Ona.
Urocza, wysoka, blondynka. On. Brunet wieczorową porą.
Ponad
182cm wzrostu. Przystojniak jak się patrzy. Pracował w Policji.
Widywałem
ich często. Jego każdego dnia. W końcu pracowaliśmy
razem.
Był w niej bardzo zakochany, Świata bez niej nie
widział.
Na biurku, pod szybą, trzymał zdjęcie ukochanej. Zgodził
się
na jej wyjazd do Niemiec. Znalazła tam sezonową pracę.
Mówił,
że będzie na nowe mieszkanie Wyjechała na trzy miesiące.
Po
powrocie coś się zmieniło. Nie była tą samą dziewczyną. Dla
niego,
nie ta sama. Dla innych zawsze ta sama. Ładna, uśmiechnięta
blondynka.
Mówił, że poznała kogoś innego. Bardzo pragnął
aby
wróciła. Rano, przed wejściem do budynku komendy,
zatrzymałem
się celem porozmawiania z kolegą Przyszedł on. Przywitał
się
uśmiechnięty i poszedł na górę. Pracował na drugim piętrze.
Po
minucie usłyszałem krzyk i wybiegającego kolegę:
ZASTRZELIŁ
SIĘ!!! — krzyczał. Pobiegłem na górę.
Leżał
przy biurku w kałuży krwi. Nie żył. Kolega powiedział, że
przyszedł
do
pokoju, przywitał się, otworzył szafę, wyciągnął pistolet,
załadował
i strzelił w klatkę piersiową. Ot tak, bez słowa, jakby
strzelał
do siebie każdego dnia. Byłem na pogrzebie. Stałem z boku.
Byli
jego rodzice, ona. Stali jakieś pięć metrów od siebie. Rodzice
trzymali
się za ręce. Gdy trumnę złożono w grobie, podeszła do
jego
matki. Stanęła blisko niej. Około piętnastu
sekund
patrzyły sobie w oczy, bez słowa. Myślę,
że
były to dla niej najdłuższe piętnaście sekund w życiu. Mama
jego
zaczęła
płakać. Wyciągnęła do niej ręce. Padły sobie w ramiona.
Płakały.
Nie
wiem jak długo to trwało. Odwróciłem się i poszedłem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz