Pasowali
do siebie. Ona spokojna, cicha, nieśmiała, ładna. Wzorowa
uczennica.
Mama sprzątała w jednym z przedszkoli, oraz
dorywczo
u osób prywatnych. Sprzątała także mieszkanie jego
rodziców.
Ojciec nie żył od ładnych paru lat.
On,
typ raptusa, spontaniczny, wesoły, wszędzie go było pełno.
Dobry
uczeń. Mama na utrzymaniu męża. Ojciec, pieprzony kierownik
jednego
z wydziałów Urzędu Miasta, grajdołu kilkunastotysięcznego.
Typ
szlachcica, który pana Boga za łokieć trzymał. Tak przynajmniej
się
zachowywał. Cztery litery nosił wyżej głowy. Znajomych
wybierał,
z plebsem się nie bratał. Mamusia szybko dostosowała
się
do tych warunków. Kiedyś bolała ją głowa, gdy mąż
został
kierownikiem, miała wyłącznie migrenę. Aby pokazać tym
z
nizin społecznych jak szlachta żyje, na przedpłaty kupili Fiata
126p.
Słynna scena, wspominana do dzisiaj, to kupno kilograma
kaszanki
i kiełbasy zwyczajnej. Pod sklep podjechali „maluchem”.
On
pilnował autka, ona poszła robić zakupy. Ekspedientka pyta: -
Zapakować?
-Nie, jestem samochodem.
Syn
posiadał prawo jazdy. Co jakiś czas ojciec wyrażał zgodę
i
pozwalał na krótkie przejażdżki. Nigdy nie mówił gdzie jedzie.
Jeżeli
musiał, kłamał. Nie chciał aby rodzice wiedzieli z kim się
spotyka,
kogo kocha. Wiedział, że tego związku nie zaakceptują.
Zawsze
jechał do niej a potem razem znikali poza miastem. Wszystko
co
dobre szybko się kończy. Zauważeni zostali przez spacerującego
ojca
z matką. Stary się wściekł. Po powrocie syna do domu,
zabrał
kluczyki i wstawił umoralniającą „gadkę”: -Wstyd rodzinie
przynosisz
— mówił. Nie pozwolę abyś spotykał się z córką sprzątaczki,
swoją
przyszłość zniszczysz. Teksty tego rodzaju wypowiadał
przez
ładnych kilka minut. Następnego dnia, jego matka odwiedziła
w
przedszkolu jej rodzicielką. Wulgarnymi słowami powiedziała co
myśli
o tym związku. Stwierdziła, że zniszczy matkę i córkę jeżeli
w
dalszym ciągu ta druga spotykać się będzie z jej synem.
Od
tego dnia młodzi widywali się tylko w szkole. On miał zakaz
wychodzenia
z domu. Pilnowany był dobrze.
Ci
co ich znali, wiedzieli, że coś jest nie tak. Można to było
poznać
po jego zachowaniu. Już nie był raptusem, był bardziej
smutny
od niej.
To
był wtorek.
Na
lekcji historii nie było jej i jego. Taka sytuacja zdarzyła się
pierwszy
raz. Nikt nie zwrócił na to uwagi.
Po
trzech godzinach dyrektor szkoły poinformował klasę, że ich
koleżanka
i kolega zginęli w wypadku drogowym.
Kierowca
tira zeznał: -Zbliżałem się do prawidłowo jadącego
w
przeciwnym kierunku „malucha”. Gdy byliśmy w odległości jakieś
20—30
metrów od siebie, „maluch” gwałtownie skręcił w lewo
doprowadzając
do czołowego zderzenia. Nie mieli żadnych szans.
W
domu chłopaka ojciec znalazł list, a w nim jedno zdanie:
POCHOWAJCIE
NAS RAZEM
Ona
w ostatnim liście przeprosiła mamę. Napisała znacznie
więcej,
ale treść tych słów niech zostanie tajemnicą matki i córki.
Pochowani
zostali oddzielnie. Tak zdecydowała matka. Jego matka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz