środa, 4 marca 2020

PAMIĘTAM JAK


Pamiętam jak przyjmował się do pracy. Średniego wzrostu blondynek.
Cichy, spokojny, uśmiechnięty. Wyraził chęć pracy w SB, tam
miał zamiar zrobić karierę. Potrzebowali, więc przyjęli. Szybko znalazł
wspólny język z kolegami.
Do Legionowa, trzy letniej szkoły, pojechał po 5 miesiącach.
Pierwszą przepustkę otrzymał po miesiącu. Oczywiście, że odwiedził
kumpli. Była wódka, były śmiechy i było jedno, niepotrzebne
pytanie: — Jak żona radzi sobie bez ciebie?
Ktoś inny uśmiechnął się przy tym. Pozostali nie zwrócili
na to uwagi. Ot, pytanie zatroskanego. Nie było odpowiedzi.
Był błysk w oku. Po powrocie z balangi uderzył pierwszy raz.
Z każdym przyjazdem na przepustkę bił coraz mocniej i częściej.
Gdy był na trzecim roku, przyjechał na dwutygodniowe wakacje.
Cały czas siedział w domu. Nawet kolegów nie odwiedził.
Zadzwonił tylko, że urlop się skończył i wraca do Legionowa.
Następnego dnia przedzwonił na Milicję jego 13-letni syn.
Powiedział:
Mama nie żyje. Powiesiła się w piwnicym
Nie zostawiła żadnego listu. Nie chciała żyć więc odeszła.
Jak w życiu. Faktem jest, że syn mówił, że ojciec znęcał się nad
mamą, ale cóż tam kilkunastoletni gówniarz może wiedzieć
o życiu. Nie byłem na pogrzebie.
Z tego co wiem, wdowiec bardzo rozpaczał. Po załatwieniu
spraw rodzinnych wyjechał do Legionowa. Po trzech miesiącach
powiadomiono go, że w miejscu gdzie znaleziono zwłoki żony,
powiesił się 13-letni syn. Przyczyny nie ustalono. Był to okres przełomu,
weryfikacji w służbach mundurowych i wycinania niewygodnych.
Jego wycięto.
 Nie widuję go. Podobno wyjechał do Niemiec i tam założył rodzinę. Nie
ma się co dziwić, był kawalerem, bez zobowiązań.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz