niedziela, 23 lutego 2020

IDZIEMY NA PIWO


Nudy jak w psiej budzie. Padła propozycja zorganizowania wolnego
i małego piwa. To nic, że do obiadu jeszcze godzina, że KONSUMY
zamknięte. Piwo jest dobre zawsze. DOBRE PIWO. W czasach
gdy towar był na kartki, dawaliśmy sobie radę. Bali się nas więc
nikt nie śmiał przed nami nic chować. Jeżeli schował, to był pewny,
że znajdziemy. Wyglądało to tak: „Cztery ŻYWCE proszę” Odpowiedź:
Nie ma”. Teraz my: „Nie ma??? Sprawdzimy”. Gdy mieliśmy chandrę,
szliśmy do piwnic, magazynu i nie było drobnych, skrzynka się znalazła.
Zawsze. Przy dobrym humorze odpuszczaliśmy. Nikt ze sprzedających
nie ryzykował, bo to kosztowało. Jeden przypadek pamiętam
jak dziś. Włamanie do dużego sklepu. Podczas oględzin zauważamy
skrzynki ze spirytusem. W sumie 752 butelki 0,5l. Ilość ta
została ujęta w protokóle oględzin. Po miesiącu — dwóch, kolega
mówi: „Dawaj, skoczymy do sklepu. Zobaczymy czy sprzeda nam spirytus”.
Nie było daleko, więc poszliśmy. Do wózka zapakowaliśmy
suchy chleb i jazda do kasy. Wybraliśmy młodą, ładną, kasjerkę.
Pomyśleliśmy, że jak młoda, to nie kłamie. Kładę chleb na ladę
i proszę o 0,5litra spirytusu. Zdziwiona odpowiada, że spritu nie ma.
Panowie lubią żartować”- mówi. Odpowiadam, że nie żartujemy, że
nas suszy. Proszę o litość. Proponuję nawet, że rozpijemy w trójkę.
Nie dała się przekonać. Nie ma spirytusu i koniec. Wyciągamy
legitymacje i prosimy kierowniczkę sklepu. Dziewczę dostało glinianych
nóg, poszerzyły się jej źrenice… W magazynie ujawniamy 752
butelki spirytusu 90-kilku procentowego. Czyli nic się nie zmieniło.
Przez ponad miesiąc czasu nie sprzedano butelki. Pytam kasjerkę
dla kogo to wszystko trzyma, dlaczego odmawia sprzedaży. Odpowiada,
że żeni się na dniach. Rozbawiła, mnie do łez. Kolegę zresztą
też. Na panią kierowniczkę i kasjerkę sporządziliśmy wniosek do
kolegium. Nie wiem ile zapłaciły. Nie wiem też czy kasjerka z powodu
nieplanowanych wydatków, nie była zmuszona przełożyć terminu
wesela. Widujemy się czasami. Jest zawsze trzeźwa i zawsze
z tym samym facetem. W czasach gdy na półkach były flaszki octu
i ceny towarów, których nie było, miałem się dobrze. Nigdy, żadnych
witamin mi nie brakowało. Ale to opowieść na inne czasy. Teraz
idziemy na małe piwo. Idziemy do najlepszej knajpy w mieście,
otworzonej kilka miesięcy wstecz. Knajpa full wypas, jak mówią
handlarze autkami. Personel młody, uśmiechnięty, dbający o klientów.
O takich jak my szczególnie. Nie zdążyliśmy usiąść a już przy
nas stoi młody, uśmiechnięty kelner z pytaniem co podać. Prosimy
o trzy żywce, tylu nas było. Jest. Siadamy rozluźnieni. Sporty w zęby
i rozmawiamy plując tytoniem. Za trzy minuty wjeżdżają na salę
trzy bukle wypełnione piwem. To dla nas. „Tak kiedyś żyła szlachta”
mówię. Płacimy od ręki. Delektujemy się piwem, żartujemy. Po
30 minutach wychodzimy. Nie zdążyłem włożyć rąk do kieszeni gdy
kumpel mówi: „Zaraz, zaraz… Orżnął nas jak baranów. Patrz… Zapłaciliśmy
za trzy piwa a on sprzedał połowę napoju z każdej butelki.
Przyniósł trzy bukle piwa o pojemności połowę mniejszej od zawartości
każdej butelki. Butelek na stół nie dał. To co zostało, opchnie
kolejnej szlachcie. Wracamy do k...syna” — mówi. Pytamy o resztę
piwa. Mówi, że już nie ma, że poszło od ręki. Żeby nie był stratny,
dostał 200 zł mandatu. Powiedział przy tym, że tak drogiego
piwa nie sprzedawał nigdy. Powiedział też, że bardzo często stosuje
ten numer. Zawsze skutecznie. W stosunku do nas trochę się bał,
ale zaryzykował. Dzięki kolesiowi przegrał. Nie chcę się chwalić, ale
ja nie zauważyłbym szwindlu.
Nikomu nie mówiłem co zakiełkowało w mojej głowie a zakiełkowało.
Następnego dnia poszedłem do tej samej knajpy. Zanim
poszedłem, sprawdziłem kiedy „znajomy” kelner pracuje. Siadłem
w jego rewirze. Przyszedł trochę później niż poprzedniego dnia, ale
przyszedł. Na twarzy ten sam charakterystyczny uśmieszek. Poprosiłem
o piwo. Zaznaczyłem, że tanie. Uśmiechnął się krzywo. Ja też
z tym, że normalnie, miło. Towar przyniósł w zamkniętej butelce.
W momencie gdy chciał otworzyć powiedziałem aby tego nie robił,
że nie na piwo przyszedłem. Powiedziałem, że chciałem się z nim
spotkać i porozmawiać. Zgodził się. Za piwo zapłaciłem mówiąc, że
może z nim zrobić co chce. Zdziwił się, ale mnie to nie interesowało.
Odwróciłem się i poszedłem. Na spotkaniu powiedziałem, że interesują
mnie cinkciarze przesiadujący w knajpie i obrót walutą tam
się odbywający. Zapytałem czy jest w stanie pomóc. Odpowiedział,
że nie ma sprawy Jest jednak problem, bo stara się o pracę taksówkarza.
Wiedziałem, że taksiarze handlują „pieniędzmi” więc było
mi to na rękę. „W knajpie ustrzelę kogoś innego” — pomyślałem.
Dobiliśmy targu. Na zakończenie pierwszego spotkania zapytałem:
Naplułeś nam do piwa?” „Co pan, żartuje?” — odpowiedział. Myślę,
że nie był szczery. Widywaliśmy się raz, dwa razy w miesiącu. Był
aktywny i wydajny. Brał kasę bez skrupułów. Uśmiechał się przy tym
jakoś tak dziwnie. Minęło kilkanaście miesięcy od tych wydarzeń.
Niedziela, pamiętam dokładnie. Musiałem iść do firmy. Nie wiem
teraz po co, ale musiałem. Na korytarzu ludzie z wojewódzkiej. Młodzi,
mało doświadczenie funkcjonariusze z jednej z nowo otwartych,
czterdziestu kilku, Komend Wojewódzkich MO. Każdy z osobna
głodny sukcesu. Latają po korytarzu jak małpa po klatce. Dyżurny
Komendy mówi co się stało. Około 8.00 zgłosił się taki i taki
z informacją, że ukradli jego taksówkę. Prosi o pomoc. Dyżurny referent
sporządził odpowiednie dokumenty i nadał sprawie bieg. Zgadza
się, zgłaszającym był „mój kelner”. W południe informacja telefoniczna
przekazana przez jednego z nadleśniczych, że na polanie
jego terenu znajduje się spalony samochód. Chłopaki pojechali na
miejsce. To był pojazd kelnera. Już nie pojazd, ale wrak pojazdu.
Wszystkie drzwi zamknięte, brak kluczyka w stacyjce. Siedzenie od
strony kierowcy rozłożone a na nim spalone zwłoki kobiety. Robi się
gorąco. Powiadomiona zostaje wojewódzka. Przyjeżdżają z ustaloną
w czasie jazdy wersją: " Sprawcą rzekomej kradzieży i spalenia
pojazdu z osobą wewnątrz jest kelner”. Innej ewentualności nie brali
pod uwagę. Przywożą kelnera do komendy. Są tak pewni sukcesu,
że nie przeprowadzają przeszukania jego mieszkania. Po co? Chociażby
po to aby znaleźć kluczyki samochodu. Uznali, że perswazją,
krzykiem, zastraszeniem, sprawę załatwią. Do Komendy przyszedłem
w momencie paniki na korytarzu. Zastanawiali się jak zmusić
kelnera do przyznania się. Byli coraz bardziej przerażeni tym,
że sukces wymyka się z rąk. Kelner powiedział, że samochód został
skradziony a on nie ma z tym nic wspólnego. Odmówił składania
dalszych zeznań. Pamiętam jak jeden z młodzików powiedział, że
spróbuje jeszcze raz. Wszedł do pokoju w którym przebywał zatrzymany.
Wyszedł wcześniej niż wszedł. Wyszedł mówiąc, że został
opluty. Stałem z boku, słuchałem i obserwowałem. Krew mnie zalewała.
Przecież ci z wojewódzkiej musieli chłopaka sprawdzić. Wiedzieli,
że mam kelnera na kontakcie, że znam chłopaka, jego słabe
i mocne strony, sposób życia, postępowania itd. Przecież mogli
powiedzieć: „Znasz go, pogadaj ty, może tobie pęknie” Nie było
takiej propozycji. Byli głodni sukcesu, nie chcieli się z nikim dzielić.
Nie wiem czy dałbym sobie z kelnerem radę. Być może nie,
ale jednego jestem pewien. Na mnie by nie pluł. Załatwiłem swoje
sprawy i poszedłem do domu. Z tą sprawą miałem jeszcze raz do
czynienia. Byłem na sekcji zwłok spalonej kobiety. To była pierwsza
i ostatnia sekcja w jakiej uczestniczyłem. Nikt nie był w stanie zmusić
mnie do ponownego udziału w tego typu czynnościach. Kobieta
została uduszona a następnie spalona wraz z samochodem. Nie
ustalono czy byłą zgwałcona. Kelner nie przyznał się do morderstwa,
milczał do końca. Żona kelnera odmówiła zeznań. Po roku czasu
został zwolniony z aresztu. Brak dowodów winy. Zaraz potem
wyjechał gdzieś w Polskę. Z żoną się rozszedł. Po pewnym czasie
była małżonka kelnera załatwiała coś w Komendzie. Zauważył
ją mój szef. Poprosił do siebie, postawił kawę. W luźnej rozmowie
powiedziała, że tamtej nocy męża nie było w domu. Zaznaczyła przy
tym, że nigdy nikomu tego nie potwierdzi. Kelnera spotkałem po
kilku latach. Przyjechał zobaczyć swoje miasto. Nic się nie zmienił.
Ukłonił mi się. Nie odpowiedziałem. Wkurwił mnie ten jego uśmieszek.
Sprawców nie ustalono.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz