niedziela, 12 maja 2019

WNUSIO



Ona po Akademii Medycznej. On po AGH. Poznali się, 

pokochali,pobrali. Rodzice jego zginęli w wypadku 

drogowym, gdy był 

na pierwszym roku studiów. W tamtych czasach studia były 

prawie darmowe, a że był piekielnie zdolny AGH ukończył. 


Ona żyła bezproblemowo.

Miała za zadanie zostać lekarzem więc została.

Znałem z widzenia jej ojca, zapalonego myśliwego. Z nim 

rozmawiałem jeden jedyny raz. Dostałem cynk, że kupił dwa


krugerrandy.W tamtych pięknych lub nie, czasach, obrót 

złotkiem był zabroniony.

Mogłem wykazać więcej cierpliwości i czekać aż zaopatrzy

się w większe ilości a potem „uderzyć”, czyli pójść po 

wszystkie. Zdecydowałem inaczej. Wezwałem, postraszyłem 

konsekwencjami i tyle.

Po około dwóch, trzech latach od przeprowadzonej z nim 

rozmowy wyjechali zwiedzać zachód naszego pięknego

 kontynentu. W jaki sposób wyjazd załatwili bo, że załatwili, 

nie ulega dla mnie wątpliwości,nie wiem. Po dłuższym 

okresie czasu dowiedziałem się,że przysłali kartkę z 

pozdrowieniami. Kartka przedstawiała widok

Kapsztadu. Nie wierzę w przypadek. Wyjeżdżając na

wycieczkę wiedzieli,że jej kres nastąpi w RPA. Tam 

potrzebują ludzi z jego i jej wykształceniem. Wiedzieli o tym i

zaryzykowali. Praca trafiła się szybciej niż myśleli. Żyli

dostatnio, szczęśliwie. Był tylko jeden problem.

DZIECKO. Pragnęli bardzo. W jednym z listów przyszła 

babcia zapytała nawet, co w sprawie piszczy. Nie było 

reakcji, nie było więcej pytań. W życiu bywa tak, że

 kto czeka, ten się doczeka. W końcu nadszedł list z 

informacją, że zostali dziadkami. List pisał zięć. Nigdy

tego nie czynił, zawsze pisała ona. Poinformował, że za dwa

miesiące będą w kraju. Prosił aby w tej sprawie nie 

kontaktować się więcej, że zobaczą się w kraju. Czekali 

cierpliwie. W końcu....Dzwonek do drzwi. Babcia wyskakuje

jak oparzona. Jest zięć, nie ma córki, wnusia.

—Gdzie wnusiu, gdzie córka  - pytają.

— Nie mogła przyjechać, wnusio bardzo chory, nie mógł 

zostać sam, bez opoieki - odpowiada - Ale mam jego 

zdjęcia. Na dzisiaj muszą wystarczyć.

Położył fotki na stole. Babcia chwyciła kilka, dziadek też .

Zapadła przerażająca cisza. Babcia zaczęła płakać, wstała, 

poszła do kuchni. Nie potrafiła ukryć łez. Dziadek zareagował

inaczej.

Zapytał tylko :

 Co to kurwa ma znaczyć, co to jest ?

Opowiedział.

Mówił jak bardzo pragnęli dziecka.

Opowiadał o leczeniu.

Opowiedział jak poinformowała go, że jest w ciąży. 

Opowiadał o radości z tym związanej.

Byli najszczęśliwszymi ludźmi na ziemi. Urodziła bez 

problemu. Gdy

poszedł zobaczyć dziecko, przeżył szok. Wiedział, że ma 

syna. Nie wiedział, że o bardzo ciemnym kolorze skóry. 

Żonę z chłopcem przywiózł do domu z tym, że tylko

przywiózł. Nie szukał wyjaśnień. Przestało go to kompletnie

interesować. Żyli obok siebie przez kilka miesięcy. W końcu 

zdecydował się wrócić do kraju. Nie mówiąc nic

żonie, do teściów wysłał list. Nie informował jej, że wraca.

Po prostu kupił bilet, wsiadł do samolotu i przyleciał. 

Pytań, nie było.

Następnego dnia poszedł „w miasto” Upił się do 

nieprzytomności. Obudził w izbie wytrzeźwień. Gdy wrócił do

domu, teściów nie było. Poszedł do piwnicy. Wziął w dłonie

sztucer, załadował, oparł kolbę o podłogę, pochylił się, 

otworzył usta. Nacisnął spust…

Po trzech dniach od jego samobójczej śmierci nadszedł z 

Kapsztadu list. Córka powiadomiła, że złożyła pozew o 

rozwód.