środa, 4 marca 2020

Piękni dwudziestoletni


Ona. Urocza, wysoka, blondynka. On. Brunet wieczorową porą.
Ponad 182cm wzrostu. Przystojniak jak się patrzy. Pracował w Policji.
Widywałem ich często. Jego każdego dnia. W końcu pracowaliśmy
razem. Był w niej bardzo zakochany, Świata bez niej nie
widział. Na biurku, pod szybą, trzymał zdjęcie ukochanej. Zgodził
się na jej wyjazd do Niemiec. Znalazła tam sezonową pracę.
Mówił, że będzie na nowe mieszkanie Wyjechała na trzy miesiące.
Po powrocie coś się zmieniło. Nie była tą samą dziewczyną. Dla
niego, nie ta sama. Dla innych zawsze ta sama. Ładna, uśmiechnięta
blondynka. Mówił, że poznała kogoś innego. Bardzo pragnął
aby wróciła. Rano, przed wejściem do budynku komendy,
zatrzymałem się celem porozmawiania z kolegą Przyszedł on. Przywitał
się uśmiechnięty i poszedł na górę. Pracował na drugim piętrze.
Po minucie usłyszałem krzyk i wybiegającego kolegę:
ZASTRZELIŁ SIĘ!!! — krzyczał. Pobiegłem na górę.
Leżał przy biurku w kałuży krwi. Nie żył. Kolega powiedział, że przyszedł
do pokoju, przywitał się, otworzył szafę, wyciągnął pistolet,
załadował i strzelił w klatkę piersiową. Ot tak, bez słowa, jakby
strzelał do siebie każdego dnia. Byłem na pogrzebie. Stałem z boku.
Byli jego rodzice, ona. Stali jakieś pięć metrów od siebie. Rodzice
trzymali się za ręce. Gdy trumnę złożono w grobie, podeszła do
jego matki. Stanęła blisko niej. Około piętnastu
sekund patrzyły sobie w oczy, bez słowa. Myślę,
że były to dla niej najdłuższe piętnaście sekund w życiu. Mama jego
zaczęła płakać. Wyciągnęła do niej ręce. Padły sobie w ramiona. Płakały.
Nie wiem jak długo to trwało. Odwróciłem się i poszedłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz