Starsi na pewno pamiętają bony PKO. Młodszych poinformuję, ze
były
to takie nasze dolary. W sklepach PEWEX można było za nie
kupić
wszelkiego rodzaju frukta, których na wolnym rynku nie było.
Np
ocet, dobre papierosy czy rajtuzy nylonowe,
które
się nie przecierały, nie puszczały oczek i nie trzeba było
do
nich gumek do weków. Można też było kupić samochód, który
z
kilkukrotną „przebitką” można było sprzedać chętnemu. Nie
wszyscy
sprzedawali.
Większość cieszyła się cackami, które dla innych
były
niedostępne.
Telefon
z L.
Natychmiast
przeszukać mieszkanie takiego i takiego gościa,
który
dwa dni wstecz w tamtejszym Pewexie płacił fałszywymi
bonami.
Fałszywe bony ujawnił bank.
Mieli
szczęście bo kasjerka Pewexu spisała dane personalne
kupującego.
Spisała, bo ten robił jakiś większy zakup (0 ile mnie
pamięć
nie myli, wydał wówczas około 100 fałszywych bonów).
Przeszukanie
było dokładne. Zachodziło podejrzenie, że fałszywek
może
być znacznie więcej. Było około 1100szt, (potwierdził
to
później NBP) z tym, że nie zostały znalezione tylko facet wydał
dobrowolnie.
Przy przeszukaniu obecna była żona właściciela fałszywek.
Nic
nie mówiła, nie wnosiła zastrzeżeń co do sposobu przeszukania.
Po
załatwieniu sprawy pojechaliśmy do Komendy. Tam, po
dłuższej
rozmowie i ustaleniu co gdzie, od kogo, ile i za ile facet
poszedł
do domu. Oczywiście o wszystkim powiadomiliśmy Komendę
w
L. Nie mieli uwag. Następnego dnia, około 9, do mojego szefa
przyszła
żona właściciela fałszywek. Powiedziała, że po powrocie
do
domu, mąż wypił herbatę i poszedł do swojego zakładu.
Szewcem
był. Powiedział, że na następny dzień musi wykonać
kilka
napraw. Nie było go długo więc poszła do niego. Nie żył.
Powiesił
się na klamce od drzwi. Nie mógł przeboleć straty bonów.
Oszczędzał
kilka lat. Marzył o „Wartburgu”. Cieszył się, że jest tak
blisko…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz