Nudy
jak w psiej budzie. Padła propozycja zorganizowania wolnego
i
małego piwa. To nic, że do obiadu jeszcze godzina, że KONSUMY
zamknięte.
Piwo jest dobre zawsze. DOBRE PIWO. W czasach
gdy
towar był na kartki, dawaliśmy sobie radę. Bali się nas więc
nikt
nie śmiał przed nami nic chować. Jeżeli schował, to był pewny,
że
znajdziemy. Wyglądało to tak: „Cztery ŻYWCE proszę”
Odpowiedź:
„Nie
ma”. Teraz my: „Nie ma??? Sprawdzimy”. Gdy mieliśmy chandrę,
szliśmy
do piwnic, magazynu i nie było drobnych, skrzynka się znalazła.
Zawsze.
Przy dobrym humorze odpuszczaliśmy. Nikt ze sprzedających
nie
ryzykował, bo to kosztowało. Jeden przypadek pamiętam
jak
dziś. Włamanie do dużego sklepu. Podczas oględzin zauważamy
skrzynki
ze spirytusem. W sumie 752 butelki 0,5l. Ilość ta
została
ujęta w protokóle oględzin. Po miesiącu — dwóch, kolega
mówi:
„Dawaj, skoczymy do sklepu. Zobaczymy czy sprzeda nam spirytus”.
Nie
było daleko, więc poszliśmy. Do wózka zapakowaliśmy
suchy
chleb i jazda do kasy. Wybraliśmy młodą, ładną, kasjerkę.
Pomyśleliśmy,
że jak młoda, to nie kłamie. Kładę chleb na ladę
i
proszę o 0,5litra spirytusu. Zdziwiona odpowiada, że spritu nie ma.
„Panowie
lubią żartować”- mówi. Odpowiadam, że nie żartujemy, że
nas
suszy. Proszę o litość. Proponuję nawet, że rozpijemy w trójkę.
Nie
dała się przekonać. Nie ma spirytusu i koniec. Wyciągamy
legitymacje
i prosimy kierowniczkę sklepu. Dziewczę dostało glinianych
nóg,
poszerzyły się jej źrenice… W magazynie ujawniamy 752
butelki
spirytusu 90-kilku procentowego. Czyli nic się nie zmieniło.
Przez
ponad miesiąc czasu nie sprzedano butelki. Pytam kasjerkę
dla
kogo to wszystko trzyma, dlaczego odmawia sprzedaży. Odpowiada,
że
żeni się na dniach. Rozbawiła, mnie do łez. Kolegę zresztą
też.
Na panią kierowniczkę i kasjerkę sporządziliśmy wniosek do
kolegium.
Nie wiem ile zapłaciły. Nie wiem też czy kasjerka z powodu
nieplanowanych
wydatków, nie była zmuszona przełożyć terminu
wesela.
Widujemy się czasami. Jest zawsze trzeźwa i zawsze
z
tym samym facetem. W czasach gdy na półkach były flaszki octu
i
ceny towarów, których nie było, miałem się dobrze. Nigdy,
żadnych
witamin
mi nie brakowało. Ale to opowieść na inne czasy. Teraz
idziemy
na małe piwo. Idziemy do najlepszej knajpy w mieście,
otworzonej
kilka miesięcy wstecz. Knajpa full wypas, jak mówią
handlarze
autkami. Personel młody, uśmiechnięty, dbający o klientów.
O
takich jak my szczególnie. Nie zdążyliśmy usiąść a już przy
nas
stoi młody, uśmiechnięty kelner z pytaniem co podać. Prosimy
o
trzy żywce, tylu nas było. Jest. Siadamy rozluźnieni. Sporty w
zęby
i
rozmawiamy plując tytoniem. Za trzy minuty wjeżdżają na salę
trzy
bukle wypełnione piwem. To dla nas. „Tak kiedyś żyła szlachta”
— mówię.
Płacimy od ręki. Delektujemy się piwem, żartujemy. Po
30
minutach wychodzimy. Nie zdążyłem włożyć rąk do kieszeni gdy
kumpel
mówi: „Zaraz, zaraz… Orżnął nas jak baranów. Patrz…
Zapłaciliśmy
za
trzy piwa a on sprzedał połowę napoju z każdej butelki.
Przyniósł
trzy bukle piwa o pojemności połowę mniejszej od zawartości
każdej
butelki. Butelek na stół nie dał. To co zostało, opchnie
kolejnej
szlachcie. Wracamy do k...syna” — mówi. Pytamy o resztę
piwa.
Mówi, że już nie ma, że poszło od ręki. Żeby nie był stratny,
dostał
200 zł mandatu. Powiedział przy tym, że tak drogiego
piwa
nie sprzedawał nigdy. Powiedział też, że bardzo często stosuje
ten
numer. Zawsze skutecznie. W stosunku do nas trochę się bał,
ale
zaryzykował. Dzięki kolesiowi przegrał. Nie chcę się chwalić,
ale
ja
nie zauważyłbym szwindlu.
Nikomu
nie mówiłem co zakiełkowało w mojej głowie a zakiełkowało.
Następnego
dnia poszedłem do tej samej knajpy. Zanim
poszedłem,
sprawdziłem kiedy „znajomy” kelner pracuje. Siadłem
w
jego rewirze. Przyszedł trochę później niż poprzedniego dnia,
ale
przyszedł.
Na twarzy ten sam charakterystyczny uśmieszek. Poprosiłem
o
piwo. Zaznaczyłem, że tanie. Uśmiechnął się krzywo. Ja też
z
tym, że normalnie, miło. Towar przyniósł w zamkniętej butelce.
W
momencie gdy chciał otworzyć powiedziałem aby tego nie robił,
że
nie na piwo przyszedłem. Powiedziałem, że chciałem się z nim
spotkać
i porozmawiać. Zgodził się. Za piwo zapłaciłem mówiąc, że
może
z nim zrobić co chce. Zdziwił się, ale mnie to nie interesowało.
Odwróciłem
się i poszedłem. Na spotkaniu powiedziałem, że interesują
mnie
cinkciarze przesiadujący w knajpie i obrót walutą tam
się
odbywający. Zapytałem czy jest w stanie pomóc. Odpowiedział,
że
nie ma sprawy Jest jednak problem, bo stara się o pracę
taksówkarza.
Wiedziałem,
że taksiarze handlują „pieniędzmi” więc było
mi
to na rękę. „W knajpie ustrzelę kogoś innego” — pomyślałem.
Dobiliśmy
targu. Na zakończenie pierwszego spotkania zapytałem:
„Naplułeś
nam do piwa?” „Co pan, żartuje?” — odpowiedział. Myślę,
że
nie był szczery. Widywaliśmy się raz, dwa razy w miesiącu. Był
aktywny
i wydajny. Brał kasę bez skrupułów. Uśmiechał się przy tym
jakoś
tak dziwnie. Minęło kilkanaście miesięcy od tych wydarzeń.
Niedziela,
pamiętam dokładnie. Musiałem iść do firmy. Nie wiem
teraz
po co, ale musiałem. Na korytarzu ludzie z wojewódzkiej. Młodzi,
mało
doświadczenie funkcjonariusze z jednej z nowo otwartych,
czterdziestu
kilku, Komend Wojewódzkich MO. Każdy z osobna
głodny
sukcesu. Latają po korytarzu jak małpa po klatce. Dyżurny
Komendy
mówi co się stało. Około 8.00 zgłosił się taki i taki
z
informacją, że ukradli jego taksówkę. Prosi o pomoc. Dyżurny
referent
sporządził
odpowiednie dokumenty i nadał sprawie bieg. Zgadza
się,
zgłaszającym był „mój kelner”. W południe informacja
telefoniczna
przekazana
przez jednego z nadleśniczych, że na polanie
jego
terenu znajduje się spalony samochód. Chłopaki pojechali na
miejsce.
To był pojazd kelnera. Już nie pojazd, ale wrak pojazdu.
Wszystkie
drzwi zamknięte, brak kluczyka w stacyjce. Siedzenie od
strony
kierowcy rozłożone a na nim spalone zwłoki kobiety. Robi się
gorąco.
Powiadomiona zostaje wojewódzka. Przyjeżdżają z ustaloną
w
czasie jazdy wersją: " Sprawcą rzekomej kradzieży i spalenia
pojazdu
z osobą wewnątrz jest kelner”. Innej ewentualności nie brali
pod
uwagę. Przywożą kelnera do komendy. Są tak pewni sukcesu,
że
nie przeprowadzają przeszukania jego mieszkania. Po co? Chociażby
po
to aby znaleźć kluczyki samochodu. Uznali, że perswazją,
krzykiem,
zastraszeniem, sprawę załatwią. Do Komendy przyszedłem
w
momencie paniki na korytarzu. Zastanawiali się jak zmusić
kelnera
do przyznania się. Byli coraz bardziej przerażeni tym,
że
sukces wymyka się z rąk. Kelner powiedział, że samochód został
skradziony
a on nie ma z tym nic wspólnego. Odmówił składania
dalszych
zeznań. Pamiętam jak jeden z młodzików powiedział, że
spróbuje
jeszcze raz. Wszedł do pokoju w którym przebywał zatrzymany.
Wyszedł
wcześniej niż wszedł. Wyszedł mówiąc, że został
opluty.
Stałem z boku, słuchałem i obserwowałem. Krew mnie zalewała.
Przecież
ci z wojewódzkiej musieli chłopaka sprawdzić. Wiedzieli,
że
mam kelnera na kontakcie, że znam chłopaka, jego słabe
i
mocne strony, sposób życia, postępowania itd. Przecież mogli
powiedzieć:
„Znasz go, pogadaj ty, może tobie pęknie” Nie było
takiej
propozycji. Byli głodni sukcesu, nie chcieli się z nikim dzielić.
Nie
wiem czy dałbym sobie z kelnerem radę. Być może nie,
ale
jednego jestem pewien. Na mnie by nie pluł. Załatwiłem swoje
sprawy
i poszedłem do domu. Z tą sprawą miałem jeszcze raz do
czynienia.
Byłem na sekcji zwłok spalonej kobiety. To była pierwsza
i
ostatnia sekcja w jakiej uczestniczyłem. Nikt nie był w stanie
zmusić
mnie
do ponownego udziału w tego typu czynnościach. Kobieta
została
uduszona a następnie spalona wraz z samochodem. Nie
ustalono
czy byłą zgwałcona. Kelner nie przyznał się do morderstwa,
milczał
do końca. Żona kelnera odmówiła zeznań. Po roku czasu
został
zwolniony z aresztu. Brak dowodów winy. Zaraz potem
wyjechał
gdzieś w Polskę. Z żoną się rozszedł. Po pewnym czasie
była
małżonka kelnera załatwiała coś w Komendzie. Zauważył
ją
mój szef. Poprosił do siebie, postawił kawę. W luźnej rozmowie
powiedziała,
że tamtej nocy męża nie było w domu. Zaznaczyła przy
tym,
że nigdy nikomu tego nie potwierdzi. Kelnera spotkałem po
kilku
latach. Przyjechał zobaczyć swoje miasto. Nic się nie zmienił.
Ukłonił
mi się. Nie odpowiedziałem. Wkurwił mnie ten jego uśmieszek.
Sprawców
nie ustalono.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz