Cholerny
dyżur. Chce mi się spać. Żadnego zajęcia, nic się nie
dzieje.
Szczerze mówiąc lubię takie wieczory. Jestem szczęśliwy
gdy
nie muszę w nocy pracować. Najlepiej będzie jak pójdę do
domu.
Mieszkam kilka minut od Komendy. Gdy coś się wydarzy,
przedzwonią,
przyjadę. Mówię o tym. Dyżurny zgadza się. Chwytam
klamkę,
chcąc otworzyć drzwi wyjściowe. Słyszę telefon. Poczekam,
może
coś dla mnie. Wykrakałem. -Pojedziesz do R. Jakaś baba zgłosiła,
że
dokonano na niej gwałtu. Wsiadłem w radiowóz i wio…
Wchodzę
na Posterunek. Przy stole zapłakana, roztrzęsiona „lichota”
w
wieku około 30lat. Pomyślałem, że nawet gdyby dopłacała, nie
poszedłbym
z nią na żadne balety. Ale nie po to tutaj przyjechałem
by
rozważać co ja z nią itd. Uspokajam, częstuję papierosem,
paliłem
wówczas,
odmawia, nie pali. Proszę aby opowiedziała co i jak.
Trzęsącym
się głosem zaczyna mówić. Jechała z Wrocławia, gdzie
była
u chorej mamy. Miała kłopoty z dotarciem do domu. Nie wiedziała,
gdzie
przesiadka, o której godzinie i takie tam. Kierowca
autobusu
poradził, aby wysiadła w R. zapewniając, że tutaj dostanie
się
do odpowiedniego autobusu. Coś mi tutaj nie grało. R. to większa
wiocha
przy przelotowej trasie. Ale cóż. Gwałt to gwałt. Wysiadła.
Czekała
na autobus, którego na rozkładzie jazdy nie było.
Godzina
23 — 24. Bez sensu. Postanowiła szukać innego rozwiązania.
Idąc
do „centrum” wiochy, zauważyła chłopaka. Przedstawiła
sprawę,
prosząc o pomoc. Poradził, aby poszła do właściciela taxi
mieszkającego
tam i tam. Na pewno pomoże i tanio zawiezie.
Poszła...Szutrową
ulicą szła pod wskazany adres. Czuła niepokój,
wydawało
się jej, że ktoś za nią idzie. Spojrzała do tyłu. Chłopak,
który
pomagał w kłopocie szedł za nią. Przyspieszyła, on także.
W
pewnym momencie rzucił się na nią, powalił na ziemię. Zaczęła
się
walka na śmierć i życie. Usiłował ją rozebrać. Zerwał przy
tym
naszyjnik,
zegarek, zniszczył bluzkę. Broniąc się ugryzła go w przedramię
prawej
ręki. Ból musiał być okropny, skoro napastnik „zawył”
i
uciekł. Pozbierała się szybko. O wszystkim zgłosiła na
Posterunku.
Postanowiłem
udać się na miejsce zdarzenia. Poszła z nami.
Wystarczyło
spojrzeć na szuter aby zorientować się, że coś się działo.
Na
miejscu odnalazłem zegarek i naszyjnik poszkodowanej. W R.
był
stary CPN, otwarty do 22.Pomyślałem, że być może ajent robił
inwentaryzację,
pracował nad dokumentami, czy coś w tym rodzaju.
W
każdym razie nie wykluczone, że został w pracy dłużej. Po jej
zakończeniu
postanowił się zrelaksować. Nie wiedział jak. Trafiła
się
dziewczyna, więc… Tak myślałem. Pytam T. /posterunkowego/,
gdzie
mieszka cepeeniarz. Idziemy w trójkę. Domek jednorodzinny,
ku
mojemu zdumieniu, otwarty. Wchodzimy bez pukania. Ciemno…
Jak
w nocy. W końcu zaraz godz. 4. Zapalam światło. Słyszę odgłos
kroków
zbiegających po schodach. Wpada przestraszony facet.
Uspokaja
się, gdy widzi posterunkowego. Spojrzałem na nią. Kręci
przecząco
głową. Nie on. Aby wyjść z sytuacji mówię, dlaczego
weszliśmy.
Skłamałem mówiąc, że drzwi były otwarte, że
dla
nas to nietypowa sytuacja, że postanowiliśmy zobaczyć jaka
jest
tego przyczyna. Oczywiście przeprosiłem. Gość nie miał żalu.
Podziękował
za zainteresowanie. Byliśmy na zewnątrz, gdy coś
mnie
tknęło. -Ma pan syna? — Odpowiedział twierdząco, więc
poprosiłem
aby obudził chłopaka. Zobaczyłem zbiegającego po
schodach
byczka. Ubrany w krótkie spodenki, umięśniony. Patrzę
na
prawą rękę ...Jest mój. Na przedramieniu ślady ugryzienia.
Jeszcze
świeże.
Spojrzałem na poszkodowaną. Skinęła głową. Zaczął
płakać,
błagać aby wybaczyła, że nie chciał… Była nieubłagana
mówiąc,
że musi ponieść karę za to, co zrobił. Wziąłem chłopaka
do
radiowozu, pojechaliśmy do powiatowej. Był ranek. Uznałem,
że
zrobiłem wszystko, co zrobić powinienem. Pozostałe czynności
wykonają
koledzy w dzień. Całość materiałów przekazałem dyżurnemu.
Poszedłem
do domu. Obudziłem się koło 13. Męczyła mnie
ta
sprawa, coś mi się w niej nie podobało. Poszedłem do Komendy.
Wszedłem
do pokoju kolegi, który kończył „papiery”. Za moment
miał
jechać do Prokuratury w sprawie aresztowania napastnika. Gdy
mnie
zobaczył, zaczął machać rączkami.. Mówi: — Ty, stary, z tą
lampucerą
jest
coś nie tak. Sprawdziłem ją. Wyobraź sobie, że na terenie
kraju
11(słownie jedenaście) razy usiłowano ją gwałcić. Zamurował
mnie.
Ale cóż, nie byliśmy w stanie nic zrobić. „Poszkodowana”
nie
chciała odstąpić od zgłoszenia. Miała takie prawo. Moralność
nie
ma tutaj nic do rzeczy. Chłopak dostał areszt a potem
1,5
roku odsiadki. Odsiedział wszystko. Maturę zdał z opóźnieniem,
ale
zdał. Widuję go czasami. Kłania mi się. Nigdy nie rozmawialiśmy
o
zdarzeniu. Po co? Było, minęło. „Poszkodowanej” nie widuję.
Myślę,
że dalej jeździ po kraju… Teraz na pewno trudniej podpuścić”.
Wiek
nie ten, włos bardziej siwy. O urodzie nie wspomnę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz