Coś
mnie wzięło i poszedłem na cmentarz. Chciałem wspomnieć
tych,
których znałem a których już nie ma. Zobaczyć, kto
odszedł
a ja o tym nie wiem.
Naszła
mnie taka chwila i nic na to nie poradzę. Miałem dużo
czasu,
więc łaziłem.
Nie
wiem jak jest teraz, ale dawniej, tych co samowolnie odeszli,
chowali
na uboczu. Nie wszystkich, fakt, ale najczęściej. Zawędrowałem
na
takie „ubocze”
Tak
po prostu, nie spodziewając się niczego szczególnego.
W
pewnym momencie zrobiło mi się gorąco. Niemożliwe, ONA???
Zameldował
się w hotelu gdzie była recepcjonistką. Zauroczył
ją
swoim spojrzeniem, uśmiechem, eleganckim garniturem, butami
na
wysoki połysk. Ręce jej się trzęsły, gdy spisywała jego dane
personalne.
Głos,
gdy rozmawiała. Był na tyle bystry,
że
zauważył jej zakłopotanie. Zapłacił za dwie doby. Wziął klucz
do
pokoju, uśmiechnął się, spojrzał na nią i zapytał czy jutro
też
będzie
Odpowiedziała twierdząco. W takim razie jesteśmy umówieni
— powiedział
z uśmiechem. Poszedł spać.
Następnego
dnia przyszła specjalnie dla niego. Poprosiła
o
zastępstwo koleżankę, więc wieczór miała wolny. Oczywiście on
o
tym nie wiedział. Jeszcze by sobie coś pomyślał. Nie miała
pewności
czy
przyjdzie, ale kręciła się przy recepcji. Przyszedł
po
kilku minutach. Ucieszył się, gdy ją zobaczył. Widać było, że
jest
w siódmym niebie.
Ona
była trochę wyżej lecz nie okazywała emocji. Podobno
to
taka kobieca gra. Do hotelowej restauracji poszli na kawę. Poprosił
aby
opowiedziała o sobie.
Nie
miała nic specjalnego do powiedzenia. Ot, szara myszka
mieszkająca
na obrzeżach miasta, szukająca miłości. On nie powiedział
o
sobie nic. Prosił o wyrozumiałość.
Nie
naciskała. Nie, to nie, bez łaski. Do domu wróciła taksówką,
za
którą płaciła swoją kasą. On nie mógł odwieźć gdyż miał
sprawę
do
załatwienia. Zresztą ta sprawa była powodem, że skrócili
spotkanie.
Następnego
dnia spotkali się ponownie. Powiedział ze smutkiem,
że
musi pilnie wyjechać, że centrala zleciła kolejne zadanie
do
wykonania. Jaka centrala, co ty mówisz? — zapytała z niepokojem.
Pocałował
ją w dłoń. i powiedział -Widzę i wiem, że mogę
tobie
zaufać. Proszę tylko o zachowanie tej rozmowy w największej
tajemnicy-
Obiecała, przerażona, że nikt się nie dowie.
No
i powiedział…,że jest tajnym agentem, że wykonuje tajne
zadania
dla ministerstwa i takie tam ceregiele. Słuchała z podziwem,
przerażeniem,
dumą
Już
wówczas zaczęła się o niego bać. Nie muszę dodawać,
że
wieczór skończyli w łóżku. Nie wiem czy wówczas poczęli czy
w
późniejszym okresie, ale łóżko zaliczyli.
Następnego
dnia wyjechał w misji tajnej na, jak obliczył, miesiąc
czasu.
Wrócił po dwóch dniach. Szybko i w tajemnicy powiedział,
że
nie może nocować w hotelu bo go szukają. Pytał czy zna
jakieś
miejsce, gdzie mógłby się skryć. Zaproponowała swoje mieszkanie.
To
nic, że mieszkała z rodzicami, mieszkanie
było
duże. Pojechali taksówką. Oczywiście ona płaciła, bo
jemu
centrala nie przysłała jeszcze wypłaty. Miał z tym, jak mówił,
zawsze
problem. W domu przedstawiła go jako swojego narzeczonego.
Tak
uzgodnili wcześniej. Przyszłej teściowej bardzo się
spodobał.
Przyszły teść też nie narzekał. Wyciągnął flaszkę, rozpili.
Potem
drugą i też rozpili i poszli spać. Przez pierwsze dwa
tygodnie,
przyszły zięć nigdzie nie wychodził. Dobrze żarł, dobrze
spał
i opiekował się przyszłą żoną. Po tygodniu, niby przez pomyłkę,
co
jakiś czas zwracał się do przyszłej teściowej per „mamusiu”.
Rumienił
się przy tym jak dziewczynka. Kobieta była szczęśliwa
jak
nigdy.
Po
pierwszym, dwutygodniowym locie godowym, wyszedł po
pieniądze.
Uznał, że centrala na pewno kasę przysłała. Wrócił po
trzech
tygodniach. Wrócił goły i bosy. -Wszystkiemu winna centrala -
powiedział.
Bliższych
informacji nie mógł zdradzić.
Uwierzyła.
Dalej żarł, spał i kochał się z przyszłą zoną. Sielanka
trwała
około czterech miesięcy. Centrala kasy nie przysyłała ale
realizacji
niebezpiecznych zadań wymagała.
Znikał
więc, co jakiś czas, na dwa, trzy dni, tydzień. Wszystko
zależało
od powagi zadania. Martwiła się o niego bardzo. Bała się
okropnie,
że może coś mu się stać.
Ale
on był dzielny. Zawsze wracał zwycięski. Bez pieniędzy,
zmęczony,
ale wracał i to było najważniejsze. Teść, przyszły, coraz
rzadziej
przestał stawiać. Teściowa, przyszła,
coraz
gorzej gotować. Tylko ona, zakochana do granic możliwości,
wierzyła.
W końcu wyszedł po pieniądze ostatni raz. Czekała
miesiąc
dwa, trzy… Nie doczekała się.
Zrozumiała,
że została bezczelnie oszukana. Urodziła bliźniaki,
dwóch
chłopców. O ojcu dzieci nie wiedziała nic. Czas bliźni rany.
Zajęła
się dziećmi i one były dla niej najważniejsze. O Bondzie
starała
się nie myśleć. Zbyt mocną ją to raniło. Gdy chłopcy mieli po
14
miesięcy, przyszła kartka. Od niego.
Napisał,
że nie mógł się kontaktować, że był w innym kraju,
gdzie
wykonywał ważne zadanie, że za kilka dni przyjedzie.
O
chłopcach nie napisał nic. Chyba nie wiedział, że jest ojcem.
Czytała
kartkę
kilkanaście razy. Nie mogła uwierzyć, że tak ją traktuje.
Coś
ją opętało. Chłopcy spali w łóżeczkach. Rodzice wyszli do
miasta.
Zamknęła
drzwi na klucz. Otworzyła wszystkie kurki gazu. Położyła
się
na podłodze przy łóżku dzieci…
Do
dzisiaj kurwicy dostaję, gdy o tym myślę. Nie mogę zrozumieć
dlaczego
zabrała chłopców. Przecież nie byli winni jej
durnocie.
Minęło
około 30 lat od tamtego zdarzenia. Grób istnieje. Ktoś
przychodzi,
położy kwiaty, zapali znicz.
Zginęła
tragicznie. Tak pisze.