Ona
74 lata. On 78. Godzina 7.45 kiedyś tam
Dzień
jak każdy. On w kuchni szykuje kawę. Ona oczekuje
w
pokoju, siedząc w fotelu. Wszystko jest tak jak zawsze,
oprócz
dwóch rzeczy. Dzisiejszego poranka wstali kilkanaście minut
później
niż zwykle. Ponadto dla niego nie było żadnego ciasta.
Nie
zdarzało się to wcześniej. Mówi aby poszedł i kupił. Odmawia
twierdząc,
że kawa bez ciasta jest równie
dobra.
Nie daje za wygraną
-Idź, kup pączka czy jakiś placek- prosi - sklep jest piętro niżej. Nie zajmie
to więcej czasu niż minuta. Idź, poczekam.
-Idź, kup pączka czy jakiś placek- prosi - sklep jest piętro niżej. Nie zajmie
to więcej czasu niż minuta. Idź, poczekam.
Wrócił
po około 5 minutach. W łazience paliło się światło.
Dwie
filiżanki kawy stały na stole nienaruszone. Pączek także.
Uśmiechnął
się do siebie.
Czekała
— pomyślał
Teraz
On czekał na Nią. Czekał zbyt długo, zaczął się niecierpliwić.
Zawołał
raz i drugi. Nie odpowiadała Otworzył drzwi łazienki…
Ugięły
się pod nim nogi. Wisiała na sznurze nie dając znaku
życia.
Nie
pozostawiła żadnego listu, nic. Po prostu odeszła. Taki był
jej
wybór.
Rozmawiałem
z nim kilka minut. Cały czas płakał. Nie potrafił
podać
przyczyn samobójstwa. Byli zgodnym małżeństwem. Nie chorowała.
Widywałem
Go wiele razy, gdy szedł w kierunku cmentarza.
Zawsze
z kwiatami. Myślę, że szedł w odwiedziny do niej
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz