Wpadła
jak burza, w sukni ślubnej z welonem. Młoda, piękna,
zapłakana.
Ślubny wypił zbyty dużo, właściwie przesadził. Postanowiła
położyć
go spać i wrócić do gości. Poszedł jak baranek.
Gdy
ścieliła łóżko zamknął drzwi. Postanowił skonsumować
małżeństwo.
Nie
miała ochoty widząc, że jest zbyt pijany. Zaczął bić,
chcąc
siłą wymusić posłuszeństwo. Bił mocno, skoro przybiegła się
poskarżyć.
To, że uciekła zawdzięcza szczęściu. Ślubny nie miał
sił,
położył się i zasnął. Przeżyła to okropnie. Poprosił aby
siadła
na
kozetce, która była w Posterunku. Szlochała i mówiła. Szczerze
mówiąc,
bardziej szlochała. Siadł obok niej, zaczął głaskać włosy,
prosić
aby się uspokoiła. Był dla niej jak ojciec. Przytulił delikatnie
do
siebie. Położył dłoń na jej piersi. Nie reagowała. Wychodząc
powiedziała,
że żałuje. Rozłożył bezradnie ręce. Głupio wyszło, niestety.
Wróciła
na poprawiny. Potem urodziła syna poczętego
w
Posterunku. Ma w sobie krew gliniarza, to widać i czuć. Chowany
jest
przez ojczyma, który nie wie, że nim jest. Kocha dziecko, które
jest
dla niego skarbem. Nieważne kto pocznie, ważne kto wychowa.
Faktyczni
rodzice chłopaka, nie utrzymują ze sobą kontaktów mimo,
że
widują się każdego dnia. Poślubieni nie mają więcej dzieci.
To
znak, że nie bije jej więcej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz