niedziela, 23 lutego 2020

Bliźniakiem być


Jechałem samochodem. Jechałem, rozmyślałem. Wróciły wspomnienia
z wielu lat wstecz. Przypomniałem sobie Łódź. OSOMO na
ulicy Północnej, obok Wojskowa Akademia Medyczna, po drugiej
stronie budynek operetki. Spędziłem tam wiele uroczych chwil.
Byłem też na „widelcu”. Stałem na placu sam, jak idiota, przed
wszystkimi chłopakami a komendant wydawał wyrok. Nagana
z wpisaniem do akt. Miałem dużo szczęścia,
że nie wyleciałem. Za co mnie ukarano? Myślicie, że za wódkę.
Nie, nie za wódkę. Trzeźwy byłem jak łza. Ukarano mnie...Dobra,
napiszę.
Pielęgniarki z Akademii Medycznej organizowały wieczorek
taneczny. Zaprosiły nas, niebieskich chłopaków. Przed wyjściem
przełożony zastrzegł:
O GODZ. 24 WSZYSCY W POKOJACH!
Nie zwróciłem na to uwagi. Bardzo chce, to będę — pomyślałem.
Zabawa przy płytach. Piękne dziewczyny. Wszyscy się czają a ja
spokojnie. Znałem swoje miejsce w szyku, wiedziałem na co mnie
stać. Nie szarpałem się do najładniejszych. Śmiać mi się chciało
z kolesi, którzy wybierali. Zanim taki wybrał, dziewczyna tańczyła
z innym. Ze mną było inaczej. Rozpoczęła się druga trójka, gdy usłyszałem:
Zatańczysz ze mną?
Przede mną stało wysoka uśmiechnięta dziewczyna. Spojrzałem
i… wybitnie mi się nie spodobała. Ale cóż, przyszedłem się bawić.
Uśmiechnąłem się i powiedziałem: — Czekam na ciebie od momentu
gdy zagrała muzyka. Roześmieliśmy się, a potem już poszło. Wróciłem
o godzinie 8 rano. Nie skakałem przez płot, wchodziłem przez dyżurkę.
Tam odebrano mi dokumenty. Po południu zorganizowano apel
o którym wcześniej. Najważniejsze, że wszystko skończyło się dobrze.
Koniec wspomnień, bracia bliźniacy czekają.
Podobni jak dwie krople wody. Charaktery trochę inne, ale nic
to, zawsze razem, nie odstępowali siebie na krok. Jeden skończył
technikum plastyczne, drugi górnicze. Pracowali w swoich zawodach
czyli plastyk był na utrzymaniu górnika oraz tatusia i mamusi.
Niezaradny był i tyle. Górnik miał pieniądze, powodzenie i ten
młodzieńczy luz. Poznał dziewczynę, która spowodowała, że więzy
z bratem bliźniakiem stały się luźniejsze. Widać było, że dziewczyna
zdominowała jego świat.
Plastyk zazdrosny nie był, nie, rozumiał brata i wybaczał
odstawkę” na boczny tor
Po ślubie, górnik ze swoją lubą zamieszkał w przytulnym M-2.
(Starsi wiedzą, M-2 to pokój z kuchnią).
Mieszkali, pracowali, kochali, cieszyli się życiem. Nie wspomniałem
wcześniej, że górnik pracował na zmiany a pracował. Najgorsze
było nocne fedrowanie. Myślał o swojej lubej, martwił, że
siedzi w domu sama, tęskniąca. Przed kolejnym zjazdem pod ziemię,
zwrócił się do swojego sztygara z prośbą o wolne. Powiedział, że źle
się czuje, że chyba jest chory. Sztygar wyraził zgodę. Do domu
wrócił około 23. Żona zdziwiona, ale radosna, że wrócił, że spędzą
noc razem. Brat bliźniak tez był zadowolony. Co robił o tak późnej
porze w jego mieszkaniu? Nic szczególnego. Po prostu przechodził
obok, zauważył, że świeci się światło. Pomyślał, że oboje są w domu
więc odwiedził. Skoro wszedł, bratowa postawiła herbatę. Posiedzieli
chwilkę razem i pożegnali się. Kilka miesięcy później. Kolejne
nocne fedrowanie. Kolega, niby żartem, mówi:
Chyba rzadko w domu bywasz- Nie odpowiedział, ale coś
w nim drgnęło. Przygotował grunt. Poinformował lubą, że mają
ważną robotę i nie wykluczone, że po nocnej zmianie zostanie
także na zmianie pierwszej. Prosiła aby odmówił, ale nie zgodził się.
Przekonał ją pieniędzmi mówiąc, że po zakończeniu zadania dostanie
dobrą kasę. Pojechał na nockę. Na dół nie zjechał, miał załatwione
wolne. Poszedł na piwo. Do domu wrócił około 2 w nocy.
Otworzył cicho drzwi… Obok jego lubej leżał brat, bliźniak. Spali
wykończeni późną porą. Ściągnął z nich kołdrę. Byli nadzy. Wziął
się za brata...Skatował jak psa. Lubej nie ruszał. Splunął w jej stronę,
wyszedł z mieszkania. Nie wiadomo co robił potem. Do pracy,
na nocną zmianę, przyjechał jak zawsze. Przebrał się, zjechał na
dół. Pracował jak zwykle. Może mniej mówił, ale wszystko było
w normie. Po około 3 godzinach powiedział do kumpla, że idzie się
odpryskać” (tak powiedział ) i poszedł w stronę zamkniętego chodnika.
Wszedł do niego mimo, że znaki informowały o bezwzględnym
zakazie jakiegokolwiek ruchu. Chodnik był niezabezpieczony.
W każdej chwili istniało niebezpieczeństwo zawalenia się stropu,
ściany. Po około 25 minutach od jego tam wejścia, tak się rzeczywiście
stało. Nie było to duże tąpnięcie, ale było, a wewnątrz znajdował
się człowiek. Po około 2 godzinach, spod skał, wydobyto zwłoki
górnika bliźniaka. Na szyi miał luźną pętlę zakończoną sznurem
długości 170cm. Konsternacja. Nikt nie wiedział co o tym myśleć.
Ktoś powiedział, że na pewno zginął śmiercią samobójczą. Sekcja
zwłok temu zaprzeczyła. Zginął przygnieciony skałami. Tak sobie
myślę, że trzeba mieć kurewskiego pecha. Nawet powiesić się nie
można spokojnie. Zawsze coś. Chłop spokojnie szukał miejsca do
zarzucenia pętli. Być może był blisko. Niestety, nie zdążył, zawał był
szybszy. Szkoda


Reprezentacyjny posyterunek


Zaczynał od posterunkowego. Wysoki, lekko ryżawy, piegowaty,
zawsze uśmiechnięty, zaradny, przebojowy. Na robocie się znał,
wykrywalność wyższa od średniej a to powód do awansu. Został
komendantem posterunku. Wtedy się zaczęło. Zaczął chodzić
w modnym garniturze, do tego dobrej klasy, który co pewien czas
zamieniał na bardziej modny. Podobnie było z białymi koszulami.
Nie było lipy, wszystko najwyższa półka. Żeby nie było, że dbał
tylko o siebie, pamiętał o posterunku. Jego posterunek, rósł i piękniał
razem z nim. Nie wiem jak żona, bo ukrywał ją przed wszystkimi.
W życiu jej nie widziałem. Sorry, widziałem raz, na pogrzebie,
ale to potem. Teraz remontuje posterunek. Pamiętam, przejeżdżałem
czarną wołgą prze wioskę. Zatrzymałem się przed posterunkiem.
Zainteresowały mnie wykonywane tam prace. Wewnątrz znajomy
inżynier, dwie młode urzędniczki z gminy i on, Leon Zawodowiec.
Witam się z inżynierem mówiąc: — Co, budujemy?
Nie, walimy — odpowiada
No tak, jak się ma zdrowie…
-Nie, nie, nie, nie o to chodzi !!!
Dziewczyny się zarumieniły a ja spokojnie zmieniłem temat. Po
grzecznościowej wymianie zdań, Leon Zawodowiec otworzył drzwi
swojego gabinetu, zaprosił wszystkich. Było wszystko. Picie, jedzenie,
popitka. Odmówiłem. Po prostu nie mogłem, musiałem jechać
dalej. Miałem do załatwienia sprawę. Kierowca wołgi trochę się
boczył, ale nie było wyjścia. Odjechaliśmy ze łzami w oczach.
Po miesiącu, uroczyste otwarcie posterunku. Był szef z powiatu,
szef gminy i jeszcze kilku oficjeli. Najważniejszym był jednak Leon.
To jemu dziękowano za zaangażowanie, trud, włożoną pracę itd.
To on zbierał pochwały. Po uroczystościach oficjalnych, Leon zaprosił
wszystkich na poczęstunek. Nie było mnie tam, zbyt mały byłem,
ale wiem, że stół był szwedzki. W tamtych czasach nie wiedziano, co
to szwedzki stół, ale tak jakoś wyszło, że stół Leona, był pierwszym
szwedzkim stołem w gminie. Rozumiecie??? Było wszystko co dusza
zapragnie. Wszystkie wyroby naturalne, bez żadnych chemicznych
dodatków. Po zakończeniu uroczystości towarzystwo się rozjechało.
Następnego dnia przyjechali ponownie z tym, że w mniejszym składzie.
Leon robił poprawiny. Potem znów i znów… Trwało to trochę.
Wiadomo, drapane smakuje najbardziej. Nikogo nie interesowały
koszty. Ktoś na pewno płaci, ważne, że nie ja. Ostatni bankiet miał
miejsce w piątek. Sprzątanie w sobotę. W poniedziałek niespodzianka.
Przyjechał zespół kontrolny z wojewódzkiej. Czekali na Leona
przed Posterunkiem. Do budynku weszli razem. Zabezpieczyli dokumentację
trochę służbowych drobnych. Zapytali Leona, czy ma coś
więcej do przekazania. Nie miał. Wrócili więc do wojewódzkiej. Leon
został sam. Służby na godziny popołudniowe i nocne rozpisane. Nie
spodziewał się nikogo. Zrobił kawę, zaliczył dwa, trzy łyki. Wziął
kartkę papieru, zaczął pisać. Potem wstał, otworzył szafę pancerną,
wziął w dłoń pistolet. Poszedł na dół, do celi. Kartkę ze swoją
twórczością położył na pryczy. Otworzył szeroko usta… Znaleziono
go w południe. List, który napisał, skierowany był do żony. Przyznał
w nim, że przepił służbowe pieniądze, że nie ma z czego oddać,
że nie chce iść do więzienia. Skończony idiota. Przecież nie było
tego dużo. Mógł wziąć pożyczkę z banku i szybko pokryć straty. Tak
myślałem do momentu, gdy dowiedziałem się, że w banku to dopiero
wisi. Przerosło go to wszystko. A był taki zdolny, operatywny. Po
prostu ideał. Szkoda, że nie za swoje.
Byłem na pogrzebie. Było kierownictwo Komendy, oficjele
z Gminy, koledzy z pracy. Byli wszyscy obecni wcześniej, przy
szwedzkim stole. Wszyscy poważni, jego żona i dzieci załzawione,
a mnie chciało się śmiać. W pewnym momencie musiałem zagryźć
wargi. Jeden z kolegów zauważył: „Coś cię poj… ło” — mówi cicho.
A mnie przypomniał się Leon żywy, taki jaki był naprawdę.
Sobota, miałem dyżur operacyjny. Przez radiostację wołają
Leona. Raz, drugi, dziesiąty. Po trzech godzinach dyżurny oficer
mówi: „Jedź zobacz co tam się dzieje”. Pojechałem. Posterunek
zamknięty. Rozpłynął się Leon. Pytam ludzi, może coś wiedzą. Jeden
z rozpytywanych sugeruje, że Leon może być w polu. Pojechałem.
Był. Orał pole. Pług przymocował do samochodu służbowego, marki
gazik, i hejta. Profesjonalna robota. Orka na ukończeniu. Siadłem
w rowie i zacząłem się śmiać. Dawno tak się nie śmiałem. Po żniwach,
dostałem od Leona worek ziemniaków.
Żona Leona ułożyła sobie życie z jednym z jego podwładnych.
Chłopak został Komendantem Posterunku. Nawet dzisiaj, jest
to jeden z najładniejszych Posterunków, taki reprezentacyjny.

KAZIU


Jeden z letnich miesięcy, około 23, ciepło fajnie. Siedzę
w domu, przy otwartym balkonie, oglądam tv. W pewnym momencie ogromny huk wyrwał mnie z fotela. Mieszkam blisko jednejz głównych ulic miasta. Wychodzę na balkon, spoglądam w kierunku ulicy. Szczerze mówiąc, nic specjalnego nie widzę, bo zasłaniają drzewa. Zaniepokoiła mnie cisza. Zadzwoniłem do chłopaków mówiąc czego byłem świadkiem. Obiecali, że sprawdzą. Siadłemw fotelu, zająłem się oglądaniem tv. Potem spanko i rano do pracy.
Siadłem za swoim biurkiem. Kolega pyta
Słyszałeś?
Nie czekając na potwierdzenie lub zaprzeczenie mówi dalej. —
Kaziu się rozpierdolił. Jechał zbyt szybko, nie wyrobił na zakręcie
i trzasnął w betonowy słup oświetleniowy. Maluch do kasacji,
jemu nic.
Pijany był? — pytam
A kiedy był trzeźwy?
No to popłynął — mówię.
Tak, tak, huk, który wyrwał mnie z fotela, to Kazia sprawka.
Poczułem się głupio. Przecież to ja dzwoniłem po chłopaków,
a mogłem wyjść, zobaczyć co jest grane
i dopiero potem, gdyby były ofiary, powiadomić kogo trzeba. Nie
zrobiłem tego. Rozmawiałem na ten temat z Kaziem. Powiedziałem
o wszystkim. Nie miał pretensji.
Stwierdził, że na moim miejscu postąpiłby identycznie.
Przyszedł do pracy kilka lat po mnie. Kawaler, ukończone studia
i to nie byle jakie. Wszystko przed nim. Przez pewien okres czasu
dzieliliśmy ten sam pokój. Szybko złapaliśmy kontakt. Mówił, że ma dziewczynę w Krakowie, że planują wspólne życie. Jest jednak problem. Ona opiekuje się niesprawną siostrą, której za żadne
skarby nie zostawi. Przez rok czasu sprawa była w zawieszeniu.
Kaziu jeździł do dziewczyny, ona do niego nie. W końcu problem się rozwiązał. Siostra zmarła. Dziewczyna przyjechała do Kazia, pobrali się. Poznałem ją, urocza, miła osoba. Dzieci nie mieli. Nawet nie wiem czy planowali. Myślę, że był to jeden z powodów, pozwalających Kaziowi na zbyt częste, biesiadne, wyskoki. Szczerze mówiąc pił dosyć często. Dochodziły słuchy, że bił żonę. Rozmawialiśm z nim na ten temat. Niestety, wódka była silniejsza. Przeginał z piciem i tyle. Po stłuczce, którą opisałem, wyleciał z roboty.
Zatrudnił się w kopalni. Po miesiącu był już sztygarem. Kariera
w górnictwie stała przed nim otworem. Pewnego dnia, bez uprawnień, wcisnąłem się do autobusu pracowniczego. Patrzę, Kaziu. Siadłem obok niego. Przywitaliśmy się. Zapytałem co słychać. Zaczął opowiadać. Nie rozumiałem co mówi. Spojrzałem na ręce. Był skończony.
Kolejny raz, ostatni, widzieliśmy się po siedmiu miesiącach.
Stał z kolegą, który podobnie jak on, wyleciał z roboty za nadużywanie.
Podszedłem, zamieniliśmy kilka słów. Moja Śliczna zapytała kto
to był. Powiedziałem. Nie wierzyła. 
„To niemożliwe- stwierdziła -
że człowiek może tak bardzo się zmienić”. Kazia znała dobrze, byli\ po imieniu.
Po dwóch tygodniach dowiedziałem się, że Kaziu popełnił
samobójstwo. Zaczął od bicia żony. Potem wygonił z domu. Zabronił powrotu. Zabarykadował się w pokoju. Położył na wersalce i pociął żyletką. Odszedł spokojnie. Były problemy z wyważeniem drzwi.
Górnicy wiedzą jak zakładać zabezpieczenia.
Po pewnym czasie rozmawiałem z żoną Kazia. Nie pytałem
o niego, nie chciałem. Po co rozdrapywać rany. Sama powiedziała: —
Gdy mnie ostatni raz bił, był trzeźwy

Wieczorek zapoznawczy


Miałem wówczas 24 lata. Pamiętam jak dziś. Urlop zaplanowałem

na czerwiec. Postanowiłem wyjechać gdzieś daleko, gdzie

nigdy nie byłem. Koledzy poradzili miejscowość A. Poszedłem do

socjalnego i mówię, że marzę aby tam być. Młoda Dziewczyna

mówi, że nie ma do A, jest do O. Spierałem się długo, ale z 

uśmiechem,
spokojnie. Nic nie wskórałem. Pojechałem do O. Tak mi się

tam spodobało, że następnego lata poprosiłem o wczasy w O,

a dziewczę, ta sama co wcześniej, pyta czy nie chcę do A, bo

w O już nie ma. Uparłem się… i dostałem w O. Po prostu 

zadzwoniła

do kogoś i namówiła na zmianę miejscowości. Pojechałem

do O. Pojechałem dwa dni wcześniej. Znałem pracowników

 ośrodka,

wszystkie ścieżki, więc zaryzykowałem. Udało się. Nawiasem

mówiąc, nie byłem pierwszy. Był chłopak w moim wieku i dwie

dziewczyny. Oczywiście wszyscy, to niebieskie mundurki. 

Zaproponowałem

wyjście do miasta, na dyskotekę. Piechotą to około 5—6

km. Co to dla nas?

Poszliśmy. Fajnie było. Około 1 w nocy wracamy. Jakoś tak

wyszło, że kolega z koleżanką poszli szybciej. Nie widziałem ich,

nawet nie wiem jak daleko odeszli.

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, ale idziemy. W pewnym

momencie czuję, że coś jest nie tak. Odwracam się, wszystko ok.

Potem znów i znów. Wreszcie zobaczyłem postać chowającą się za

przydrożną topolę. Przeszły mnie ciarki. Nie jestem sam, nie mogę

uciekać. Zatrzymaliśmy się. Patrzę w kierunku drzewa. W końcu

wychodzi. Wyższy ode mnie o głowę na pewno znacznie cięższy.

Idzie prosto do mnie i mówi: „Ty nawet nie wiesz jaki wpierdol

dostaniesz. Będziesz wył z bólu. Nie jestem sam” i ogląda się za 
siebie.

Czuję alkohol. Nie powiem, abym się uśmiechał. Serce pikało,

że strach z tym, że byłem skoncentrowany jak nigdy. Zbieram się

w sobie i pytam: -Powiesz za co? - Za to, że ty masz dziewczynę,

a ja nie mam — odpowiada. -Nie rozśmieszaj mnie, chodź z nami,

zabawimy się do rana. Będą dziewczyny -obiecuję. Ku mojemu

zdziwieniu wyraża zgodę. Idziemy. Rozmawiamy, śmiejemy się…

Około 500 m. od ośrodka jest ostry zakręt w prawo, oznaczony

betonowymi słupkami pomalowanymi na biało. Za nimi rów pełen

kamieni. Kilkadziesiąt metrów przed zakrętem biorę partnerkę za

dłoń, przesuwam delikatnie na swoją prawą stronę Idziemy, on, ja,

dziewczyna. Jest bardzo ciemno. Nie skręcam, idę prosto spychając

go delikatnie w stronę kamieni. Gdy nie było już miejsca, 

strzeliłem

prawym hakiem. Tylko fiknął. Partnerkę za rękę i biegiem do

ośrodka.

Następnego dnia poszedłem zobaczyć czy żyje. Żył. Skoro go nie

było, to żył. O sprawie zapomniałem, myślami byłem przy

wieczorku zapoznawczym, który za trzy dni.

Bawiliśmy się w tym samym gronie. Duża sala, mocno oszklona

ściana, bufet obficie zaopatrzony, tzn. tatar, galaretki i takie tam.

Paliłem wówczas, a na sali obowiązywał zakaz palenia.

Wychodziłem więc co jakiś czas na zewnątrz. Kolega robił to

samo. 

Podczas jednej z trójek (grali po trzy kawałki a potem przerwa na

odpoczynek. Ja się nie męczyłem, ale przerwa to 

przerwa  partnerka powiedziała:

O, Jacek”. Powiedziała to jakoś nerwowo. Wiedziałem, że

to imię jej męża, ale co mi tam. Omamy ma, pomyślałem. 

Wychodzimy na kolejny dymek. Przypalamy. Obok chłopak

mundurze milicjanta drogówki. W dłoni  biały kask. Kolega

pyta: „Zapalisz?”

Nie odmawia, palimy razem. Wymiana zdań o wszystkim,

niczym i kolejna trójeczka. Lecimy fokstrota i znowu słyszę:

 -O Jacek!

 Patrzę w szyby, nikogo nie widzę. Proszę aby przestała się

zgrywać. Przeprasza. 

Kręcimy dalej dwa na jeden (taki rytm). Potem.

dymek, częstowanie lotniaka, uśmiechy. Jest miło. 

Tekst „O Jacek”powtarzał się dobrych kilka razy. Z częstowaniem

 było identycznie.

W końcu koniec balu panno Lalu. Wszyscy wyszli. Jeszcze tylko ja

z partnerką. Dopijamy płyny i wychodzimy. Dwa metry od stolika

otrzymałem buzi w policzek z tekstem” Dziękuję za miły wie…”

Nie dokończyła. Potężne walenie w szybę wmurowało mnie w parkiet.
Spojrzałem. „O k… wa Jacek” Zaskoczyłem w momencie, gdy za

oknem zobaczyłem lotniaka. Wpadł na salę z tekstem: 

-Zaraz cię przedziurawię (to do mnie). 

Wmurowało mnie drugi raz w ciągu kilkudziesięciu.

sekund. Leci do mnie jak oszalały. Ubrany był w skórzaną

bluzę. Nie widzę pistoletu, więc straszy, myślę. Jest przy mnie

wściekły jak pies. Wyprowadza cios. Robię unik i pociągam prawą

z dołu. Przewraca się. Do żony, jego żony mówię aby 

zaopiekowała się idiotą. Otrzepałem ręce, poszedłem

do campingu. Opowiadam kumplowi co mnie spotkało. Mówię, że

przyjechałem wypoczywać a nie walczyć jak Winetou. Śmiejemy 

się.W pewnym momencie ciszę nocną przerywa wołanie o pomoc.

Katował ją, bił jak oszalały. Przerwał gdy nas zobaczył. 

Powiedziałem:

-Jeżeli jeszcze raz podniesiesz rękę, smutno się to dla Ciebie

skończy. A teraz wyp… aj do domu, bo powiadomimy kogo trzeba.

Wróciliśmy do siebie. Widziałem go następnego dnia po południu
.
Szedł sam. Widziałem też jak wyjeżdżał. Siedział na służbowej

Emzetce. Miał do przejechania około 400 km. w jedną stronę. Taką

trasę przebył aby sprawdzić żonę. Sprawdził. Stał pod oknem, palił

nasze fajki i obserwował. Potem dostał po ryju a w dalszej

 kolejności dostała jego żona. Nie wiem za co dostała, nie pytałem.

Szczerze mówiąc, mało mnie to obchodziło. Przyjechałem na 

wczasy.

Nie rozmawiałem z nią więcej, nie wiedziałem jak się zachować.

Widziałem podczas posiłków. Była smutna, było jej wstyd. 

Zrezygnowała z wczasów po trzech dniach. Przyjechał po nią

 kolega męża Mąż nie mógł. Popełnił samobójstwo.

Grill


Popołudniowa sobota, właściwie wieczór. Przyszła z mamusią,
lekko szurniętą i tatusiem, nawalonym tak nieźle. Wszyscy płakali
oprócz tatusia. Twardy facet. Ona 18 lat, około 180cm wzrostu, 85
kg wagi, ciemna karnacja. Zgłosiła gwałt. Zły byłem, miałem kończyć
szychtę, iść do domu. Niestety …
Pojechali na grilla. Była ona z rodzicami oraz dwie kolejne
rodziny z synami. Układ był taki: Jedna dziewczyna i dwóch chłopaków.
Wszyscy w jednym wieku. Starzy bawili się, popijając, przy
ognisku. Młodzi poszli w las. Wrócili pod koniec biesiadowania.
uśmiechnięci, zadowoleni z życia. Nic nie zapowiadało „tragedii”.
O umówionej godzinie podjechała, zamówiona wcześniej, NYSA.
Rozbawione towarzystwo rozwiezione zostało do domów.
W mieszkaniu oświadczyła rodzicom, że została przez kumpli
zgwałcona. Opowiedziała gdzie, co i jak. Decyzję o zawiadomieniu
MO podjęto natychmiast. Jak postanowili tak zrobili a mnie przypadła
rola wyjaśnienia sprawy.
Przyjąłem protokół, przesłuchałem a potem oględziny w szpitalu.
Czekałem z matką na zewnątrz, paliłem papierosa. Nie płakała
już. W pewnym momencie powiedziała
MOGLI  MI TO ZROBIĆ.
Mało nie połknąłem papierosa. Odniosłem wrażenie, że ma pretensje
do córki, że to nie ona była obiektem gwałtu. Myślałem, że
odgryzę sobie język, tak mnie rozbawiła. Wiem, byłem w błędzie,
ale tak pomyślałem.
To już tyle lat od tamtej sprawy a ja pamiętam ten moment.
Jak to wszystko się zakończyło? Normalnie. Dziewczę wycofało
zgłoszenie i sprawa poszła w zapomnienie. Widuję ją czasami. Gdy
była młoda, kłaniała mi się. Uśmiech nie schodził z jej ust. Dzisiaj,
nie kłaniam się jej. Co to, wszystkim zgwałconym mam bić
pokłony? Tak źle ze mną nie jest.

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Kolegom, których nazwiska w mojej teczce IPN nie są obecne, historyjki przypominam.

SKOFEDAL FORTE





Lek, którego nazwy nie zapomnę.  Wezwał mnie szef.
-Kawaler  jesteś więc dasz sobie radę. Ponadto temat powinien cię zainteresować. 
Nigdy nie sprawdzaliśmy jak wygląda sprawa z  przerywaniem ciąży. 
Kilku ginekologów ma zgodę na wykonywanie tego typu zabiegów. Reszta kręci lody na lewo.
 Musimy ich wyłapać. Zorientuj się w sprawie.
-Jawohl!!! — Odpowiedziałem.
Dzisiaj mówi się aborcja, wówczas bardziej po ludzku. Mówili „przerywanie ciąży,
przecinka…”Wszystko zależało od wykształcenia zainteresowanej, zainteresowanego.
Ci z najwyższej półki na pewno mówili „aborcja” jednak takich było mało. Dobra, koniec ze słownikiem wyrazów obcych, czas przystąpić do dzieła. Siadłem za biurkiem i myślę...Chyba
wpierdzielił mnie na minę… Jak ja to sprawdzę??? Do końca dnia
nic więcej nie robiłem, myślałem wyłącznie o sposobie podejścia do
sprawy. Po ginekologach łaził nie będę, bo mnie wyśmieją lub zrzucą ze schodów. Na ulicy mogą pobić. Zainteresowane ...Bez bata nie powiedzą, w życiu! Która kobieta powie, że… No która? 
Z uwagi na fakt, że byłem młody, przystojny, hahaha, więc i koleżanek miałem
trochę. Jedna z nich, z zawodu pielęgniarka, pracowała w szpitalu.
Uderzyłem do niej. Proszę ze łzami w oczach: -POMÓŻ. Pomogła —
Przecież to proste - mówi - Lekarze to lenie, są pewni swego, pewni bezkarności.
To wykorzystaj! Przejdź się po aptekach i przeglądnij recepty.
Jeżeli trafisz na receptę z wypisanym lekiem SKOFEDAL FORTE lub
SKOFEDAL MITE, to znak, że kobieta na którą wystawiono receptę miała zabieg przerwania ciąży. Przynajmniej miała zamiar ciążę przerwać. Leki powinien kupić w aptece lekarz i na niego powinna być wystawiona recepta, ale jak  wcześniej powiedziałam,
lekarze to lenie — zakończyła. 
Dawno nie byłem taki szczęśliwy…
Jasne, że wypiliśmy butelkę dobrego wina. O ile mnie pamięć nie
myli, a jeszcze nie myli, piliśmy CIOCIOSAN. Nie ma się co śmiać.W tamtych czasach łatwiej było kupić cytryny niż CIOCIOSAN. 
Apteki załatwiłem szybko. Dziwiło mnie, że kierowniczki aptek nie protestowały a powinne. Udostępniały recepty od ręki, stawiały kawę aby było przyjemniej. Jedna z nich pomagała nawet szukać. Po miesiącu miałem około 20 kobiet. Na każdej recepcie imię, nazwisko,
adres oraz pieczątka lekarza. Sprawdziłem w wydziale zdrowia, który z ginekologów ma zgodę na dokonywanie aborcji a który zgody takiej nie ma. Był jeden. Pozostała tylko rozmowa z kobietami,
które SKOFEDAL kupowały. Rozmawiałem z trzema, potem odmówiłem.
Źle się z tym czułem. Nie miałem satysfakcji z tych rozmów, wręcz przeciwnie. Przekonałem szefa, że nie ma sensu dalej się w to bawić argumentując, że Wydziałowi Finansowemu wystarczą
dwa przypadki aby faceta ukarać domiarem. Tak też się stało.
Gdy dowiedział się, że „leży” sam poszedł do skarbówki i wpłacił domiar. Potem działał już legalnie. Wracamy do rozmów, właściwie do jednej, tej trzeciej. 
Kobieta 36 lat, urocza, wykształcona, mężatka, bezdzietna. Nie ma sensu opisywać jak temat ją zaskoczył. Zaniemówiła wprost. Spojrzała głęboko w moje oczy a ja… Cóż ja?
Czekam co powie. Czekałem 10 — 15 sekund. Z jej oczu zaczynają
płynąć łzy...Cały czas patrzy na mnie. Zbaraniałem… Czułem w kościach, że wp… łem się na całego. — Dobrze, powiem panu.
To dla mnie sprawa niezwykle trudna, ciężka. Nie potrafię z tym żyć. Nie powinnam o tym mówić, ale muszę to w końcu z siebie wyrzucić. Pan będzie pierwszą i jedyną osobą, która o tym się
dowie. Nie powiedziałem słowa. Czekałem. 
Od około 10 lat —zaczęła — staramy się z mężem o dziecko. On nie chce przyjąć do
wiadomości, że dzieci nie będzie miał nigdy. Nawet badania go nie
przekonały. Uparł się i koniec. Jest zdrowy i żaden lekarz nie będzie
mówił, że jest inaczej. Mimo, że bardzo męża kocham, postanowiłam wziąć sprawę w swoje ręce. Uwiodłam młodego chłopaka, kolegę z pracy. To z nim zaszłam w ciążę. Gdy się o tym dowiedziałam, byłam niesamowicie szczęśliwa. Zaraz potem ogarnął mnie strach.
Przestraszyłam się, że prawda ujrzy światło dzienne, mąż dowie się o wszystkim… Nie chciałam go stracić. Jest dla mnie wszystkim. Wybrałam męża, nie dziecko, stąd zakup leku SKOFEDAL FORTE.
Małżonek nie wie o niczym. Nikt nie wie, tylko pan. Dalej „staramy”
się o dziecko...To jest ponad moje siły — zakończyła. 
Po około roku czasu popełniła samobójstwo. Nie wiem co było tego przyczyną, nie
zajmowałem się sprawą, nie pytałem o szczegóły. Chyba się bałem.
Z przeprowadzonej rozmowy nie sporządziłem żadnej notatki, protokołu.
Nic nie musiała podpisywać, nie było jej. Koniec kropka.