środa, 4 marca 2020

PIĘKNA I BESTIA


Widywałem ją często, często też oglądałem się za nią. Mam
gust, wiedziałem co robię. Była ładna, zgrabna i bogata. Znaczy, nie
ona bogata tylko tatuś, ale…
Wiedziałem, że nie mam szans lecz oglądać się mogłem. Tyle
mojego. Pamiętam, spojrzała na mnie jeden jedyny raz. Nie potrafię
określić tego spojrzenia.
Myślę, że była bardziej zdumiona niż zachwycona. Co ja tutaj
na jej temat, ma być o gwałtach. Godzina 16. Siedzę za biurkiem,
kawa ARABICA w filiżance z metalową obudową, TRYBUNA LUDU
w dłoniach, czekam na wydarzenia. Nie czekam długo. Potężny
krzyk na korytarzu. Podskakuję na krześle. Co jest? MILICJA!!!.
MILICJA!!!, łapcie tego sk...syna. ZABIJĘ!!! NIE PODARUJĘ,
MILICJA!!!
Wyskakuję jak oparzony. Zamurowało mnie. To niemożliwe.
ONA. Szlochająca, w objęciach oszalałego tatusia. Uspokajam
gościa.
Panie, tu nie rykowisko. Co się stało???
Córkę mi zgwałcił, sku...syn. Zabiję.
Obiecuję, że pomogę
Panią skrzywdzono? — pytam.
Potwierdza łkając. Miała wówczas 19 lat. Była ładna, nawet bardzo
ładna. Łzy dodawały jej uroku. Pytam co się stało. Ona nic tylko
płacze.
Odpowiada tatuś. Co trzecie słowo, że zabije. W końcu wnerwiło
mnie to. Zapytałem kogo gwałcili, jego czy córkę. Wyprosiłem na
korytarz. Zostałem z nią sam na sam. No nie, do dzisiaj pamiętam
jej wzrok. Zazdrościłem gwałcicielowi, naprawdę zazdrościłem. Dzisiaj
już nie, ale wówczas. Zaczęła opowiadać:
Do tatusia przyjechał pan mecenas. Omawiali jakąś sprawę.
Wypili trochę wódki.
Tatuś nie mógł odwieźć gościa na dworzec PKP. Poprosił abym
odprowadziła.
Mieliśmy do przejścia odcinek 500 m prowadzący przez niezagospodarowany
park. Tam rzucił się na mnie i zgwałcił. Broniłam się
rozpaczliwie, ale nie miałam siły-.
Opowiedziała wszystko dokładnie. Była wiarygodna. Szybko
ustaliłem dane pana mecenasa. Mieszkał 60km od miejsca zdarzenia.
Na dworcu PKP w G. już go nie było.
Siedział w pociągu zadowolony z życia Wracał do domu. Nie
wiedział co go czeka.
Był bardzo zdziwiony, gdy po wyjściu z pociągu założono mu
kajdanki i poproszono do radiowozu. Jechał z powrotem. Czekałem.
Nie będę ukrywał, wiedziałem, że dostanie „popalić”. Skrzywdził
moją ślicznotę. Gdy wprowadzono mecenasa do pokoju, zdębiałem.
Szok… karakan, przykurcz taki, 160 cm. wzrostu, waga około
48 kg.
Taki dobrze wypasiony kogut. Przestraszony, nie wie o co chodzi.
Proszę aby usiadł.
Mówię dlaczego wrócił. Jest zdumiony, wszystkiemu zaprzecza,
zaklina na wszystkie świętości. Potwierdza, że się z dziewczyną
kochał, ale nie gwałcił. Nie daję za wygraną. „Walczę” z nim ponad
dwie godziny. Nie przyznaje się do niczego. Wychodzę do pokoju,
gdzie kolega spisuje zeznania mojego bóstwa. Dalej zanosi się płaczem.
Mówię, że mecenas idzie w zaparte Jest oburzona. -Cham —
mówi.
Potwierdzam nieśmiało. W tym momencie zwątpiłem. Nie wiem
dlaczego, ale zwątpiłem. Wołam kolegę:
Stary, coś nie tak. Dziewczyna o głowę wyższa od wstawionego
apsztyfikanta. Mogła go zabić, gdyby chciała.
Może nie chciała? –pyta- Dobra, wezmę się za nią.-odpowiada.
Zaczyna się bal.
Obrabiam” mecenasa, wmawiając dokonanie gwałtu. Kolega —
moje bóstwo wmawiając, że kłamie. Mecenas płacze. Ona jeszcze
bardziej. Pozostają przy swoim. Koniec na dzisiaj.
Facet na dół, do piwnicy, poszkodowana do domu. Umawiamy
się na jutro. Jak to ładnie brzmi; UMAWIAMY SIĘ. Rano odnowa Polska
Ludowa…
Ona swoje, on także. Decyzja, aby jechać z nim do prokuratora.
Dostaje trzy miesiące aresztu. Idzie na dół. Nie muszę się spieszyć.
Mam czas. Porozmawiam z nią.
Nie wie o areszcie, dalej potwierdza swoje zeznania. Nie chce
nic zmieniać.
Zgwałcił i już, cham jeden. Po trzech godzinach rozmowy
mówię :
Wiesz, że jest żonaty, nie? -Wiesz, że ma dzieci, nie? -Wiesz,
że przesrał sobie życie, nie? No jak, wiesz?
Wiem, ale to jego wina –odpowiada.
Posłuchaj teraz. Za chwilę dzwonię do jego żony i powiem
co się stało Musze to zrobić, przecież od wczoraj nie ma go
w domu. Nie może się niepokoić. Niech wie jakiego spryciule
ma pod dachem. Przed momentem przywieźli go z prokuratury.
Dostał trzy miesiące aresztu. Jeżeli będziesz się upierała, pójdziesz
za nim. Czas żartów się skończył!
Ostatnie słowa wykrzyczałem. Cały czas patrzyłem jej
w oczy. Nie wytrzymała ciśnienia. Zaczęła potwornie szlochać
Co, żal ci chama? Nie płacz, przecież cię zgwałcił, ślicznotko-
Kpiłem z niej
Dobrze, powiem jak było. Opowiadała krótko, bo scenariusz
był krótki.
Szli przez park, pomyślała, że czas dowiedzieć się jak to jest.
Położyła głowę na jego ramieniu.
Pamięta, że był tym zdumiony. Po sekundzie odezwał się w nim
lew. Wspiął się na palcach..
Gdy wróciła do domu, przestraszyła się mamy. Nie potrafi
powiedzieć dlaczego. Przestraszyła i koniec. Zaczęła od płaczu. Na
pytanie o powód, opowiedziała o „gwałcie”. Ojciec się wściekł,
postanowił zabić. Potem zrezygnował.
Mecenas rozwiódł się z żoną. Ją widuję czasami.
Dalej ładna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz