiem wstał, chwycił dłonią gardło napastnika.
Odwzajemnił
uścisk z potrójną siłą. Usłyszałem charczenie. (przypominam
zainteresowanym,
że opisywana akcja miała miejsce
w
Domu Kultury). Krzyknąłem: -Zostaw bo go udusisz! Poluzował
uścisk.
Harmonijny grajek, którego wiele lat, wiele osób się bało,
siadł
zdziwiony na krześle. Nie mógł zrozumieć, że przegrał. Kolega
siadł
do pianina i, jakby nic się nie stało, zaczął kontynuować
koncert.
Harmonii,
tego wieczoru, nikt nie ruszał.
Wracając
do dziewczyn.
Jednej
nie odpuściłem. Przyjezdna była. Wystartowałem
pierwszy
i wygrałem. Kolega próbował, ale po czarnej polewce
dał
spokój. Jej i mnie. Swoje zainteresowania skierował w stronę
bliskiej,
lecz znacznie starszej kuzynki, którą obracał całe wakacje.
Mówił,
że długo nad tym pracował, ale opłaciło się. Nigdy nie
odpuszczał.
Jeden z naszych belfrów, wspaniały facet, poinformował
klasę,
że na praktykę przyjedzie jego żona, studentka Uniwersytetu…
Prosił
o życzliwość, wyrozumiałość Pamiętam zajęcia, które
z
nami miała. Pełny luz, żadnego stresu. Taki sam typ jak jej mąż.
Wykładali
różne przedmioty. Sielanka trwała dwa tygodnie.
Lekcja
z nim, pierwsza tego dnia. Spojrzał po klasie i zorientował
się,
że nie ma tego z błyskiem. Kazał siedzieć cicho. Powiedział,
że
zaraz przyjdzie. Nie przyszedł. Pobiegł prosto do jego mieszkania.
Było
niedaleko. Zapukał mocno. Nikt nie otwierał. Nacisnął klamkę…
otwarte.
Wszedł do pokoju. Przywitał rozebraną żonę, przeprosił,
że
przeszkodził, wyszedł. Dzień minął jak wszystkie poprzednie.
Wesoło
zaczęło się następnego ranka. Szum na całą szkołę. Kolesia
z
błyskiem skreślają z listy uczniów. Praktykantce przerywają
praktykę.
Mówią, że ma się wynosić tam skąd przyjechała. Po tygodniu
zmiana
sytuacji. Ona dalej prowadzi zajęcia a ten z błyskiem
w
oczach dalej pobiera nauki. Nie ma sprawy, nic się nie stało. Tylko
niektórzy
wiedzą co było grane. A gra szła o najwyższą stawkę.
Jej
groziło wywalenie ze studiów. Była na ostatnim roku. Koledze
skreślenie
z listy uczniów. Był w klasie maturalnej. Przestraszył się
i
wziął sprawę w swoje ręce.
Czwartek,
około 23. Pukanie do drzwi. Zdziwiony porą odwiedzin,
ale
otwiera. Zobaczył tego z błyskiem w towarzystwie kumpla,
znanego
miejscowego rozrabiakę. Chciał zamknąć drzwi, ale ten
z
błyskiem nogą to uniemożliwił. Powiedział przy tym: -Co ty,
boisz
się?
Spokojnie. Wypijemy, porozmawiamy, ustalimy co trzeba.
Weszli
do pokoju, wyciągnął butelkę wódki i poprosił o kieliszki. Po
rozlaniu
padła propozycja: -Wszystko wycofasz. Powiesz, że nie było
sprawy.
Jeżeli tego nie zrobisz, nic nie wygrasz. Twoją żonę wywalą
ze
studiów. Ja maturę będę musiał zdawać w innej szkole, stracę
przy
tym rok czasu. Nie mogę na to pozwolić. Chcę iść na studia
a
potem żyć jak gość. Jeżeli tego nie zrobisz… Zdajesz sobie
sprawę,
że
będziemy mieszkać w tym samym mieście. Ja dam sobie radę,
tobie
będzie ciężko.
Sprawę
wycofano. Dokończyła praktykę. W dniu gdy wyjeżdżała,
tego
z błyskiem nie było w szkole. Oczywiście, że to zauważył.
Poszedł
na dworzec PKP. Tam w ramionach nieobecnego w szkole
ucznia,
zobaczył swoja żonę- praktykantkę. Żegnali się czule. Zrobiło
mu
się gorąco. Został przez nią zauważony. Pomachał na pożegnanie.
Do
szkoły nie wrócił. Poszedł prosto do domu. Tam został
znaleziony.
O szczegółach tej sprawy dowiedziałem się po latach.
Oczywiście,
że nie wszystko przedstawiłem. Opowiadał przy wódce,
koleś
z błyskiem. Najbardziej śmieszyła go sytuacja na dworcu. Całą
sprawę
traktował jak młodzieńczą przygodę. Przygodę życia. -Co
miałem
robić-mówił- Trafiła się dupa a ja nie z tych co odmawiają.
Gdy
opowiadał, patrzyłem w jego roześmiane oczy. Widziałem
błysk.
Tak jak planował, skończył prawo. Ożenił się, ma dwójkę
dzieci.
Jedno
przygodne, drugie z żoną. Dzisiaj jest tzw. prywatną inicjatywą.
Nie
narzeka. Praktykantkę spotkałem kilka lat temu. Szła
z
mężem. Znam chłopaka. Jest trzy lata ode mnie młodszy. Od niej
młodszy
znacznie. Mówiła, że są szczęśliwi. Do dzisiaj zastanawiam
się
dlaczego mi to powiedziała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz