środa, 4 marca 2020

NAZYWAM SIĘ BOND. DŻEJMS BOND


Coś mnie wzięło i poszedłem na cmentarz. Chciałem wspomnieć
tych, których znałem a których już nie ma. Zobaczyć, kto
odszedł a ja o tym nie wiem.
Naszła mnie taka chwila i nic na to nie poradzę. Miałem dużo
czasu, więc łaziłem.
Nie wiem jak jest teraz, ale dawniej, tych co samowolnie odeszli,
chowali na uboczu. Nie wszystkich, fakt, ale najczęściej. Zawędrowałem
na takie „ubocze”
Tak po prostu, nie spodziewając się niczego szczególnego.
W pewnym momencie zrobiło mi się gorąco. Niemożliwe, ONA???
Zameldował się w hotelu gdzie była recepcjonistką. Zauroczył
ją swoim spojrzeniem, uśmiechem, eleganckim garniturem, butami
na wysoki połysk. Ręce jej się trzęsły, gdy spisywała jego dane personalne.
Głos, gdy rozmawiała. Był na tyle bystry,
że zauważył jej zakłopotanie. Zapłacił za dwie doby. Wziął klucz
do pokoju, uśmiechnął się, spojrzał na nią i zapytał czy jutro też
będzie Odpowiedziała twierdząco. W takim razie jesteśmy umówieni
powiedział z uśmiechem. Poszedł spać.
Następnego dnia przyszła specjalnie dla niego. Poprosiła
o zastępstwo koleżankę, więc wieczór miała wolny. Oczywiście on
o tym nie wiedział. Jeszcze by sobie coś pomyślał. Nie miała pewności
czy przyjdzie, ale kręciła się przy recepcji. Przyszedł
po kilku minutach. Ucieszył się, gdy ją zobaczył. Widać było, że
jest w siódmym niebie.
Ona była trochę wyżej lecz nie okazywała emocji. Podobno
to taka kobieca gra. Do hotelowej restauracji poszli na kawę. Poprosił
aby opowiedziała o sobie.
Nie miała nic specjalnego do powiedzenia. Ot, szara myszka
mieszkająca na obrzeżach miasta, szukająca miłości. On nie powiedział
o sobie nic. Prosił o wyrozumiałość.
Nie naciskała. Nie, to nie, bez łaski. Do domu wróciła taksówką,
za którą płaciła swoją kasą. On nie mógł odwieźć gdyż miał sprawę
do załatwienia. Zresztą ta sprawa była powodem, że skrócili spotkanie.
Następnego dnia spotkali się ponownie. Powiedział ze smutkiem,
że musi pilnie wyjechać, że centrala zleciła kolejne zadanie
do wykonania. Jaka centrala, co ty mówisz? — zapytała z niepokojem.
Pocałował ją w dłoń. i powiedział -Widzę i wiem, że mogę
tobie zaufać. Proszę tylko o zachowanie tej rozmowy w największej
tajemnicy- Obiecała, przerażona, że nikt się nie dowie.
No i powiedział…,że jest tajnym agentem, że wykonuje tajne
zadania dla ministerstwa i takie tam ceregiele. Słuchała z podziwem,
przerażeniem, dumą
Już wówczas zaczęła się o niego bać. Nie muszę dodawać,
że wieczór skończyli w łóżku. Nie wiem czy wówczas poczęli czy
w późniejszym okresie, ale łóżko zaliczyli.
Następnego dnia wyjechał w misji tajnej na, jak obliczył, miesiąc
czasu. Wrócił po dwóch dniach. Szybko i w tajemnicy powiedział,
że nie może nocować w hotelu bo go szukają. Pytał czy zna
jakieś miejsce, gdzie mógłby się skryć. Zaproponowała swoje mieszkanie.
To nic, że mieszkała z rodzicami, mieszkanie
było duże. Pojechali taksówką. Oczywiście ona płaciła, bo
jemu centrala nie przysłała jeszcze wypłaty. Miał z tym, jak mówił,
zawsze problem. W domu przedstawiła go jako swojego narzeczonego.
Tak uzgodnili wcześniej. Przyszłej teściowej bardzo się
spodobał. Przyszły teść też nie narzekał. Wyciągnął flaszkę, rozpili.
Potem drugą i też rozpili i poszli spać. Przez pierwsze dwa
tygodnie, przyszły zięć nigdzie nie wychodził. Dobrze żarł, dobrze
spał i opiekował się przyszłą żoną. Po tygodniu, niby przez pomyłkę,
co jakiś czas zwracał się do przyszłej teściowej per „mamusiu”.
Rumienił się przy tym jak dziewczynka. Kobieta była szczęśliwa
jak nigdy.
Po pierwszym, dwutygodniowym locie godowym, wyszedł po
pieniądze. Uznał, że centrala na pewno kasę przysłała. Wrócił po
trzech tygodniach. Wrócił goły i bosy. -Wszystkiemu winna centrala - powiedział.
Bliższych informacji nie mógł zdradzić.
Uwierzyła. Dalej żarł, spał i kochał się z przyszłą zoną. Sielanka
trwała około czterech miesięcy. Centrala kasy nie przysyłała ale
realizacji niebezpiecznych zadań wymagała.
Znikał więc, co jakiś czas, na dwa, trzy dni, tydzień. Wszystko
zależało od powagi zadania. Martwiła się o niego bardzo. Bała się
okropnie, że może coś mu się stać.
Ale on był dzielny. Zawsze wracał zwycięski. Bez pieniędzy,
zmęczony, ale wracał i to było najważniejsze. Teść, przyszły, coraz
rzadziej przestał stawiać. Teściowa, przyszła,
coraz gorzej gotować. Tylko ona, zakochana do granic możliwości,
wierzyła. W końcu wyszedł po pieniądze ostatni raz. Czekała
miesiąc dwa, trzy… Nie doczekała się.
Zrozumiała, że została bezczelnie oszukana. Urodziła bliźniaki,
dwóch chłopców. O ojcu dzieci nie wiedziała nic. Czas bliźni rany.
Zajęła się dziećmi i one były dla niej najważniejsze. O Bondzie
starała się nie myśleć. Zbyt mocną ją to raniło. Gdy chłopcy mieli po
14 miesięcy, przyszła kartka. Od niego.
Napisał, że nie mógł się kontaktować, że był w innym kraju,
gdzie wykonywał ważne zadanie, że za kilka dni przyjedzie.
O chłopcach nie napisał nic. Chyba nie wiedział, że jest ojcem. Czytała
kartkę kilkanaście razy. Nie mogła uwierzyć, że tak ją traktuje.
Coś ją opętało. Chłopcy spali w łóżeczkach. Rodzice wyszli do miasta.
Zamknęła drzwi na klucz. Otworzyła wszystkie kurki gazu. Położyła
się na podłodze przy łóżku dzieci…
Do dzisiaj kurwicy dostaję, gdy o tym myślę. Nie mogę zrozumieć
dlaczego zabrała chłopców. Przecież nie byli winni jej
durnocie.
Minęło około 30 lat od tamtego zdarzenia. Grób istnieje. Ktoś
przychodzi, położy kwiaty, zapali znicz.
Zginęła tragicznie. Tak pisze.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz