Zginął
w wypadku samochodowym około godz. 5.35 rano.
Razem
z nim odeszło trzech kumpli. którzy jego Trabantem jechali.
Jechał
zbyt szybko, zawsze tak jeździł, gdy na zakręcie wpadł pod
jadącego
z przeciwnej strony ciężarowego Kamaza. Mokro było, przy
tym
zakręt, szybkość. Kamaz też nieźle pędził. Jego kierowca
odwoził
żonę
na dworzec PKP. Z wypadku pamiętam jeszcze, że dłuższy
czas
szukaliśmy głowy kierującego. Pozostali byli na miejscu,
w
całości. Sąsiadki dwie. Kupiły flaszkę żytniej. Siedziały w
mieszkaniu
jednej
z nich. Popijały, śmiały się, cieszyły życiem. Miały powody
do
radości. Nie martwiły się o pieniądze. To była domena ich
mężczyzn.
Skoro starczało na flaszkę, było ok. Tym razem odrobinę
zabrakło.
Postanowiły dopić piwem. Wyszły do sklepu, który
usytuowany
był po drugiej stronie ulicy. Postanowiły skrócić drogę
i
przejść z dala od pasów. Nie przeszły, nie kupiły piwa. Jedna
zginęła
na
miejscu. Drugiej się udało, widuję ją do dzisiaj. Zdarzenia,
o
których wyżej, miały miejsce w okresie dwóch trzech miesięcy,
tak
pamiętam.
Po roku życie nabrało innych kolorów. Poznali się. Ona
wdowa
po właścicielu Trabanta, on wdowiec po niedopitej żonie.
Pokochali
się, zamieszkali razem. Zaczęło się szybko. Wódka, piwo
lało
się strumieniami. Pili użalając się nad swoim losem. Gdy
zabrakło,
on
bił ją, ona jego, przy czy on nie wrzeszczał, gdy był
torturowany.
Ona
darła się przeraźliwie. Taki styl. Byli ze sobą osiem,
dziewięć
lat. Zachorował na raka. Opiekowała się nim troskliwie.
Gdy
zmarł, świat się załamał. Nie miała nikogo. Siadła przy stole,
rozmyślała.
Potem poszła do sklepu, kupiła butelkę wódki. Wróciła
do
mieszkania. Piła i płakała. Nie wypiła wszystkiego. Chwiejnym
krokiem
poszła na dworzec kolejowy. Wykupiła bilet do najbliższej
miejscowości.
Udała się na peron. Kasjerce wydawała się taka trochę
niepewna.
O swoich spostrzeżeniach powiadomiła SOK-istów.
Poszli
za nią, udając się na peron gdzie miał podjechać pociąg na
który
wykupiła bilet. Nie było jej tam. Była na innym peronie. Właśnie
podjeżdżał
pociąg. Usłyszeli krzyk…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz