środa, 4 marca 2020

JESIEŃ ŻYCIA


Ona 74 lata. On 78. Godzina 7.45 kiedyś tam
Dzień jak każdy. On w kuchni szykuje kawę. Ona oczekuje
w pokoju, siedząc w fotelu. Wszystko jest tak jak zawsze,
oprócz dwóch rzeczy. Dzisiejszego poranka wstali kilkanaście minut
później niż zwykle. Ponadto dla niego nie było żadnego ciasta.
Nie zdarzało się to wcześniej. Mówi aby poszedł i kupił. Odmawia
twierdząc, że kawa bez ciasta jest równie
dobra. Nie daje za wygraną 
-Idź, kup pączka czy jakiś placek- prosi - sklep jest piętro niżej. Nie zajmie 
to więcej czasu niż minuta. Idź, poczekam.
Wrócił po około 5 minutach. W łazience paliło się światło.
Dwie filiżanki kawy stały na stole nienaruszone. Pączek także.
Uśmiechnął się do siebie.
Czekała — pomyślał
Teraz On czekał na Nią. Czekał zbyt długo, zaczął się niecierpliwić.
Zawołał raz i drugi. Nie odpowiadała Otworzył drzwi łazienki…
Ugięły się pod nim nogi. Wisiała na sznurze nie dając znaku
życia.
Nie pozostawiła żadnego listu, nic. Po prostu odeszła. Taki był
jej wybór.
Rozmawiałem z nim kilka minut. Cały czas płakał. Nie potrafił
podać przyczyn samobójstwa. Byli zgodnym małżeństwem. Nie chorowała.
Widywałem Go wiele razy, gdy szedł w kierunku cmentarza.
Zawsze z kwiatami. Myślę, że szedł w odwiedziny do niej

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz