Widywałem
ją często, często też oglądałem się za nią. Mam
gust,
wiedziałem co robię. Była ładna, zgrabna i bogata. Znaczy, nie
ona
bogata tylko tatuś, ale…
Wiedziałem,
że nie mam szans lecz oglądać się mogłem. Tyle
mojego.
Pamiętam, spojrzała na mnie jeden jedyny raz. Nie potrafię
określić
tego spojrzenia.
Myślę,
że była bardziej zdumiona niż zachwycona. Co ja tutaj
na
jej temat, ma być o gwałtach. Godzina 16. Siedzę za biurkiem,
kawa
ARABICA w filiżance z metalową obudową, TRYBUNA LUDU
w
dłoniach, czekam na wydarzenia. Nie czekam długo. Potężny
krzyk
na korytarzu. Podskakuję na krześle. Co jest? MILICJA!!!.
MILICJA!!!,
łapcie tego sk...syna. ZABIJĘ!!! NIE PODARUJĘ,
MILICJA!!!
Wyskakuję
jak oparzony. Zamurowało mnie. To niemożliwe.
ONA.
Szlochająca, w objęciach oszalałego tatusia. Uspokajam
gościa.
— Panie,
tu nie rykowisko. Co się stało???
— Córkę
mi zgwałcił, sku...syn. Zabiję.
Obiecuję,
że pomogę
— Panią
skrzywdzono? — pytam.
Potwierdza
łkając. Miała wówczas 19 lat. Była ładna, nawet bardzo
ładna.
Łzy dodawały jej uroku. Pytam co się stało. Ona nic tylko
płacze.
Odpowiada
tatuś. Co trzecie słowo, że zabije. W końcu wnerwiło
mnie
to. Zapytałem kogo gwałcili, jego czy córkę. Wyprosiłem na
korytarz.
Zostałem z nią sam na sam. No nie, do dzisiaj pamiętam
jej
wzrok. Zazdrościłem gwałcicielowi, naprawdę zazdrościłem.
Dzisiaj
już
nie, ale wówczas. Zaczęła opowiadać:
— Do
tatusia przyjechał pan mecenas. Omawiali jakąś sprawę.
Wypili
trochę wódki.
Tatuś
nie mógł odwieźć gościa na dworzec PKP. Poprosił abym
odprowadziła.
Mieliśmy
do przejścia odcinek 500 m prowadzący przez niezagospodarowany
park.
Tam rzucił się na mnie i zgwałcił. Broniłam się
rozpaczliwie,
ale nie miałam siły-.
Opowiedziała
wszystko dokładnie. Była wiarygodna. Szybko
ustaliłem
dane pana mecenasa. Mieszkał 60km od miejsca zdarzenia.
Na
dworcu PKP w G. już go nie było.
Siedział
w pociągu zadowolony z życia Wracał do domu. Nie
wiedział
co go czeka.
Był
bardzo zdziwiony, gdy po wyjściu z pociągu założono mu
kajdanki
i poproszono do radiowozu. Jechał z powrotem. Czekałem.
Nie
będę ukrywał, wiedziałem, że dostanie „popalić”. Skrzywdził
moją
ślicznotę. Gdy wprowadzono mecenasa do pokoju, zdębiałem.
Szok…
karakan, przykurcz taki, 160 cm. wzrostu, waga około
48
kg.
Taki
dobrze wypasiony kogut. Przestraszony, nie wie o co chodzi.
Proszę
aby usiadł.
Mówię
dlaczego wrócił. Jest zdumiony, wszystkiemu zaprzecza,
zaklina
na wszystkie świętości. Potwierdza, że się z dziewczyną
kochał,
ale nie gwałcił. Nie daję za wygraną. „Walczę” z nim ponad
dwie
godziny. Nie przyznaje się do niczego. Wychodzę do pokoju,
gdzie
kolega spisuje zeznania mojego bóstwa. Dalej zanosi się płaczem.
Mówię,
że mecenas idzie w zaparte Jest oburzona. -Cham —
mówi.
Potwierdzam
nieśmiało. W tym momencie zwątpiłem. Nie wiem
dlaczego,
ale zwątpiłem. Wołam kolegę:
— Stary,
coś nie tak. Dziewczyna o głowę wyższa od wstawionego
apsztyfikanta.
Mogła go zabić, gdyby chciała.
— Może
nie chciała? –pyta- Dobra, wezmę się za nią.-odpowiada.
Zaczyna
się bal.
„Obrabiam”
mecenasa, wmawiając dokonanie gwałtu. Kolega —
moje
bóstwo wmawiając, że kłamie. Mecenas płacze. Ona jeszcze
bardziej.
Pozostają przy swoim. Koniec na dzisiaj.
Facet
na dół, do piwnicy, poszkodowana do domu. Umawiamy
się
na jutro. Jak to ładnie brzmi; UMAWIAMY SIĘ. Rano odnowa Polska
Ludowa…
Ona
swoje, on także. Decyzja, aby jechać z nim do prokuratora.
Dostaje
trzy miesiące aresztu. Idzie na dół. Nie muszę się spieszyć.
Mam
czas. Porozmawiam z nią.
Nie
wie o areszcie, dalej potwierdza swoje zeznania. Nie chce
nic
zmieniać.
— Zgwałcił
i już, cham jeden. Po trzech godzinach rozmowy
mówię
:
— Wiesz,
że jest żonaty, nie? -Wiesz, że ma dzieci, nie? -Wiesz,
że
przesrał sobie życie, nie? No jak, wiesz?
— Wiem,
ale to jego wina –odpowiada.
— Posłuchaj
teraz. Za chwilę dzwonię do jego żony i powiem
co
się stało Musze to zrobić, przecież od wczoraj nie ma go
w
domu. Nie może się niepokoić. Niech wie jakiego spryciule
ma
pod dachem. Przed momentem przywieźli go z prokuratury.
Dostał
trzy miesiące aresztu. Jeżeli będziesz się upierała, pójdziesz
za
nim. Czas żartów się skończył!
Ostatnie
słowa wykrzyczałem. Cały czas patrzyłem jej
w
oczy. Nie wytrzymała ciśnienia. Zaczęła potwornie szlochać
— Co,
żal ci chama? Nie płacz, przecież cię zgwałcił, ślicznotko-
Kpiłem
z niej
— Dobrze,
powiem jak było. Opowiadała krótko, bo scenariusz
był
krótki.
Szli
przez park, pomyślała, że czas dowiedzieć się jak to jest.
Położyła
głowę na jego ramieniu.
Pamięta,
że był tym zdumiony. Po sekundzie odezwał się w nim
lew.
Wspiął się na palcach..
Gdy
wróciła do domu, przestraszyła się mamy. Nie potrafi
powiedzieć
dlaczego. Przestraszyła i koniec. Zaczęła od płaczu. Na
pytanie
o powód, opowiedziała o „gwałcie”. Ojciec się wściekł,
postanowił
zabić. Potem zrezygnował.
Mecenas
rozwiódł się z żoną. Ją widuję czasami.
Dalej
ładna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz