środa, 4 marca 2020

BONY PKO


Starsi na pewno pamiętają bony PKO. Młodszych poinformuję, ze
były to takie nasze dolary. W sklepach PEWEX można było za nie
kupić wszelkiego rodzaju frukta, których na wolnym rynku nie było.
Np ocet, dobre papierosy czy rajtuzy nylonowe,
które się nie przecierały, nie puszczały oczek i nie trzeba było
do nich gumek do weków. Można też było kupić samochód, który
z kilkukrotną „przebitką” można było sprzedać chętnemu. Nie wszyscy
sprzedawali. Większość cieszyła się cackami, które dla innych
były niedostępne.
Telefon z L.
Natychmiast przeszukać mieszkanie takiego i takiego gościa,
który dwa dni wstecz w tamtejszym Pewexie płacił fałszywymi
bonami. Fałszywe bony ujawnił bank.
Mieli szczęście bo kasjerka Pewexu spisała dane personalne
kupującego. Spisała, bo ten robił jakiś większy zakup (0 ile mnie
pamięć nie myli, wydał wówczas około 100 fałszywych bonów).
Przeszukanie było dokładne. Zachodziło podejrzenie, że fałszywek
może być znacznie więcej. Było około 1100szt, (potwierdził
to później NBP) z tym, że nie zostały znalezione tylko facet wydał
dobrowolnie. Przy przeszukaniu obecna była żona właściciela fałszywek.
Nic nie mówiła, nie wnosiła zastrzeżeń co do sposobu przeszukania.
Po załatwieniu sprawy pojechaliśmy do Komendy. Tam, po
dłuższej rozmowie i ustaleniu co gdzie, od kogo, ile i za ile facet
poszedł do domu. Oczywiście o wszystkim powiadomiliśmy Komendę
w L. Nie mieli uwag. Następnego dnia, około 9, do mojego szefa
przyszła żona właściciela fałszywek. Powiedziała, że po powrocie
do domu, mąż wypił herbatę i poszedł do swojego zakładu.
Szewcem był. Powiedział, że na następny dzień musi wykonać
kilka napraw. Nie było go długo więc poszła do niego. Nie żył.
Powiesił się na klamce od drzwi. Nie mógł przeboleć straty bonów.
Oszczędzał kilka lat. Marzył o „Wartburgu”. Cieszył się, że jest tak
blisko…


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz