środa, 4 marca 2020

LUCYFER



Słonecznie, cieplutko a ja mam dyżur. Pierwszy, samodzielny
dyżur. W każdym razie, jeden z pierwszych. Bałem się, a co? Nie wiedziałem
co się przytrafi, czy dam radę, czy nie będzie plamy… takie
tam wątpliwości. Nie czekałem długo.
Jedź pod kolegiatę. Facet i kilka bab trzymają jakiegoś bandytę.
Zobacz co się stało.
Na miejscu byli chłopaki z ZOMO, z wojewódzkiego miasta.
Nudzili się więc pojechaliśmy razem ich Nyską tzw "suką”. Kierowca,
trzech niebieskich i ja cywil. Oni żartowali a we mnie pełno emocji.
Kolegiata dzisiaj, to przepiękna budowla, teren zagospodarowany.
Wówczas ruina, pełno gruzów, trochę zieleni. Na miejscu kilkanaście
bab otaczających zawianego, zakrwawionego, szarpiącego się
i wykrzykującego coś 40-latka. Do pomocy gość z cegłą w dłoni.
Obok babinka w długiej sukni, chustce na głowie, sierpem
w prawej dłoni i workiem pełnym zieleniny. Wszyscy krzyczą, tylko
babinka spokojna.
Najgłośniej krzyczał zawiany. Darł mordę:- LUCYFER...
LUCYFER — pokazując na babinkę.
Pytam rozhisteryzowanych kobiet co się stało. Jedna przez
drugą krzyczy, że gość, którego trzymają, napadł na babinkę,
dusił ją, usiłował zgwałcić. D-ca zomowców podejmuje decyzję
mówiąc do kobiet: -Dobra, trzymajcie tego s...syna, ja pogadam
z poszkodowaną-
To był pierwszy szok jaki przeżyłem w organach.
Nie, nie, ty pilnuj gościa ja porozmawiam- mówię.
Balem się, że babci krzywdę zrobi. Podchodzę do babinki a ona
gdzieś odleciała...myśli.
Pytam nieśmiało co się stało. A ona nic tylko:
-Panie, dok..wy nędzy, mnie??? Naprawdę mnie???
Uśmiecha się przy tym. Pytam o zdarzenie. Mówi, że przyszła po zieleninę
dla królików. Kosząc zauważyła pijanego faceta biegnącego w jej kierunku
Krzyczał: LUCYFER...LUCYFER… Zanim się zorientowała, facet
rzucił się na nią. Nie straciła głowy, zaczęła się bronić. Cięła sierpem
na lewo i prawo. Całe zdarzenie widziało kilka kobiet, które ruszyły
babince na pomoc. W sprawę zaangażował się facet z cegłą. Napastnik
nie miał żadnych szans. Już wiedziałem co się stało, ale nie chcę
nic sugerować.
Jest pani przekonana, że chciał panią zgwałcić, żąda pani ścigania
sprawcy? — pytam.
Daj pan spokój - mówi uśmiechnięta - niech idzie do domu.
Dostał dobrą szkolę i to mu wystarczy. Dalej nie wierzę, NAPRAWDĘ
MNIE???
Nie mogłem zostawić zawianego na miejscu i jechać do komendy.
Musiał zniknąć z oczu pilnujących go kobiet. Postanowiłem, że
pojedzie do izby wytrzeźwień. Tam dojdzie do siebie i wróci do społeczeństwa.
W Nysce zaczął fikać. Miał pretensje, że jego bierzemy
a Lucyfera zostawiamy. Zaczął nam ubliżać. Mnie to nie wzruszało,
ale nie byłem sam.
Jechało ze mną trzech wrażliwych chłopaków. Jeden z nich nie
wytrzymał. Strzelił błyskawicznie z pięści. Zawiany opuścił głowę,
podniósł do góry, był cały zakrwawiony. To był szok numer dwa.
Ale my nie o tym. Sprawa wyglądała tak: Ponad 70-letnia kobieta
w długiej sukni, chuście na głowie, sierpem w prawej dłoni
i workiem w lewej, poszła po zieleninę.
Obok przechodził pijany facet. W pijanym widzie zobaczył
LUCYFERA. Postanowił zbawić świat.
Zbawił. W nierównej walce naruszono mu przednie zęby, pocięto
sierpem, pozwolono wyspać w „hotelowych” warunkach. Babinka
też była zadowolona


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz