Niemożliwe,
znowu??? To piąty w ciągu dwóch miesięcy. Piąty
w
tym samym parku.
Gra
z nami w kulki, tak nie może być, musimy dorwać drania.
Zapada
decyzja:
OBSTAWIAMY
PARK. Zaczęło się. Wszystkie wieczory, noce spędzam
w
parku.
Oczywiście,
nie sam. Chodzą dziewczyny, koledzy.
Dziewczyny
na „podpuchę”, my aby złapać drania. Po miesiącu
rezygnujemy,
mamy dość. Gwałciciel nie zaatakował. Po dwóch
dniach
kolejny gwałt w tym samym parku. Wracamy do poprzednich
działań.
Łażenie po parku, obserwowanie, czekanie na cwaniaczka.
Po
dwóch tygodniach rezygnujemy. Nie było sensu. Może wyjechał,
zachorował,
a może szlag go trafił. Takie było nasze życzenie. Niestety,
usłyszeliśmy
o nim po 3 dniach. Napadł na kobietę, która
potrafiła
się obronić. Musiał uciekać. Szczerze mówiąc, zaczęliśmy
„bykiem”
na siebie patrzeć. Działamy, spokój, cisza. Siedzimy
w
domach, atakuje. Coś nie tak. Kolejny raz obstawiamy park. Około
23
JEST!!!
Nie
w parku, ale sześć kilometrów dalej. Błyskawicznie samochody
i
jazda. Blisko miejsca zdarzenia widzę faceta idącego lasem
w
kierunku G. Skręcamy w jego kierunku. Usiłuje uciec, lecz nie ma
szans.
Za bety i do samochodu.
Nie
pytam o nic. Mówi, że wszystko powie. Nie wiem o czym,
więc
proszę aby powiedział. Zaczyna opowieść o gwałcie.
Nie
przerywałem, opowiadał przez całą drogę.
Opowiedział
wszystko ze szczegółami. Potem zarzut, protokół
przesłuchania
podejrzanego. Zeznania poszkodowanej udokumentowano
także.
Opisała wszystko szczegółowo.
Z
uwagi na fakt, że było bardzo ciemno, nie potrafiła potwierdzić,
czy
zatrzymany jest tym, który ją zgwałcił. Potem skonfrontowaliśmy
co
oboje mieli do powiedzenia. Wszystko się zgadzało. Miejsce, sposób
działania
sprawcy… wszystko, wszystko. Następnego dnia
fachowcy
od „gwałtów” przepuścili gościa przez magiel. Ku radości
wszystkich
przyznał się do gwałtów-parkowych. Potem poszło szybko.
Zeznania,
okazania, konfrontacje. Poszkodowane nie były
w
stanie faceta rozpoznać, nie potrafiły opisać. Atakował z tyłu,
powalał
na ziemię… Nigdy nic nie mówił, nie bił. Po prostu „kochał”.
Zaraz
potem szybko uciekał. Nagrody rozdane,
wódka
wypita, facet siedzi. Jest dobrze. Noce spokojne. Chce się
żyć.
Pamiętam szum w prasie, gratulacjom nie było końca. Dostał
4,5
roku odsiadki.
Poszedł
siedzieć, a my na kielicha Zwycięzców się nie sądzi.
Nie
wytrzeźwiałem dobrze, gdy otrzymałem polecenie do
natychmiastowego
stawienia się w komendzie. Poszedłem klnąc po
drodze.
Musiałem się stawić, nie musiałem kląć. To tak przy okazji.
Wytrzeźwiałem
na miejscu. Zgłoszenie gwałtu.
W
PARKU. Od tego momentu zaczęła się jazda. Noc w noc. Spałem
w
dzień, nocą przebywałem w parku. Pół biedy gdy chodziłem,
gorzej,
gdy siedziałem ukryty. Myślałem, że oszaleję. W końcu
wpadł.
Miał pecha, rzucił się na koleżankę, która wiedziała co ma
robić.
Był tak zaskoczony, że nie potrafił słowa z siebie wydusić.
Szybko
przyznał się do wszystkiego, podał okoliczności związane
z
działalnością parkową. Wiedział, że park jest obstawiany.
Miejsce
dogodne
do ataku zajmował w dzień. Obserwował teren, widział co
się
w parku dzieje itd.
Miał
to szczęście, że przychodził przed nami. Gdy zauważył coś
dla
siebie niepokojącego, rezygnował. Gdy był pewien, że teren jest
czysty,
atakował. Ostatnim razem przyszedł później od nas, nie wiedział,
że
siedzimy w dziuplach i obserwujemy. Przekonany był, że
mamy
„wolne”. Tak to się kończy, niestety.
Jedna
kawa czy piwo zbyt długo pite i posprzątane. Następnego
dnia
pojechałem do pierwszego winnego. Ucieszył się, gdy
mnie
zobaczył. Wiedział, że poczęstuję fajką, że zapali. Tak też
się
stało. Siedzimy, palimy, śmiejemy się… W pewnym momencie
pytam:
— Dlaczego się przyznałeś? Spojrzał zdziwiony, powiedział
:
— Bałem
się że zrobicie mi krzywdę. — Nie czaruj, powiedz dlaczego
się
przyznałeś.
— Wmówiliście
mi, że to ja.
— Może
pod G. też nie gwałciłeś? — To nie ja. Zamurowało
mnie.
— Nie rób ze mnie idioty. Przyznałeś się do wszystkiego,
opisałeś
z
detalami, złapany zostałeś zaraz po gwałcie.
— To
naprawdę nie ja.
— Wiesz
co? Ja lub ty mamy coś pod deklem. To musiałeś
być
ty. Niemożliwością jest, abyś znał szczegóły bez
uczestniczenia
w
zdarzeniu.
— Znam
szczegóły bo wszystko widziałem. Nie gwałciłem,
widziałem
jak gwałci.
— Opowiedz.
— Co
tutaj opowiadać. Szedłem brzegiem drogi w kierunku
przystanku
PKS. Usłyszałem kroki. Schowałem się w lesie, chcąc
przeczekać,
aż osoba ta przejdzie. Zauważyłem kobietę spokojnie
idącą
w kierunku wioski. Nie znałem jej.
Gdy
zniknęła mi z oczu, usłyszałem jakieś odgłosy, których nie
potrafię
opisać.
Zaciekawiony
wróciłem, chciałem wyjaśnić przyczynę. Wówczas
wszystko
widziałem. Obserwowałem tak długo, aż facet uciekł.
Zaraz
potem zrobiłem to samo, uciekłem.
Po
drodze zostałem zatrzymany.
— Jeżeli
nie znasz sprawcy, siedzieć będziesz do końca wyroku,
wymyślając
kolejne bajeczki. Wiesz kto to był? — Wiem… To R., stary
bandyta,
mieszkaniec wioski.
Natychmiast
przedzwoniłem do szefa. Gdy wróciłem, R. był
przesłuchiwany.
Przyznał
się. Wiedział, że jego działalność jest osądzona, ale nie
przeszkadzało
mu to. Stwierdził, że ten, który siedzi i tak nie miał
gdzie
mieszkać, więc więzienie dobrze mu zrobi.
Szybko
zamienili się miejscami. Odsiedział wszystko.
Niesamowite historie. Czytam z zapartym tchem i nie mogę przestać.
OdpowiedzUsuńZbieram kolejne historie. Zaglądaj :)
Usuń