Słonecznie,
cieplutko a ja mam dyżur. Pierwszy, samodzielny
dyżur.
W każdym razie, jeden z pierwszych. Bałem się, a co? Nie
wiedziałem
co
się przytrafi, czy dam radę, czy nie będzie plamy… takie
tam
wątpliwości. Nie czekałem długo.
— Jedź
pod kolegiatę. Facet i kilka bab trzymają jakiegoś bandytę.
Zobacz
co się stało.
Na
miejscu byli chłopaki z ZOMO, z wojewódzkiego miasta.
Nudzili
się więc pojechaliśmy razem ich Nyską tzw "suką”.
Kierowca,
trzech
niebieskich i ja cywil. Oni żartowali a we mnie pełno emocji.
Kolegiata
dzisiaj, to przepiękna budowla, teren zagospodarowany.
Wówczas
ruina, pełno gruzów, trochę zieleni. Na miejscu kilkanaście
bab
otaczających zawianego, zakrwawionego, szarpiącego się
i
wykrzykującego coś 40-latka. Do pomocy gość z cegłą w dłoni.
Obok
babinka w długiej sukni, chustce na głowie, sierpem
w
prawej dłoni i workiem pełnym zieleniny. Wszyscy krzyczą, tylko
babinka
spokojna.
Najgłośniej
krzyczał zawiany. Darł mordę:- LUCYFER...
LUCYFER
— pokazując na babinkę.
Pytam
rozhisteryzowanych kobiet co się stało. Jedna przez
drugą
krzyczy, że gość, którego trzymają, napadł na babinkę,
dusił
ją, usiłował zgwałcić. D-ca zomowców podejmuje decyzję
mówiąc
do kobiet: -Dobra, trzymajcie tego s...syna, ja pogadam
z
poszkodowaną-
To
był pierwszy szok jaki przeżyłem w organach.
— Nie,
nie, ty pilnuj gościa ja porozmawiam- mówię.
Balem
się, że babci krzywdę zrobi. Podchodzę do babinki a ona
gdzieś
odleciała...myśli.
Pytam
nieśmiało co się stało. A ona nic tylko:
-Panie,
dok..wy nędzy, mnie??? Naprawdę mnie???
— Uśmiecha
się przy tym. Pytam o zdarzenie. Mówi, że przyszła po zieleninę
dla
królików. Kosząc zauważyła pijanego faceta biegnącego w jej
kierunku
Krzyczał:
LUCYFER...LUCYFER… Zanim się zorientowała, facet
rzucił
się na nią. Nie straciła głowy, zaczęła się bronić. Cięła
sierpem
na
lewo i prawo. Całe zdarzenie widziało kilka kobiet, które ruszyły
babince
na pomoc. W sprawę zaangażował się facet z cegłą. Napastnik
nie
miał żadnych szans. Już wiedziałem co się stało, ale nie chcę
nic
sugerować.
— Jest
pani przekonana, że chciał panią zgwałcić, żąda pani ścigania
sprawcy?
— pytam.
— Daj
pan spokój - mówi uśmiechnięta - niech idzie do domu.
Dostał
dobrą szkolę i to mu wystarczy. Dalej nie wierzę, NAPRAWDĘ
MNIE???
Nie
mogłem zostawić zawianego na miejscu i jechać do komendy.
Musiał
zniknąć z oczu pilnujących go kobiet. Postanowiłem, że
pojedzie
do izby wytrzeźwień. Tam dojdzie do siebie i wróci do
społeczeństwa.
W
Nysce zaczął fikać. Miał pretensje, że jego bierzemy
a
Lucyfera zostawiamy. Zaczął nam ubliżać. Mnie to nie wzruszało,
ale
nie byłem sam.
Jechało
ze mną trzech wrażliwych chłopaków. Jeden z nich nie
wytrzymał.
Strzelił błyskawicznie z pięści. Zawiany opuścił głowę,
podniósł
do góry, był cały zakrwawiony. To był szok numer dwa.
Ale
my nie o tym. Sprawa wyglądała tak: Ponad 70-letnia kobieta
w
długiej sukni, chuście na głowie, sierpem w prawej dłoni
i
workiem w lewej, poszła po zieleninę.
Obok
przechodził pijany facet. W pijanym widzie zobaczył
LUCYFERA.
Postanowił zbawić świat.
Zbawił.
W nierównej walce naruszono mu przednie zęby, pocięto
sierpem,
pozwolono wyspać w „hotelowych” warunkach. Babinka
też
była zadowolona
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz