środa, 4 marca 2020

TO BYŁ ZWYCZAJNY, CIEPŁY DZIEŃ


Wracaliśmy z pola. Trochę brudni od kurzu, zmęczeni, ale weseli.
Najwięcej dokazywał Józiek. Znał dużo przyśpiewek, wierszyków,
żartów. Jeden z wierszyków, który zapamiętałem to :
Za stodołą, gdzieś na płocie, Kogut gromko pieje.
Zaraz przyjdę, miła, do cię
Tylko się odleję.
Śpiewał, gadał, śmiał się. Non stop, jak mówią bigbitowcy. Miał
melodię.
W końcu zamilkł. Zamilkł, gdy przechodziliśmy obok słupa
wysokiego napięcia. Nikt nie zwrócił uwagi gdy błyskawicznie
wdrapał się na jego szczyt. Krzyknął coś niezrozumiałego. Spojrzałem
w górę, zauważyłem, że łapie dłonią elektryczny przewód.
Potem widziałem już tylko dym i spadającego Jóźka.
Do dzisiaj pamiętam głuchy odgłos ciała spotykającego się
z ziemią.
Najbardziej przytomnie z nasz wszystkich zachował się Gienek.
Szybko przeszukał kieszenie Jóźka. Wyciągnął z nich papierosy
Popularne”, które potem z tych nerwów wypaliliśmy. Czy Józiek
miał jakieś pieniądze, nie wiem.
Wiem tylko, że Gienek tego wieczoru bardzo się upił.
To wszystko co mam do zeznania w tej sprawie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz